Pięć wniosków z historii GetBacku

Adam Torchała
aktualizacja: 25-04-2018, 06:43

Choć wciąż nie wiadomo, jaki obrót przyjmie sprawa windykatora, przypomniała ona o kilku zasadach, które są bardzo pomocne podczas inwestowania na rynku.

Chcesz być na bieżąco z informacjami na temat Getbacku? Zapisz się na nasz darmowy newsletter>

GetBack dla tysięcy osób, które zdecydowały się na kupno akcji bądź obligacji spółki, to bolesny temat. Papiery przyniosły ogromne straty (zrealizowane lub nie), firma nie spłaciła części obligacji i nie wypłaciła odsetek, a do tego nie wiadomo, co się w niej tak naprawdę dzieje. Mgła, która spowiła sytuację w GetBacku, rodzi domysły — od tych sugerujących, że kłopoty są przejściowe, po te, że GetBack stoi na krawędzi bankructwa. W takiej atmosferze, przy milczeniu obecnego zarządu oraz braku komunikatów ze spółki, nie sposób podejmować analizy, opierając się na faktach.

Można jednak wyciągnąć wnioski z inwestycji w GetBack. Nawet jeżeli sprawa zakończy się pozytywnie i firma wyjdzie na prostą, wielu inwestorów pozostanie ze stratami i kacem. Łatwo w takiej sytuacji całą winę zrzucić na zarząd spółki bądź osobę, która sprzedała nam obligacje czy polecała akcje GetBacku. Mając nadzieję, że winni zostaną przykładnie ukarani, warto też — aby zminimalizować ryzyko podobnych przygód w przyszłości — wyciągnąć już teraz wnioski z całej historii.

1 Analitycy nie są nieomylni

Jeden z podstawowych zarzutów podnoszonych przez akcjonariuszy GetBacku w rozmowach na temat spółki dotyczy powszechnego entuzjazmu analityków, mediów i ekspertów na temat spółki. Wszystkie te grupy bazują jednak na informacjach udostępnianych przez spółkę, te zaś nie zawsze są aktualne (przykładowo, GetBack wciąż nie przedstawił raportu finansowego za 2017 r., raport za trzeci kwartał 2017 r. był zaś bardzo dobry). Czasami też nie są one prawdziwe, bądź są koloryzowane, co w przypadku GetBacku również się zdarzyło. Stary zarząd do końca robił dobrą minę do złej gry, nie chcąc pokazać, jak zła jest sytuacja spółki. Dodatkowo, wyceniając spółkę, przyjmuje się pewne założenia, które mogą się spełnić lub nie. Rekomendacji „kupuj” nie należy więc traktować jako wskazania spółki, której akcje na pewno dadzą zarobić. Rekomendacje domów maklerskich i analizy ekspertów to bardzo dobre źródło informacji o firmie, rynku, otoczeniu i z tego powodu warto je czytać. Wnioski zawarte w raporcie nie powinny być jedyną podstawą decyzji inwestycyjnych, ale tylko elementem analizy, którą przeprowadza sam inwestor.

2 Dywersyfikacja, dywersyfikacja i jeszcze raz dywersyfikacja

Czasami jednak spółka rzeczywiście jest atrakcyjna, mimo to popada w kłopoty. Takim przypadkiem wydaje się właśnie GetBack, który w trzecim kwartale 2017 r. radził sobie jeszcze bardzo dobrze. Stara giełdowa zasada mówi jednak, by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Nawet jeżeli widzimy bardzo ciekawą i perspektywiczną spółkę, to zgodnie z powyższą zasadą nie powinniśmy w nią inwestować całych oszczędności. Nasz scenariusz może się bowiem nie sprawdzić, zarząd może się okazać niekompetentny, spółka może napotkać jakieś nieprzewidziane kłopoty, jej model biznesowy może się nie przyjąć, konkurent może ją wygryźć z rynku bądź popadnie ona w problemy płynnościowe. Potencjalnie źródeł niepowodzenia jest wiele, nawet w przypadku na pierwszy rzut oka bardzo dobrych spółek. My zaś inwestując wszystkie oszczędności w jedną spółkę, w pełni zdajemy się na to, co ją spotka. Ryzyko niepowodzenia towarzyszy każdej spółce, jeżeli jednak w portfelu mamy walory kilku, ryzyko dużych strat gwałtownie spada. Ciężko bowiem wyobrazić sobie, że wszystkie, które wybraliśmy do portfela, w tym samym czasie spotka taka „przygoda” jak GetBack. Do tego warto dołożyć inne formy oszczędzania czy pomnażania kapitału. Zdywersyfikowanie sprawia także, że suma zainwestowana w pojedynczą spółkę to ledwie część naszego portfela. Problemy jednej spółki zdecydowanie słabiej uderzają wówczas w nasze finanse niż w przypadku, gdybyśmy zaangażowali cały kapitał w ten podmiot.

