Od bankiera do miliardera

opublikowano: 09-04-2021, 06:30

Maciej Wieczorek, prezes i główny akcjonariusz Celon Pharmy, mówi o początkach w biznesie biotechnologicznym i o tym, co go w nim wciąż trzyma.

„PB’’: W jednej ze starych rozmów mówił pan, że jest pan „świętokrzyskim scyzorykiem’’. Jak to się stało, że scyzoryk z Ostrowca Świętokrzyskiego został pierwszym biotechnologicznym miliarderem na polskiej giełdzie i jak to się wszystko zaczęło?

Maciej Wieczorek: To dobre pytanie... Nie wiem, jak to się wszystko zaczęło. Pewnie tak jak wszystko się zaczyna — od spotkania po drodze pewnych ludzi, od dużej ambicji osiągnięcia czegoś, od właściwych osób we właściwym miejscu i czasie. Biotechnologia jest fantastyczną dziedziną. W moim przypadku chodzi o to, że świetnie łączy naukę i pieniądze. Nie ma obecnie innej branży, w której naukę można w takim stopniu wykorzystać do tworzenia wartości. To jest kombinacja doskonała, a w tle są też korzyści dla społeczeństwa. Ta korzyść społeczno-misyjna ma też fundamentalne znaczenie. Ona w biotechu powoduje, że nawet jeśli mamy chwilę w dołku, to mamy poczucie, że robimy coś dla innych.

Pan skończył studia na kierunku niemedycznym i szybko zaczął pracować w Adamedzie, choć wcześniej miał pan epizod w banku...

Skończyłem wydział organizacji i zarządzania przemysłem na Politechnice Warszawskiej i na początku lat 90. zacząłem pracę w banku. Sektor bankowy był wtedy innowacyjny i wspierał restrukturyzację całych branż. Pracowałem jako oficer kredytowy. Poznałem ludzi, którzy zajmowali się branżą farmaceutyczną i jej finansowaniem. Jednym z klientów była spółka Adamed. Wtedy to była mała firma — nie chcę powiedzieć „garażowa", ale to słowo dobrze odzwierciedla realia tworzących się biznesów, napędzanych dużą ambicją. Zafascynowany branżą farmaceutyczną trafiłem do Adamedu, w którym zacząłem robić różne fajne rzeczy. Chciałem, żeby spółka rosła na poziomie R&D i nowoczesnego marketingu. Pracowałem tam siedem lat, zebrałem mnóstwo doświadczeń w zakresie leków generycznych. Pod koniec zacząłem próbować przestawiać spółkę na tory innowacyjne. Wtedy zrozumiałem, na czym polega branża, jak się w niej zarabia i jak buduje długoterminową przewagę konkurencyjną. Ta branża przede wszystkim opiera się z jednej strony na kwestiach prawnych, patentowych i regulacyjnych, a z drugiej na wizjonerskim, sięgającym w przyszłość, portfelu nowych leków.

W 2002 r. odszedł pan z Adamedu i założył własną firmę, czyli ze spółki, która rozwinęła się w duży organizm, przeniósł się pan do „garażu". Dlaczego pan się na to zdecydował?

Przyczyny były specyficzne. Zmarł wtedy założyciel spółki, dr Adamkiewicz. Okres sukcesji zawsze jest trudny, a ja czułem też, że spółka nie do końca chce robić program projektów innowacyjnych w taki sposób, w jaki ja chciałem. Ja wciąż byłem — i chciałem to udowodnić w Celonie — bardzo ambitny, oczywiście chciałem zarobić pieniądze na chleb, ale też pójść trzy kroki dalej, by tworzyć długoterminową wartość. Założyłem więc Celon, realizowałem swoją wizję i strategię.

Mnie ciekawi to, że w tym czasie robił pan też doktorat z nauk medycznych, bo zakładam, że menedżer rozwijający własną firmę nie ma dużo czasu na rzeczy poza biznesem...

Jestem facetem, który uważa, że nigdy, absolutnie nigdy, nie jest za późno, by wejść w specjalistyczną wiedzę. Jeśli człowiek lubi to, co robi, i się tym fascynuje, to jest w stanie robić kroki milowe w zdobywaniu wiedzy. Oczywiście trzeba mieć podstawowe wykształcenie naukowe i wiedzieć, jak wykorzystywać narzędzia. U mnie to była naturalna potrzeba — uważałem, że nie będę partnerem dla środowiska medycznego i naukowego, jeśli sam nie będę świetnie rozumiał, o czym rozmawiamy. Myślę, że wielką siłą, którą posiadam — i szukam jej u partnerów w branży — jest samodzielne rozumienie kluczowych elementów ryzyka, związanego z technologią i wartością w zakresie medycyny, biologii molekularnej i farmakologii. Jeśli nie jesteśmy w stanie ocenić ryzyka niepowodzenia projektów oraz tego, jakie kroki milowe muszą być zrealizowane, to musimy opierać się na doradcach, a wtedy nasz proces decyzyjny jest długotrwały i na koniec dnia nie wiemy, czy gdzieś ktoś nie popełnił błędu albo nie doradza nam, by zrealizować swój interes. Kluczowe jest więc to, by decydent w branży biotechnologicznej rozumiał główne elementy technologii, którą się zajmuje, by mógł szybko podejmować właściwe decyzje. Statystyka jest nieubłagana. Codziennie podejmuje się kilkanaście decyzji. Jeżeli są one szybkie, to świetnie, bo szybciej realizujemy projekty, a jeśli są właściwe w 60, a nie w 40 proc., to po latach w tym tkwi powód, dlaczego jedna firma rozwija się trzy razy szybciej od drugiej.

Rozmawiał Marcel Zatoński

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

dziś: „Poznaj polską biotechnologię’’

goście: Maciej Wieczorek — Celon Pharma, Paweł Przewięźlikowski — Ryvu Therapeutics, Marcin Szumowski — OncoArendi Therapeutics, Piotr Trzonkowski — PolTREG, Michał Ficenes — Skarbiec TFI

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane