Złodzieje się zorientowali, że można kraść uprawnienia
Hakerzy skradli uprawnienia do emisji CO2 wartości 50 mln euro. Komisja Europejska zawiesiła handel pozwoleniami.
Prawa do emisji CO2, tzw. EUA, wprowadzono w ramach Protokołu z Kioto, by przemysł ograniczył emisję gazów cieplarnianych o 20 proc. do 2020 r. Na lata 2008-12 Bruksela przyznała ponad 2 mld ton rocznie. Tona CO2 pod koniec 2010 r. była warta była 15 euro. Cały rynek to około 30 mld euro.
EUA są zaksięgowane w 30 krajowych rejestrach (w 27 krajach UE oraz Norwegii, Islandii i Liechtensteinie). Przypominają zapisy na rachunkach bankowych. Następnie są rozdzielane między firmy. Jeśli przedsiębiorstwo potrzebuje więcej lub mniej pozwoleń, niż dostało, może je kupić lub sprzedać na rynku.
Kuszący dym
Jeszcze niedawno coś tak ulotnego jak dwutlenek węgla nie interesowało złodziei. Sytuacja zmieniła się w 2005 r., kiedy Unia Europejska stworzyła rynek emisji i wyznaczyła ich cenę. W 2009 r. obroty wyniosły 90 mld euro. Z handlu uprawnieniami żyją specjalne giełdy, banki inwestycyjne, fundusze kapitałowe i hedgingowe oraz firmy, które otrzymują darmowe limity.
Rynek zainteresował też przestępców. Na Węgrzech do obrotu trafiały prawa wykorzystane już wcześniej. Coraz częściej dochodziło też do oszustw podatkowych. Kupowano uprawnienia w kraju, w którym limity nie były obłożone podatkiem VAT, i sprzedawano je w innym już z podatkiem. Przestępcy zabierali różnicę, ogłaszali bankructwo i znikali. Interpol szacuje, że oszustwa związane z rynkiem emisji kosztowały budżety państw Wspólnoty co najmniej 5 mld euro.
Na rynku zapanowała panika. Niektórzy zaczęli żądać prawnych gwarancji, że uprawnienia pochodzą z rządowych aukcji. Inni w ogóle zrezygnowali z udziału w rynku. Dlatego w ubiegłym roku zanotowano już znacznie niższe obroty.
Tymczasem złodzieje działali nadal. Notowano przypadki phisingu, polegającego na podsyłaniu fałszywych stron internetowych, dzięki którym zdobywano loginy i hasła. To ułatwiło włamania do rejestrów krajowych i kradzieże uprawnień.
Handel zamarł
Jak ujawniono niedawno, tylko przez trzy miesiące doszło do nieautoryzowanych transferów zezwoleń wartych około 60 mln euro. Komisja Europejska po kolejnych zgłoszeniach kradzieży z Austrii, Czech i Grecji nakazała 19 stycznia zablokować handel. Początkowo na tydzień. Przerwa na większości rynków jednak wciąż trwa. Pod koniec lutego działało 10 krajowych rejestrów. Pozostałe muszą przedstawić raporty, że spełniają wymogi bezpieczeństwa.
— Według dzisiejszej ceny uprawnień skradzione jednostki mają wartość od 20 do 50 mln euro. Niestety, zatrzymanie handlu w całej Europie, zablokowanie rejestrów i nieuwzględnienie możliwości handlu w wielu firmach, a tym samym brak możliwości wywiązania się z transakcji powoduje trudne do określenia straty — podkreśla Paweł Jankowski, analityk z toruńskiej firmy Consus pośredniczącej w handlu emisjami.
Kto został okradziony? Nie wiadomo. Nikt się nie chwali. Wiadomo, że czeski CEZ stracił 700 tys. przydziałów wartych około 10 mln euro. Włoska firma energetyczna nie mogła doszukać się 268 tys. uprawnień, które zniknęły z rejestru w zeszłym miesiącu. Holcim, szwajcarski producent cementu, zgłosił, że brakuje mu 1,6 mln limitów, z tego 600 tys. udało się już odzyskać. Ciągle pojawiają się nowe wątki, dlatego kto jeszcze został okradziony wie dzisiaj tylko Komisja Europejska.
Niestety, władze Wspólnoty niewiele mogą zrobić w razie wykrycia kradzieży. Nie mając własnych organów ścigania, mogą jedynie zawiadamiać o podejrzeniu popełnienia przestępstwa krajowe policje i Interpol.
Każde uprawnienie ma numer seryjny, więc, przynajmniej w teorii, można je znaleźć. Tylko, że transakcje odbywają się w czasie rzeczywistym, więc w ciągu godziny jedno pozwolenie może kilkanaście razy zmienić właściciela, a ostatni posiadacz często jest nieświadomy, że kupił skradziony przydział na emisje. W niektórych krajach, aby zablokować uprawnienia, trzeba uzyskać wyrok sądu. Jeszcze bardziej kłopotliwe będzie odzyskanie uprawnienia, jeśli ostatni właściciel zdążył je umorzyć, czyli już wykorzystać. Wtedy technicznie ich odzyskanie jest niemożliwe.
Ceny nie spadną
Od 2013 r. rynek się zmieni. Firmy przestaną otrzymywać uprawnienia za darmo. Będą je musiały kupować na aukcjach. Przewidziano wyjątki od tej zasady, ale przydział darmowych uprawnień, których w ogóle będzie coraz mniej, stopniowo będzie malał.
Pozwolenia będą coraz bardziej łakomym kąskiem. Eksperci spodziewają się wyższych obrotów i wzrostu cen.
— Obecna cena uprawnień wynosi 14,68 euro/EUA (rynek spot giełda BlueNext). Rynek jest wzrostowy, bo z każdym rokiem uprawnień ma być mniej. Wiele zależy od możliwości wykorzystywania innych jednostek nie tylko EUA, ale również ERU i CER, jak również od możliwych rozwiązań, którymi może nas zaskoczyć Komisja Europejska. Analitycy prognozują średnią cenę w 2011 r. w wysokości 18,20 euro, a w następnym — 22,60 euro — mówi Paweł Jankowski.
100
EUR za tonę Taka kara grozi za emisję CO2 bez zezwolenia. I pomimo jej zapłacenia i tak firma musi kupić stosowne uprawnienie.