Pietras o rozszerzeniu UE o Bułgarię i Rumunię

(Tadeusz Stasiuk)
opublikowano: 31-12-2006, 09:30

Były minister ds. europejskich Jarosław Pietras przewiduje, że przyjęcie Bułgarii i Rumunii nie wywoła widocznych różnic w funkcjonowaniu UE.

Były minister ds. europejskich Jarosław Pietras przewiduje, że przyjęcie Bułgarii i Rumunii do Unii Europejskiej nie wywoła widocznych różnic w funkcjonowaniu Wspólnoty.

"Nie sądzę, żeby rozszerzenie o Bułgarię i Rumunię, które przystąpią do UE 1 stycznia 2007 r., wywołało większe zaburzenia w samej UE, w jej funkcjonowaniu, czy w nowych państwach członkowskich" - powiedział Pietras w rozmowie z PAP.

Wyjaśnił, że - podobnie jak w przypadku poprzedniego rozszerzenia o 10 państw w 2004 r. - również to obecne jest "w pewnej mierze skonsumowane" wcześniej, więc nie stanowi żadnego zagrożenia nawet dla nowych państw, w tym dla Polski.

"Myślę, że te dwa czy nawet trzy lata członkostwa dobrze wykorzystaliśmy dla umocnienia naszej pozycji w UE i teraz mamy niepowtarzalną szansę, żeby wykorzystać oba państwa jako naturalnych sojuszników działań Polski na forum UE" - powiedział Pietras. Zwrócił uwagę, że zarówno Rumuni, jak i Bułgarzy darzą nas sympatią, bo wspieraliśmy ich w procesie dochodzenia do unijnego członkostwa.

Zapytany, czy styczniowe rozszerzenie nie wzmocni tendencji do budowania UE "różnych prędkości", odpowiedział: "i tak, i nie".

Według Pietrasa, Unia osiągnęła taki stan, w którym działa "mechanizm zapadki". Wyjaśnił, że "podciągnięto integrację do takiego poziomu, z którego nie można już jej cofnąć, ale jednocześnie UE stała się tak dużym tworem, że nie bardzo daje się ją pociągnąć dalej".

Były minister ds. europejskich tłumaczył, że z jednej strony Unia wypracowała wspólnie reguły i zasady, które obowiązują wszystkich członków niezależnie od tego, czy jest to kraj mały czy duży ani czy potrafi integrować się szybko, czy wolno.

Z drugiej strony, zgodnie z tymi właśnie zasadami, w Unii skupiającej 27 państw blokowanie rozwiązań niekorzystnych dla części krajów jest bardzo łatwe, co skutkuje tym, że wprowadzanie jakichkolwiek zmian stało się bardzo trudne.

"Naprawdę oznacza to, że stan obecny jest bardzo trwały, bo ta część podstawowa, która spaja Unię, została na dobre utrwalona - tego, co istnieje, nie da się ani pogorszyć, ani poprawić" - podsumował Pietras.

W jego ocenie, unijne prace będą teraz "przebiegać w podgrupach", dlatego że nie da się efektywnie dyskutować w tak dużym gronie - zwłaszcza że poszczególne kraje mają różne interesy.

"Te, które mają wspólne interesy, zaczynają rozmawiać ze sobą, a potem mówią pozostałym, co ta grupa myśli" - powiedział. Przypomniał prace tzw. grupy przyjaciół spójności i Grupy Wyszehradzkiej, które przedstawiały wspólny punkt widzenia, wzmacniając efektywność swoich działań.

"Sam fakt funkcjonowania takich grup, dyskutowania i proponowania przez nie konkretnych rozwiązań nie jest niczym złym - tak było zawsze" - podkreślił były minister ds. europejskich. Zastrzegł jednak, że rozwiązania przyjmowane w efekcie pracy takich grup nie mogą wykluczać udziału pozostałych państw członkowskich.(DI, PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Tadeusz Stasiuk)

Polecane