Czytasz dzięki

Ostatnie dzieło starego rządu

opublikowano: 28-09-2020, 22:00

Rekonstrukcja rządu w trakcie kadencji to wydarzenie, które nie uprawnia do skorzystania z przewidzianej w art. 222 Konstytucji RP kalendarzowej furtki „W wyjątkowych przypadkach możliwe jest późniejsze przedłożenie projektu”.

Dlatego projekt ustawy budżetowej na 2021 r. przyjęty został w poniedziałek przez stary skład Rady Ministrów i wpłynie do Sejmu w konstytucyjnym terminie najpóźniej 30 września. Naturalnie przyjęto także towarzyszący budżetowi pakiet zmian podatkowych (czytaj obok). Rzecz jasna samo dotrzymanie procedury nie wpływa na jakość budżetu, zwłaszcza że inwazja COVID-19 wymusza radykalne zwiększenie deficytu. Marna pociecha, że proceder gigantycznego dodruku pieniędzy uprawia cały świat.

Tadeusz Kościński jako minister finansów firmuje już drugi projekt budżetu.
Krystian Maj

Ze względu na nadzwyczajne okoliczności para budżetów 2020 i 2021 powiązana jest jak żadna inna od początku III RP. W tym kontekście wypada przypomnieć losy wciąż czekającego na nowelizację tegorocznego. Jego wersję pierwotną przyjął 27 września 2019 r. rząd Mateusza Morawieckiego kończący kadencję. Po wyborach stary/nowy premier skorzystał ze wspomnianej furtki kalendarzowej i poprawiony projekt wpłynął do Sejmu dopiero… 24 grudnia. Naturalnym efektem było ogromne opóźnienie budżetu, który ukazał się w Dzienniku Ustaw dopiero 1 kwietnia 2020 r., a zatem przez cały kwartał trwała prowizorka i państwo prowadziło gospodarkę finansową na podstawie projektu. Polityczną doktryną PiS stało się arytmetyczne wyzerowanie — pierwszy raz w III RP — deficytu, dochody i wydatki zapisano po równo. Od początku była to księgowa lipa, ponieważ wiele wydatków puszczono bokiem. Na przykład wspierająca reelekcję Andrzeja Dudy dodatkowa emerytura/renta sfinansowana została z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych, zaś blisko 2 mld zł na wyborczą propagandę ekipy tzw. dobrej zmiany trafiło do TVP z emisji państwowych obligacji skarbowych.

Inwazja COVID-19 sprawiła, że nigdy nie dowiemy się, jaki byłby uczciwy wynik budżetowy bieżącego roku. Sam rząd wyliczył deficyt 2020 na gigantyczną kwotę 109,3 mld zł, którą pochłonęło przede wszystkim podtrzymujące gospodarkę dosypywanie pieniędzy. Rzeczywisty deficyt będzie jeszcze większy, gdy doliczy się pieniądze pomocowe idące również obok budżetu. W tych okolicznościach 82,3 mld zł deficytu zapisane w projekcie na przyszły rok to relatywny postęp. Zwłaszcza że na przykład transfery poprzez Polski Fundusz Rozwoju zostaną już zwyczajnie wliczone do wydatków sektora rządowego. Ten gest bardzo powolnej poprawy księgowej przejrzystości finansów publicznych wymuszony jest przez dyscyplinującą unijną metodologię wyliczania długu publicznego. Zapowiedź niezwiększania strumienia płynącego przez fundusze celowe to na pewno element zwiększania wiarygodności państwa.

Projekt budżetu 2021 przyjęty został przez odchodzący skład rządu. Rozsypanie części ministerstw na szczęście nie rozsypie budżetu, ponieważ konstrukcja jego części budżetowych zgodna jest z układem ustawowych działów administracji rządowej, zatem zmienią się po prostu dysponenci. Ot, na przykład część 25 „kultura fizyczna” po zniknięciu osobnego Ministerstwa Sportu przejdzie zapewne do… Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Takiego przyporządkowania sportu w ponad 100-letnich dziejach niepodległej Polski jeszcze nie grali — ani za II RP (wtedy sport powiązany był z wojskiem), ani w PRL (funkcjonował samodzielnie), ani w III RP (okresowo znalazł się w resorcie edukacji narodowej). W epoce tzw. dobrej zmiany możliwe jest jednak absolutnie wszystko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane