Nikt nie będzie pouczał Urzędu Komunikacji Elektronicznej

opublikowano: 07-11-2014, 00:00

Magdalena Gaj, prezes UKE, ostro odpowiedziała na uwagi UOKiK do aukcji częstotliwości. Wątpliwości jednak są.

Urzędnik wkraczający w obszar kompetencji innego urzędnika nie może liczyć na miłosierdzie. Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), zdecydowanie odpowiedziała na uwagi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), kierowanego przez Adama Jassera, do formuły rozdysponowania częstotliwości z zakresu 800 i 2600 MHz, które mają być wykorzystane do rozwoju internetu LTE.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

UKE chce, by telekomy jeszcze w tym roku powalczyły o nie w aukcji, z której oczekuje minimum 1,8 mld zł wpływów. UOKiK tymczasem sugerował w piśmie z października, wysłanym m.in. do kancelarii premiera, że od aukcji lepszy byłby przetarg, a ponadto UKE nie zadbał w wystarczającym stopniu o interes państwa, bo nie wymusił na telekomach stworzenia wspólnej sieci LTE.

„Jedynym organem w Polsce odpowiedzialnym za całokształt procesu rozdysponowania wolnych zasobów częstotliwości jest prezes UKE (...), zgłaszanie zatem przez Pana Prezesa zarzutów odnoszących się do wyboru trybu aukcji czy też warunków tego procesu pozostaje poza kompetencjami prezesa UOKiK (...). Co więcej, może być postrzegane jako naruszenie niezależności polskiego organu regulującego rynek telekomunikacyjny i pocztowy” — podkreśliła Magdalena Gaj w piśmie opublikowanym przez serwis Telepolis.pl.

Prezes UKE pozwoliła też sobie na drobne uszczypliwości — zwróciła uwagę, że urząd antymonopolowy w sprawie aukcji sformułował „zdecydowane i daleko idące opinie”, które mogłyby świadczyć o „posiadaniu pogłębionej wiedzy z zakresu gospodarki widmem radiowym”, tymczasem jeszcze w sierpniu zwracał się do UKE o przeszkolenie pracowników UOKiK z „podstawowych pojęć” z zakresu regulacji telekomunikacyjnych.

Aukcja częstotliwości LTE, która została po wielu perypetiach ogłoszona w połowie października i może jeszcze zostać odwołana do 24 listopada, była też jednym z tematów czwartkowego posiedzenia Sejmowej Komisji Administracji i Cyfryzacji. Dotyczyło ono przede wszystkim zaawansowania prac w ramach budowy regionalnych sieci szerokopasmowych (współfinansowanych przez Unię Europejską), ale posłowie uporczywie wracali do tematu częstotliwości.

— Formuła aukcji pozwala operatorom na tworzenie samodzielnych sieci LTE przy wykorzystaniu mniejszego zakresu częstotliwości, zamiast stworzenia jednej, wspólnej sieci. To pogorszy prędkość internetu i sprawi, że na mapie dostępu do szerokopasmowego internetu nadal będą olbrzymie białe plamy, a Polska odpowiada dziś za 40 proc. białych plam w UE. Państwo oddało tu pole operatorom, zamiast narzucić im warunki inwestycyjne — mówił Antoni Mężydło, poseł PO, od dawna krytykujący formułę aukcji przyjętą przez UKE.

Tymczasem na stronach UKE pojawiło się w czwartek inne pismo Magdaleny Gaj — oficjalnie odpowiadające na „nieprawdziwe informacje”, jakoby w wyniku wybrania trybu aukcyjnego na części obszaru Polski nie powstaną nowoczesne sieci radiowe.

„Zobowiązania aukcyjne są bardzo rygorystycznie nakierowane na pokrycie kraju siecią szybkiego internetu. Zobowiązania te stają się elementem decyzji rezerwacyjnej na rzecz konkretnego podmiotu. Skutkiem niewykonania takiej decyzji może być nawet odebranie częstotliwości” — podkreśliła prezes UKE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu