Panowie, idźcie tą drogą!

  • Andrzej Malinowski
opublikowano: 09-03-2012, 00:00

KOMENTARZ

ANDRZEJ MALINOWSKI

prezydent Pracodawców RP

Posłowie z sejmowych komisji pracują właśnie w pocie czoła nad rządowym projektem tzw. ustawy o przejezdności niektórych dróg. Chodzi o to, by na stadiony EURO 2012 można było dojechać nieprzejezdnymi autostradami, łamiąc być może resory, ale nie łamiąc prawa.

Jak zwykle, sypiąca rządowi piach w tryby sprawnie działającej maszynerii opozycja marudzi na potęgę. Że „rząd pisał ją pod naciskiem grup interesu”, że samorządy będą sobie otwierały drogi, jak będą chciały, że ucierpią na tym zwierzątka, ptaszki, kwiatki i trawki. Kwękają również niesprzyjający rządowi żurnaliści i tzw. niezależni eksperci; że tworzy się wyłomy w prawie, że takie epizodyczne rozwiązania są szkodliwe, że to lekceważenie bezpieczeństwa podróżnych. Ich zdaniem do rangi skandalu urasta propozycja, by osoba niezwiązana z nadzorem budowlanym mogła przeprowadzić obowiązkową kontrolę i wydać decyzję o „przejezdności”.

Uważam, że i jedni, i drudzy, dezawuując projekt, dowodzą kompletnego braku zrozumienia Ważnych Interesów Państwa i Narodu. Bo przecież, jeśli coś leży w interesie rządzącej partii, to ex definitione potrzebne jest krajowi i ludziom! Zwolennicy projektu przekonują, że „ta ustawa obiektywnie jest potrzebna”. I ja się z nimi oraz posłami koalicji, którzy ją przegłosują, w pełni zgadzam. Co więcej, jestem przekonany, że ustawowe ustanawianie „przejezdności” czegoś, co jest nieprzejezdne lub trudno przejezdne, stanowi pomysł tak genialny i dalekosiężny, że nie wolno nam go zmarnować. Należy — i to zdecydowanie — rozciągnąć tę twórczą ideę na inne dziedziny życia. Pokazać, że polscy parlamentarzyści umieją szybko i skutecznie rozwiązywać pojawiające się — tylko gdzieniegdzie — problemy.

Narzekają pracodawcy, że przepisy podatkowe są fatalne i wciąż się zmieniają? Trach, robimy ustawę o „przejezdności” prawa podatkowego, dekretując, że od jutra wszystkie niezrozumiałe przepisy są jasne jak słońce nad Peru, a cały system przejrzysty. Urzędnicze bariery utrudniają rozwój przedsiębiorczości? Proszę bardzo, Sejm i Senat w odpowiedzi uchwalają, że choć są, to „obiektywnie” ich nie ma! I problem z głowy. Procedury prawne i procesy sądowe trwają latami? Nie ma sprawy — mocą ustawy noszącej tytuł „O przejezdności systemu prawnego” dekretujemy, że w polskim sądownictwie jeden rok — to jeden dzień. I już przedsiębiorcy są szczęśliwi, że zaledwie dziesięć dni zajmuje im np. sądowe odzyskanie należnych pieniędzy, a samotne matki pieją z zachwytu, że już po trzech dniach mają zasądzone alimenty. A że dziecko w tym czasie wyrosło na trzylatka? No cóż, to już nie jest zmartwieniem tzw. ustawodawcy.

Mam nadzieję, że wszystkich Państwa — również wiecznych malkontentów i opozycyjnych pieniaczy — przekonałem do pożytków, jakie Polacy odnieść mogą z kreatywnego rozszerzenia idei ustawy o przejezdności nieprzejezdnych autostrad i dróg. Zatem mój gorący apel: Panie premierze, panowie wicepremierzy, drogi rządzie — idźcie tą drogą!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ANDRZEJ MALINOWSKI

Polecane