Nord Stream 2 już blisko mety

opublikowano: 25-08-2021, 20:00

Bałtycki gazociąg Nord Stream 2 (NS 2) z rosyjskiej Ust-Ługi do niemieckiego Lubmina koło Greifswaldu ukończony zostanie za kilkanaście dni.

Nie pomogły żadne zaklęcia, polityczne chciejstwo, iluzoryczne sankcje czy też wyznanie wiary premiera Mateusza Morawieckiego, że wraża magistrala nie powstanie. Wykonany przez Gazprom zapewne z pompą ostatni spaw na drugiej rurze (NS 2, podobnie zresztą jak istniejący od dekady NS 1, jest podwójny) ostatecznie zakończy nieprzyjmowanie przez naszych władców do wiadomości rzeczywistości leżącej na dnie Bałtyku. Teoretyczna przepustowość roczna NS 1 oraz NS 2 wynosi po 55 mld metrów sześc. gazu, co w sumie daje strumień aż 110 mld. Wypada przypomnieć, że docelowa przepustowość krzyżującego się z rosyjskimi rurami naszego Baltic Pipe to tylko 10 mld, znacznie bardziej wydajny jest zaopatrujący obecnie Polskę gazociąg jamalski – 33 mld. Liczby wymuszają wyrzucenie doktrynalnej niezgody na NS 2 do kosza, rząd musi wreszcie przyjąć do wiadomości podwojenie grubości omijającego nas gazowego giganta i starać się zmniejszać szkody wykorzystywaniem przepisów unijnych.

Pierwsza rura bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2 ukończona została 4 czerwca, ostatni spaw na drugiej planowany jest najpóźniej 12 września.
fot. Bloomberg

W tych okolicznościach bardzo pozytywny wydźwięk ma orzeczenie Wyższego Sądu Krajowego w Düsseldorfie. Niemiecki organ odwoławczy oddalił skargę właściciela NS 2 na odmowną decyzję niemieckiego regulatora Bundesnetzagentur (BNA) w sprawie derogacji, czyli zwolnienia kończonego gazociągu z podporządkowania unijnej dyrektywie gazowej, tzw. trzeciemu pakietowi. Przepisy weszły w życie 23 maja 2019 r. i dopuszczają derogację dla linii przesyłowych istniejących w tymże dniu, zatem NS 2 przegrał wyścig z dyrektywą o ponad dwa lata. W związku z tym obiektywnie wypada ocenić, że wniosek Nord Stream 2 AG był jednak bezczelnością. Chociaż z drugiej strony – nie ma się co dziwić, w bezwzględnej walce o zyski to współczesna norma.

Dyrektywa jest straszliwie niewygodna dla Gazpromu, który z rosyjskiej definicji jest monopolistą. Dlatego za wszelką cenę chce się wywinąć z konieczności rozdziału właścicielskiego źródeł gazu oraz sieci przesyłowych za granicą, dostępu stron trzecich oraz ustanowienia transparentnego i uzasadnionego kosztami systemu taryfowego. Porażka sądowa w sprawie derogacji to dopiero pierwsze podejście, teraz Gazprom zapewne spróbuje uzyskać tzw. zwolnienie. Teoretycznie jest ono obwarowane kryteriami jeszcze bardziej restrykcyjnymi, ale może obejmować także inwestycje ukończone po 23 maja 2019 r. Zwolnienia udziela również organ regulacyjny państwa UE, z którego siecią przesyłową ma się łączyć gazociąg spoza naszej wspólnoty – czyli w tym wypadku ponownie niemiecki BNA. Musi jednak skonsultować się z analogicznymi organami w państwach UE, na których rynki może on wywrzeć wpływ, czyli m.in. naszym UOKiK. Dyrektywa nie przewiduje konsekwencji braku porozumienia regulatorów, ale decyzja o ewentualnym zwolnieniu podlega kontroli Komisji Europejskiej (KE). W wypadku ulgowego potraktowania NS 2 brukselski gabinet raczej by nie interweniował…

Dyrektywie rzecz jasna wymknął się NS 1, funkcjonujący od 2012 r. Ale także nie całkiem, wszak bałtycka magistrala ma przedłużenie lądowe już na terenie UE. W tym kontekście przypominam, że w lipcu Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu orzekł bardzo niekorzystnie dla Niemiec oraz KE w sprawie limitu przepustowości gazociągu OPAL, biegnącego z Greifswaldu na południe wzdłuż Odry i Nysy. Co potwierdza, że dobrze uargumentowane rozprawy sądowe okazują się bardziej skuteczne, niż doktrynalna niezgoda – nie bo nie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane