OFERTY PUBLICZNE PRAWIE ZAMARŁY

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 01-06-1999, 00:00

OFERTY PUBLICZNE PRAWIE ZAMARŁY

Trudno znaleźć spółkę, której emisja zainteresowałaby szerokie grono inwestorów

REKORDZISTA: Kierowany przez Janusza Filipiaka krakowski Com- -Arch uzyskał rekordową, 98-proc. redukcję zapisów na akcje. fot. Borys Skrzyński

Pierwszy kwartał roku był bardzo udany dla giełdowych debiutantów. Nie tylko z sukcesem przeprowadzali oni swoje emisje na rynku pierwotnym, ale także pierwsze notowania giełdowe kończyły się sporym przebiciem i zyskiem dla inwestorów. Jednak od kilku tygodni widać znaczne pogorszenie koniunktury na rynku nowych emisji.

Zdaniem giełdowych analityków, na razie wyczerpał się potencjał rynku pierwotnego. Uważają oni także, że obecnie nie ma szans na ofertę, która byłaby w stanie przyciągnąć większe grono inwestorów.

Informatyka i farmacja

Powodzenie poprzednich emisji publicznych wynikało przede wszystkim z atrakcyjności branż reprezentowanych przez nowych emitentów oraz z ich solidnych podstaw fundamentalnych.

— Na całym świecie największe wzięcie mają spółki high-tech. Wskazują na to notowania na najważniejszych giełdach. Podobnie jest na krajowym rynku, czego dowodzi choćby ogromna nadsubskrypcja na akcje ComArchu — mówi jeden z analityków COK Banku Handlowego.

Takich atrakcyjnych ofert firm prywatnych jest jednak jak na lekarstwo. A o ofertach prywatyzacyjnych też lepiej nie mówić, bo te najgłośniejsze (jak Pekao SA, LOT, TP SA) przynajmniej w pierwszej fazie nie zakładają udziału inwestorów publicznych.

Obecnie w KPWiG czeka na rozpatrzenie jedynie 24 prospekty emisyjne.

Trzy emisje kolejno

W najbliższych tygodniach zaledwie kilka spółek przeprowadzi emisje. W wielu przypadkach będą to jednak oferty albo dla menedżmentu (Budimex Poznań), inwestora strategicznego (Grajewo), albo z prawem poboru (PBK, BOŚ).

Praktycznie dla wszystkich zainteresowanych dostępne będą tylko akcje warszawskiej spółki leasingowej Clif, producenta materiałów budowlanych Libet i Zakładów Mięsnych Mazury. Ta ostatnia spółka zamierzała zresztą wejść na giełdę już w zeszłym roku, ale gwałtowne załamanie na rynku mięsa spowodowane rosyjskim kryzysem zmusiło zarząd do weryfikacji planów.

Małe, czyli ryzykowne

— Dla spółek, które planują obecnie wejście na parkiet, sytuacja wydaje się sprzyjająca. Niemniej jednak, inwestorzy przede wszystkim poszukują spółek o solidnych fundamentach i reprezentujących ciekawe branże np. IT. Małe spółki są często zbyt ryzykowną inwestycją by znalazły wielu chętnych — ocenia Jacek Lewandowski, dyrektor departamentu rynku pierwotnego Domu Inwestycyjnego BRE.

Nie wszyscy inwestorzy godzą się wyłożyć pieniądze na akcje spółki, która może stać się przedmiotem manipulacji giełdowej.

— W Polsce kapitał, przeważnie zresztą niewielki, jest poszukiwany głównie przez małe i średnie spółki, które, z punktu widzenia inwestorów, są o wiele bardziej ryzykowne. Duzi inwestorzy raczej omijają takie spółki, co może zagrozić powodzeniu emisji — tłumaczy Maciej Trybuchowski, dyrektor departamentu emisji i gwarancji CDM Pekao SA.

Kosztowne gwarancje

Wyjściem z sytuacji powinno być podpisanie umowy gwarantującej sukces sprzedaży akcji. Jednak wiele świeżo upieczonych spółek publicznych ze względu na wysokie koszty prowizji w ogóle rezygnuje z gwarancji. Niepowodzenie emisji, jak to miało miejsce w przypadku Insbudu Mława, może doprowadzić nawet do wycofania spółki z obrotu publicznego.

— Gwarantowanie emisji nie jest zakładem ze spółką. Nie jest też sprawą samej spółki. Ten obowiązek ciąży na biurze maklerskim, które decyduje się taką operację przeprowadzić. W końcu jego rola nie może kończyć się na dostarczeniu prospektu emisyjnego do KPWiG — podkreśla Maciej Trybuchowski.

Zgadza się z tym Jacek Lewandowski z BRE.

— W przypadku gdy emitent zleca utworzenie konsorcjum dystrybucyjno-gwarancyjnego doradzającego przy upublicznieniu, emitent ma szansę uzyskania rynkowych prowizji za gwarancję i będzie ona niższa niż wtedy, gdy spółka na gwałt szuka chętnego do objęcia części nie sprzedanej emisji — dodaje przedstawiciel BRE.

Nasi rozmówcy są zgodni, że wiele spółek zbyt późno zaczyna myśleć o gwarantowaniu emisji. W efekcie muszą akceptować bardzo wysokie prowizje, żądane przez instytucje finansowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / OFERTY PUBLICZNE PRAWIE ZAMARŁY