Niskie stopy nie podskoczą

opublikowano: 03-01-2014, 00:00

Popyt na drogie kredyty i pikujący interchange. Banki muszą się odnaleźć w rzeczywistości 2014 r.

W tym roku sektor bankowy czeka ten sam problem, z jakim borykał się w 2013 r. — konieczność boksowania się ze stopami procentowymi, które osiągnęły historycznie niski poziom. Przed rokiem wywołało to krótkotrwałą histerię w branży, która żyje w dużej mierze z różnicy między oprocentowaniem depozytów a kredytów. Lata walki na rachunki za 0 zł sprawiły, że dwie trzecie wpływów sektora bankowego pochodzi z przychodów odsetkowych. Przychody prowizyjne stanowiły dotychczas mniejszą część rachunku wyników. W 2014 r. walka z niskimi stopami może być nieco łatwiejsza za sprawą rosnącego popytu na kredyty gotówkowe, wysoko oprocentowane, które jeszcze dodatkowo można opakować w ubezpieczenie. Rynek consumer finance znowu ożywa i powoli pnie się w górę. Widać to już w ostatnich miesiącach, a trend wzrostowy będzie kontynuowany, choć nie dwucyfrowo, jak kiedyś bywało, lecz — jak prognozuje Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową — w tempie 6,4 proc. w 2014 r., a później 9,5 proc.

Zobacz więcej

SPEŁNIAJĄCE SIĘ ŻYCZENIE: Życzenie „oby nowy rok był lepszy niż 2013 r.” w przypadku banków może się spełnić. Przed sektorem finansowym otwierają się niezłe perspektywy na najbliższe kilka lat. [FOT. WM]

W czołówce regionu

Jest się z czego cieszyć, bo inni mogą nam tylko pozazdrościć. Centrum analityczne Raiffeisena ocenia, że w krajach regionu sprzedaż kredytów znacząco zwiększy się tylko w Rosji. W innych krajach wzrost będzie liczony w pojedynczych procentach.

W drugiej połowie roku ma szansę ruszyć popyt na finansowanie wśród firm i nie trzeba się już będzie bić na ceny z konkurencją. Nieźle wygląda też rynek hipoteczny, który po słabym 2013 r. ma szansę wrócić do wyższych wolumenów przy wyższych marżach.

Pełzająca podwyżka

Potężnym wyzwaniem dla banków będzie pikujący interchange. Od czerwca prowizje od transakcji kartowych wyniosą 0,5 proc., wobec obecnych 1,1-1,3 proc. Krótkoterminowo będzie to potężne uderzenie dla branży, która niemal z dnia na dzień straci 500-700 mln zł przychodów z tego źródła. Pieniądze zostaną w kieszeniach sieci handlowych i paliwowych. Długoterminowo przecenę być może uda się skompensować dzięki większym obrotom kartowym, bo według optymistów, niższy interchange równać się będzie większej liczbie punktów akceptujących płatności kartami, co zachęci Polaków do częstszego niż obecnie sięgania po plastikowe pieniądze.

Na razie to jednak pieśń przyszłości, a dziura w budżetach to teraźniejszość, z którą banki muszą sobie poradzić. Pewniejszym sposobem na łatanie rachunku wyników będzie poszukanie innych źródeł przychodów prowizyjnych, w czym zresztą sektor nabrał już niemałej wprawy. Tylko naiwni klienci dają się nabrać na darmową bankowość w Polsce i rachunki za 0 zł. Od wielu miesięcy postępuje pełzająca podwyżka opłat za produkty i usługi bankowe. Proces ten z pewnością będzie trwał w najlepsze w 2014 r.

OKIEM EKSPERTA
Powoli do przodu
ANDRZEJ POWIERŻA
analityk DM Citi Handlowego

Jeśli spełnią się optymistyczne prognozy makroekonomiczne, to 2014 r. będzie dobrym rokiem dla banków. Odbicie nie będzie wprawdzie spektakularne, ze względu na wysoką bazę, ale nastąpi. Spodziewam się lepszych wyników, większych wolumenów i marż oraz trochę niższych kosztów ryzyka. Zagrożenia czekające sektor w 2014 r. związane są w dużej mierze ze sferą regulacyjną. Mamy nowy podatek bankowy, mniejszy niż oczekiwano, ale oznaczający dodatkowe koszty. Po raz drugi zostanie też obniżony interchange, co prawda w połowie roku i efekt redukcji rozłoży się na dwa lata, ale przychody prowizyjne z tego źródła będą niższe i nie uda się skompensować ich wzrostem obrotów kartowych. W 2013 r. sektorowi pomogła stosunkowo mała konkurencja o depozyty — banki nie rosły agresywnie w segmencie kredytów i nie potrzebowały płynności. Pewne segmenty, jak np. kredyty hipoteczne, były postrzegane jako relatywnie mało atrakcyjne, co pozwoliło na zwiększenie spreadów, gdyż konkurencja nie była duża. Natomiast tam, gdzie apetyty banków na wzrost były większe, czyli w segmencie kredytów dla firm, doszło do ostrej wojny cenowej o realizację planów sprzedażowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy