Nowy status Polski to szansa i ryzyko

opublikowano: 02-10-2017, 22:00

Decyzja FTSE Russell o zaliczeniu Polski do rynków rozwiniętych jest prestiżowa. To szansa dla największych polskich spółek, ale też ryzyko dla średnich

Polska dołączy we wrześniu 2018 r. do portfela rynków rozwiniętych FTSE Russell. FTSE to jedna z głównych rodzin indeksów giełdowych, a tym samym punktów odniesienia dla funduszy inwestycyjnych. Ważniejszym „producentem” indeksów jest jednak MSCI. A u niego na rychłą zmianę się nie zanosi. Z drugiej strony, nie można lekceważyć decyzji FTSE Russell. Na indeksach FTSE opartych jest wiele funduszy ETF, tworzonych przez Vanguard Group. To jeden z globalnych potentatów rynku funduszy ETF.

Awans w klasyfikacji FTSE Russell wiąże się z nobilitacją, natomiast niesie też wyzwania, gdyż trudniej jest strzelać gole w ekstraklasie, przeciwnicy są dużo bardziej wymagający, trzeba się też dobrze bronić, bo mają oni dużo lepszych napastników niż ci, do których do tej pory byliśmy przyzwyczajeni — zaznacza Marek Dietl, prezes GPW.
Zobacz więcej

EKSTRAKLASA:

Awans w klasyfikacji FTSE Russell wiąże się z nobilitacją, natomiast niesie też wyzwania, gdyż trudniej jest strzelać gole w ekstraklasie, przeciwnicy są dużo bardziej wymagający, trzeba się też dobrze bronić, bo mają oni dużo lepszych napastników niż ci, do których do tej pory byliśmy przyzwyczajeni — zaznacza Marek Dietl, prezes GPW. Grzegorz Kawecki

Ich znaczenie rośnie w ostatnich latach, a strategia inwestycyjna sprowadza się do kopiowania indeksów. Za około rok fundusze rynków wschodzących oparte na indeksach FTSE zaczną więc wyprzedawać polskie akcje. — Nie dlatego, że uważają, iż Polska jest dobra czy zła, tylko ze względu na strategię inwestycyjną. Nie ma polski w indeksie — nie będzie jej również w portfelach — tłumaczył we wczorajszym „Pulsie Dnia” Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego. Z drugiej strony ETF-y rynków rozwiniętych oparte na indeksach FTSE powinny kupować polskie akcje.

— Nie wiemy, jaki będzie efekt netto — podkreśla Mariusz Adamiak. — Sytuacja jest dość złożona. Nie da się powiedzieć, że zainteresowanie naszym rynkiem wzrośnie lub spadnie. Wiele czynników działa przeciwstawnie — komentuje Grzegorz Zawada, wiceprezes Noble Securities, a w przeszłości wiceprezes GPW i analityk w londyńskim biurze japońskiego banku Nomura. Dużo bardziej optymistyczny jest Marek Dietl, świeżo upieczony prezes GPW. Już liczy miliardy, które z zagranicy spłyną na warszawski parkiet po decyzji FTSE Russell.

— Nie wiemy, jaki będzie nasz udział w indeksie global markets, ale gdybyśmy byli na poziomie Portugalii, to jest to 150 mld zł nowych pieniędzy z funduszy inwestujących w rynki rozwinięte, gdybyśmy awansowali do poziomu Austrii, to jesteśmy na poziomie 250 mld zł nowego potencjalnego kapitału, a gdybyśmy osiągnęli poziom Danii — kraju bogatego, ale demograficznie dorównującemu naszemu Mazowszu — to mówimy o potencjale rzędu 1,5 bln zł — twierdzi prezes GPW.

Kogo zauważy inwestor?

Co wiemy? Polska jest obecnie klasyfikowana przez FTSE Russell w gronie 23 państw określanychjako advanced i secondary emerging. W tej grupie są Chiny, Brazylia, Rosja, Turcja czy Grecja. Grupa, do której Polska trafi, określana jest jako developed i obecnie obejmuje 24 państwa, m.in. Stany Zjednoczone i Niemcy. Tyle że udział Polski w koszyku rynków wschodzących to około 2 proc., a w grupie rynków rozwiniętych będzie z grubsza dziesięciokrotnie mniejszy. — Nasz udział — na poziomie 0,18 proc. — będzie porównywalny z Izraelem. Mniejszy będą miały Austria, Nowa Zelandia i Irlandia — szacuje Mariusz Adamiak.

— W grupie rynków wschodzących udział Polski jest mały, ale widoczny. Wśród rozwiniętych będzie marginalny. Z punktu widzenia funduszy oznacza to, że będą sobie mogły pozwolić na to, by w ogóle nie mieć polskich akcji w portfelu. Prestiżowo awans jest więc przyjemy, ale z punktu widzenia przepływów kapitału niekoniecznie — dodaje Michał Marczak, dyrektor departamentu klientów instytucjonalnych mBanku.

Grzegorz Zawada zajmuje bardziej wyważone stanowisko. Nie obawia się ignorowania Polski przez fundusze ETF rynków rozwiniętych. Niebezpieczeństwo dostrzega w zachowaniu funduszy zarządzanych aktywnie. Tłumaczy, że należący do tego segmentu inwestorzy rynków wschodzących najpierw patrzą na kraj i jego sytuację makroekonomiczną, a później wybierają konkretne spółki. Aktywnie zarządzane fundusze rynków rozwiniętych mają podejście bardziej sektorowe. I tu tkwi problem.

— Poza sektorem finansowym branż wyróżniających się kapitalizacją i płynnością nie mamy. Może jeszcze energetykę albo spółki paliwowe. Ale te ostatnie będą musiały konkurować o względy inwestorów z takimi firmami jak Shell czy BP — przypomina Grzegorz Zawada.

W podobnym tonie wypowiadają się Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI, oraz Arkadiusz Chojnacki, prezes Opti Capital, poprzednio dyrektor działu analiz Ipopemy Securities, gdy ta ściśle współpracowała z Merrill Lynch.

— Decyzja FTSE Russell jest pozytywna, ale bym jej nie przeceniał. Problemem naszego kraju nie jest to, czy jesteśmy rynkiem wschodzącym czy rozwiniętym, tylko to, że nie ma płynnych spółek, a te, które są, kontroluje państwo. Wyjątkiem są banki. Może być więc różnie, zwłaszcza w przypadku średnich spółek, którymi przestaną interesować się fundusze rynków wschodzących. Dla funduszy rynków rozwiniętych mogą być za małe — tłumaczy Arkadiusz Chojnacki. — Pojawi się nowa grupa inwestorów, ale ich będą interesować tylko duże spółki — mówi Marek Buczak.

Pesymistyczna specyfika

Marek Buczak skłania się ku temu, że lepiej być relatywnie dużą rybą w małym stawie niż stosunkowo małą w oceanie. Przywołuje przykład Grecji. Po tym jak w 2013 r. MSCI zdegradowało ją z segmentu rynków rozwiniętych do wschodzących, inwestorzy zaczęli kupować tamtejsze akcje. Należy jednak pamiętać, że zbiegło się to z wychodzeniem Grecji z bardzo głębokiego kryzysu. Przez rok po decyzji MSCI główny indeks w Atenach wzrósł niewiele. Wystrzał notowań nastąpił dopiero w 2015 r. Tyle że już w połowie 2016 r. grecka giełda była w zasadzie w punkcie wyjścia. Do tego o degradacji Grecji zdecydowały kryteria związane ze standardami tamtejszej giełdy, m.in. płynnością.

Tymczasem po załamaniu gospodarki część dużych spółek zmieniła rynek notowań. Przykładem takiej ucieczki jest Coca Cola Hellenic, działająca w 28 krajach, w tym w Polsce. Największa pod względem kapitalizacji grecka spółka i zarazem drugi na świecie dystrybutor brunatnego napoju przeniosła się z Aten do Londynu. Nasi rozmówcy często też przywołują przykład Izraela. Gdy niemal 10 lat temu awansował do grupy rynków rozwiniętych, na tamtejszej giełdzie nastąpiło załamanie.

— Poziom zainteresowania rynkiem izraelskim po jego przekwalifikowaniu rzeczywiście spadł, ale to specyficzny rynek. Nie leży w Europie, nie wszedł do europejskich indeksów, charakteryzuje się też specyficzną sytuacją geopolityczną. Należy więc być ostrożnym w wyciąganiu z tego przypadku daleko idących wniosków, choć trzeba przyznać, że jest to przykład zdecydowanie negatywnych skutków zakwalifikowania do segmentu rynków rozwiniętych — komentuje Grzegorz Zawada.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nowy status Polski to szansa i ryzyko