Orłowski uważa, że kryzysu finansów jeszcze nie ma

03-10-2003, 09:34

Orłowski uważa, że kryzysu finansów jeszcze nie ma WARSZAWA (Reuters) - Polska jest bliska przekroczenia przez dług publiczny progu 60
procent Produktu Krajowego Brutto (PKB), ale kryzysu jeszcze nie ma, uważa doradca do
spraw ekonomicznych prezydenta Witold Orłowski. W piątkowym wywiadzie dla radiowych Sygnałów Dnia Orłowski powiedział, że oprócz
cięć w wydatkach budżetowych, potrzebny jest szczęśliwy splot okoliczności, między innymi
korzystny kurs walutowy, by do kryzysu nie dopuścić. "Biorąc pod uwagę, to co wiemy już o deficycie przyszłorocznym, to na pewno już
znajdziemy się w tej strefie, gdzie jest poważne ryzyko, że przy niekorzystnym układzie
parametrów możemy się znaleźć powyżej progu 60 procent zadłużenie" - powiedział Orłowski. W ubiegłym tygodniu rząd ostatecznie przyjął projekt przyszłorocznego budżetu, w
którym określił deficyt budżetowy w 2004 roku na poziomie 45,5 miliarda złotych, czyli
5,3 procent PKB wobec 38,7 miliarda złotych planowanych w tym roku. Oznacza to, że w przyszłym roku, zgodnie z założeniami rządu dług publiczny, sięgnie
54,8 procent PKB, czyli zbliży się do drugiego progu. Istnieje jednak ryzyko, że go
przekroczy, jeżeli na przykład osłabi się kurs złotego, co podroży obsługę długu
zagranicznego sięgającego 30 miliardów dolarów. Konstytucyjny próg ostrożnościowy znajduje się na poziomie 60 procent PKB, gdy
zostanie on przekroczony, wówczas w budżecie następnego roku nie może w ogóle być
deficytu. W tym przypadku wydatki będą musiały być dramatycznie ograniczone. "Jeśli nie jesteśmy w czerwonej strefie to jesteśmy w różowej strefie, gdzie
potrzebujemy szczęścia, żeby się nic złego nie stało. Jeśli będziemy mieli trochę
szczęścia, jeżeli będą podjęte odpowiednie działania, to my możemy z tej czerwonej strefy
wyjść" - dodał Orłowski. Wicepremier i minister odpowiedzialny za gospodarkę Jerzy Hausner przygotowuje plan
racjonalizacji wydatków, o którym rząd będzie debatował w przyszły wtorek. "Premier Hausner stara się znaleźć miejsca gdzie pieniądze wyciekają, i tam dokręcić
śrubę. (...) To nie są wielkie oszczędności, ale to jest jakieś trwałe zmniejszenie
wycieku pieniędzy, które pozwoliłoby na znacznie lepszy kształt budżetu. "Problem główny jest jednak inny, ale trzeba pamiętać, że każdy budżet jest głosowany
przez polityków, którzy biorą pod uwagę fakt jak daleko są wybory, a im bliżej są wybory,
tym mniejsza jest gotowość do akceptowania działań niepopularnych" - dodał doradca
prezydenta. Wielu polityków uważa, że posłowie rządzącego Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD) mogą
odrzucić plan cięcia wydatków Hausnera jeżeli uznają, że zaszkodzi on wynikowi partii w
wyborach parlamentarnych w 2005 roku. ((Autor: Olga Markiewicz; Redagował: Paweł Sobczak; warsaw.newsroom@reuters.com;
Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, Reuters Messaging: olga.markiewicz.reuters.com
@reuters.net))

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Orłowski uważa, że kryzysu finansów jeszcze nie ma