Nikt nie chce umierać za ministra skarbu państwa

Kazimierz Krupa
08-06-2001, 00:00

Nikt nie chce umierać za ministra skarbu państwa

Stanowisko szefa resortu skarbu państwa nigdy nie należało do bezpiecznych i spokojnych — wiadomo strażnikowi skarbu szczególnie uważnie patrzy się na ręce. W tym resorcie zbiegają się najistotniejsze interesy najróżniejszych grup politycznych. Podlega on szczególnym naciskom lobbystów, zainteresowanych takim a nie innym rozstrzygnięciem procesów prywatyzacyjnych. W ostatnich latach jest również wykorzystywany często jako źródło gorącej gotówki do zapychania pojawiających się luk w budżecie i wokół niego. Na zarzut, że coś zostało sprzedane zbyt tanio — tak naprawdę nie ma odpowiedzi. Pewnie między innymi dlatego już dwóch ministrów tego resortu, chociaż wtedy funkcjonował pod inną nazwą, stawało przed Trybunałem Konstytucyjnym; rozprawy przed sądami powszechnymi są niemal codziennością. Stąd również zapewne bierze się wyjątkowa solidarność ludzi piastujących tę funkcję na przestrzeni ostatnich lat, niezależnie od ugrupowania politycznego — o swoim poprzedniku nie mówi się źle, najwyżej nie mówi się wcale.

Minister Kamela-Sowińska powinna odejść, bo jej działania zagrażają interesom państwa — powiedziała agencji Reuters Elżbieta Barys, posłanka AWS. Jest ona jednym z blisko 140 sygnatariuszy wniosku o głosowanie wotum nieufności dla minister skarbu państwa Aldony Kameli-Sowińskiej, który został złożony do Marszałka Sejmu. O tym, że rodzi się taki wniosek, mówiło się w sejmowych kuluarach już od trzech-czterech tygodni. Jego inicjatorem był Gabriel Janowski, jeden z najbarwniejszych posłów obecnej kadencji, wsławiony niekonwencjonalnymi wyczynami tanecznymi w parlamencie, okupowaniem gabinetu poprzedniego ministra skarbu Andrzeja Chronowskiego (jego dymisja została przyjęta z końcem lutego, w trakcie okupacji) i kampanią w sprawie powołania holdingu Polski Cukier.

Inicjatywę lidera poparła oczywiście grupa „oczko” — 21 posłów lobbujących na rzecz Polskiego Cukru, ale dalej zbieranie podpisów szło opornie. Oponentom pomogła sama pani minister, proponując m.in. kontrowersyjne wyłączenie z planowanego holdingu pięciu zakładów należących do tzw. grupy kalisko-konińskiej. Natychmiast naraziło ją to na zarzut faworyzowania jednego inwestora. Generalnie zarzuty dotyczą braku spójnej polityki prywatyzacyjnej, wprowadzania w błąd opinii publicznej co do możliwości realizacji wpływów budżetowych z prywatyzacji na zaplanowanym wcześniej poziomie, sposobu prywatyzacji PZU, braku decyzji co do dalszych planów wobec PKN Orlen i strat, jakie poniósł Skarb Państwa w niedawnym konflikcie wokół systemu informatycznego dla Totalizatora Sportowego.

Biorąc pod uwagę liczbę sygnatariuszy wniosku i jego interklubowy charakter, podpisali się pod nim posłowie z AWS, SLD i PSL, los minister Aldony Kameli- -Sowińskiej wydaje się przesądzony, i jej odwołanie jest tylko kwestią czasu. To kończący kadencję parlament zapewne zdąży zrobić, bo wniosek powinien być przegłosowany na najbliższym posiedzeniu. Pani minister ma wrogów, a nie ma jej kto bronić.

Inną sprawą jest to, czy znajdzie się następca na ten gorący fotel w przededniu wyborów parlamentarnych. Biorąc pod uwagę czas kierowania resortem skarbu ostatnich ministrów: Wąsacz — lata, Chronowski — miesiące, Kamela-Sowińska, — tygodnie, łapankę na stanowisko podsekretarza odpowiedzialnego za prywatyzację energetyki, kłopoty z obsadzeniem nawet zwalnianych mandatów poselskich; mogą z tym być poważne problemy. A ponieważ zapoznanie się nowego ministra, spoza resortu, ze specyfiką procesów prywatyzacyjnych trwa kilka miesięcy — „prywatyzatorzy”, przynajmniej do wyborów, mają wolne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Nikt nie chce umierać za ministra skarbu państwa