3 Obligacje to nie lokata

Często jako dobre uzupełnienie portfela akcji podaje się obligacje. Warto jednak pamiętać, że mamy różne rodzaje tych papierów. Obligacje skarbowe to nie to samo co korporacyjne. Rynek wtórny tych drugich jest bardzo płytki, co sprawia, że w żadnym wypadku nie można uznawać ich za papiery „bez ryzyka”. Pokazała to historia GetBacku, gdy niewielkie wolumeny powodowały duże spadki notowań obligacji spółki. Dodatkowo GetBack pociągnął ze sobą w dół obligacje innych windykatorów, mimo że im problemy GetBacku teoretycznie mogą być nawet na rękę. Co do zasady obligacje mają nad akcjami tę przewagę, że z góry znamy wynik inwestycji (spółka odkupuje je od nas po określonej cenie i płaci nam określony kupon). By jednak tak się stało, musimy obligację trzymać do wykupu, a to często kilka lat. Możemy ją oczywiście sprzedać wcześniej na rynku wtórnym, wówczas o cenie decydują jednak notowania na rynku o niewielkiej płynności. To natomiast utrudnia ucieczkę ze spółki, gdy wokół niej zrobi się gorąco. Obligacji nie można więc w żadnym wypadku traktować jak lokaty — szczególnie obligacji korporacyjnej. Obligacje skarbowe, emitowane przez państwo, postrzegane są jako bezpieczniejsze i co do zasady tak rzeczywiście jest, ale tutaj historia także zna przypadki, gdy ich nie wykupiono.

4 Zysk zawsze idzie w parze z ryzykiem

Nie ma zysku bez ryzyka. To chyba najważniejsze, o czym powinno się pamiętać, rozważając sposoby na zainwestowanie pieniędzy. Wynika to wprost z natury zysku, który jest niczym innym jak premią za podjęte ryzyko. Jeżeli ktoś obiecuje 12 proc. czy nawet 6 proc. bez ryzyka, to znaczy, że kłamie. Nawet jednak gdy oprocentowanie jest niższe i — wydawałoby się — zgodne z warunkami rynkowymi, pewności zarobku mieć nie można. Tutaj wprost możemy przejść do historii GetBacku. Nawet jeżeli spółka miała pochlebne recenzje, nawet jeżeli zachwalał je sprzedający, należało pamiętać, że z tymi papierami wiąże się ryzyko. Czy to znaczy, że nie należało w nie inwestować? Nie. Ryzyka po prostu trzeba być świadomym i mieć plan, co zrobić, gdy ryzyko się zrealizuje.

5 Doradca, czyli sprzedawca

Będąc przy obligacjach GetBacku, nie sposób pominąć tematu nachalnej sprzedaży, której — jak wynika z naszych informacji — byli ofiarami niektórzy klienci pośredników finansowych. Każdy korzystający z usług banku bądź pośrednika powinien jednak pamiętać, że najczęściej osoby szumnie nazywane „doradcami” są tak naprawdę sprzedawcami. Mają narzucone plany sprzedażowe i produkty, za które otrzymują prowizje. Oczywiście nie każdy jest „chciwą bestią chcącą wyssać nas z ostatniej złotówki”, ciężko jednak bezkrytycznie wierzyć osobie, której zarobki zależą m.in. od tego, czy sprzeda nam dany produkt, czy nie. Trzeba także pamiętać, że inwestowane są nasze pieniądze, to zatem naszych pieniędzy dotyczyć będą wszystkie powodzenia i niepowodzenia związane z inwestycją. Tym bardziej warto więc krytycznie spoglądać na wszelakie oferty i propozycje.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Pięć wniosków z historii GetBacku