Odpowiednią dać słowu cenę

opublikowano: 12-12-2013, 00:00

Polscy wydawcy wzorem francuskich chcą decydować, ile będą kosztować książki. Księgarze są za, a nawet… przeciw

Wydawcy książek chcą zrobić z Polski drugą Francję. Ostatnich szlifów nabiera obywatelski projekt ustawy o książce. Nad prawem wzorowanym na tzw. ustawie Langa, którą we Francji wprowadzono w 1981 r., pracuje zrzeszająca wydawców Polska Izba Książki (PIK). Głównym założeniem jest wprowadzenie stałej ceny na nowości wydawnicze, co w zamyśle autorów ma wzmocnić mniejsze księgarnie, urozmaicić ofertę literacką i promować czytelnictwo. Podobne regulacje — poza Francją — obowiązują m.in. w Niemczech, Włoszech czy Hiszpanii.

Zobacz więcej

KSIĄŻKI POD STRZECHY: Pod względem czytelnictwa jesteśmy w ogonie Europy — statystyczny Polak co roku kupuje średnio 1,5 książki, podczas gdy Czech aż 14. Wydawcy przekonują, że nowe regulacje pozwolą im finansować literaturę niekomercyjną, co urozmaici ofertę i przyciągnie nowych czytelników. [FOT. GK]

Producent decyduje

Dziś nad ostateczną treścią projektu ustawy będą debatowali przedstawiciele PIK, wydawcy, a także prawnicy z kancelarii LSW i doradcy z Case. — Zespół do spraw ustawy otrzymał wiele pisemnych uwag i wniosków, które obecnie są rozpatrywane przez prawników. Możemy już wnioskować, że środowisko wydawców i księgarzy ogólnie opowiada się za ustawą, czyli zmianą miejsca ustalania ceny końcowej — z księgarni na wydawnictwo — informuje Agnieszka Szczęsna z PIK. Według księgarskiej izby, dyskusyjne są przede wszystkim trzy elementy ustawy: czas obowiązywania sztywnej ceny (wydawcy mają postulować okres od pół do półtora roku), rabaty od ceny końcowej dla wybranych instytucji (bibliotek i ewentualnie organizacji społecznych, w grę wchodzą bonifikaty od 15 do 30 proc.) oraz tego, czy i jakie książki niskonakładowe mogłyby być wyłączane spod rygoru ustawy.

Pieniądze na prace nad ustawą dało na razie 17 wydawnictw. Jednym z nich jest WSiP, numer jeden na polskim rynku pod względem wartości sprzedaży, który jest również właścicielem wydawnictwa Zielona Sowa, wyspecjalizowanego w lekturach szkolnych. — Popieramy wszystkie działania, których celem jest zwiększenie czytelnictwa wśród Polaków i zdrowe, etyczne zasady sprzedaży — a takim celom właśnie służą założenia projektu ustawy. Takie pojęcia jak nowość, zasady i sezonowość sprzedaży w przypadku wydawnictwa edukacyjnego są jednak inne niż w przypadku wydawców beletrystycznych. Z tych powodów popieramy projekt ustawy, ale z wyłączeniem publikacji edukacyjnych — mówi Jerzy Garlicki.

Księgarze też chcą

W prace nad ustawą zaangażowana jest też grupa Empik Media & Fashion, największy książkowy detalista w kraju, który jednocześnie jest dużym graczem na rynku wydawniczym. Poprzez Grupę Wydawniczą Foksal kontroluje oficyny W.A.B., Buchmann i Wilga.

— Co do zasady — Empik popiera inicjatywy dążące do mądrego uregulowania rynku książki. Dobra ustawa o książce powinna określać reguły dla wszystkich uczestników rynku (wydawców, hurtowników, detalistów, bibliotek), a nie koncentrować się jedynie na wybranych podmiotach. Przy spadającym poziomie czytelnictwa w Polsce kluczowe jest, aby ustawa zawierała efektywne mechanizmy, pozwalające na rozwój czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. To jest inwestycja w przyszłość całej branży — od wydawców po detalistów — mówi Olaf Szymanowski, prezes Empiku. Krytyczny wobec projektu ustawy jest natomiast Mariusz Rutowicz, prezes Matrasa, czyli gracza numer dwa na księgarskim rynku. Jego zdaniem, ustawa „przyczyni się zarówno do spadku czytelnictwa, jak i do upadku wielu księgarń oraz wydawnictw”. — Polska to nie Francja, Polak czyta 8-10 razy mniej niż przeciętny Francuz. Klient musi mieć powód, by przyjść do księgarni — a cena i promocja to powody, które wywołują ruch. Nowości i bestsellery są ogólnie dostępne, a księgarnie żyją z oferty i dostępności tzw. back catalogu. Ustawa sprawi, że księgarze będą poszukiwać innych produktów, nie książkowych, które zachęcą klientów do odwiedzin, a na końcu — do zakupów — mówi Mariusz Rutowicz. Dlatego, zdaniem prezesa Matrasa, konieczne byłoby wprowadzenie do ustawy regulacji gwarantujących możliwość sprzedaży książek jedynie w księgarniach, bo zagrożeniem dla całej branży są dyskonty, rozwijające uzupełniającą ofertę książkową. — To one stosują agresywną politykę cenową, dodając np. książkę kucharską do zakupów spożywczych przekraczających niewielki pułap, a także gotowe są same wydawać na wyłączność pozycje książkowe — mówi Mariusz Rutowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Odpowiednią dać słowu cenę