Płacenie komórką to hit na miarę bankowości online

Przetestowaliśmy telefon w roli karty płatniczej. To może być najlepsza rzecz, jaką w bankowości wymyślono od czasu rachunku dostępnego przez internet

Dwa lata temu najpierw Inteligo, a w ślad za nim BZ WBK, rozpoczęły pierwsze w Europie testy telefonów, wyposażonych w moduł NFC, wykorzystujący technologię umożliwiającą transfer danych cyfrowych na niewielkie odległości. Wtedy budziło to duże zdziwienie, dzisiaj — co najwyżej ciekawość i zainteresowanie.

Uzasadnione, bo to najlepsza rzecz, jaką w bankowości wymyślono od czasu rachunku dostępnego przez internet. Przez 2 tygodnie testowaliśmy płatności NFC z kartą przedpłaconą ING Banku Śląskiego, znajdującą się w obudowie nakładanej na smartfona. Wygląda to dość topornie na iPhone’ie „trójce”. Nakładkę trzeba ściągnąć, chcąc podłączyć ładowarkę do aparatu. Niestety, Apple na razie nie wypuścił jeszcze iPhone’a z antenką do NFC, podobno ma być już na sto procent w „piątce”. Jest już w Samsungu Galaxy SIII oraz w kilku modelach Motoroli, niewielkiej urody oraz w najnowszej Nokii.

W obudowie nakładanej na telefon znajduje się antena komunikująca się z terminalem płatniczym oraz karta bankowa. W ING jest to karta przedpłacona. W stosunku do pilotażu Inteligo osiągnięty został spory postęp, ponieważ wtedy telefon miał taką samą funkcjonalność jak zwykła karta. Płaciłeś, nie wiedząc, jakie jest saldo po transakcji.

W Śląskim ściągasz na telefon aplikację PayMobile, która przy każdej płatności podaje informację, jaka kwota została ściągnięta z rachunku. Program daje też dostęp do historii transakcji, ale niestety do salda już nie. Stan rachunku można sprawdzić, uruchamiając aplikację Śląskiego INGMobile.

I tu kolejny problem, bo saldo karty przedpłaconej nie jest aktualizowane w czasie rzeczywistym, lecz ze sporym opóźnieniem. Rozumiem, że po zakończeniu pilotażu niedogodność ta zostanie usunięta. Już podchodząc do kasy, uruchamiam telefon i PayMobile, która otwiera się po kilku-kilkunastu sekundach. Kasjer podaje wartość należności, przygotowuje terminal do płatności zbliżeniowej, płacę, sprawdzam kwotę na telefonie. I do widzenia. Dla mnie jest to absolutna rewelacja.

Nie musisz, stojąc przed kasą, szukać portfela, wyłuskiwać na oczach całej kolejki karty i płacić, tylko sięgasz po komórkę, którą zawsze masz pod ręką i po sprawie. Oczywiście ktoś powie, że taka komórka to dopiero przyciąga uwagę! Otóż nie i wcale nie dlatego, że iPhone we wspomnianej obudowie wygląda nader mało atrakcyjnie. Kiedy płacisz komórką, zasłaniasz go niemal całkowicie ręką.

Postronna osoba nie wie nawet, czym płacisz. Interesujące są natomiast reakcje sprzedawców, którzy z zaciekawieniem, ale bynajmniej bez specjalnych emocji, patrzą na nowe narzędzie płatnicze. Wspominam o tym dlatego, bo od kilku tygodni śledzę opisy doświadczeń z podobnych pilotaży przeprowadzonych podczas igrzysk w Londynie.

Visa, oficjalny sponsor imprezy, która miała być „cashless” i „contactless” wiele osób wyposażyła w galaktyczne Samsungi. Nie znalazłem ani jednej pozytywnej recenzji, większość natomiast utrzymana jest w nieco humorystycznym, żeby nie powiedzieć kpiarskim tonie.

Powodem jest całkowity brak zrozumienia dla nowych form płatności wśród sprzedawców i restauratorów na Wyspach, a także wśród klientów. Testerom rzadko udawało się znaleźć miejsce, gdzie mogliby zapłacić zbliżeniowo — w kraju, gdzie terminali do płatności NFC jest więcej niż w Polsce, a w każdym okienku zaczęła montować je Post Office!

Ludzie po prostu boją się NFC i nie widzą użyteczności, jaką daje technologia. Moim zdaniem, dzieje się tak dlatego, ponieważ kogoś, kto nigdy nie leciał samolotem, ktoś chce zabrać rakietą w podróż kosmiczną. W Polsce rynek nowych płatności rozwija się we właściwej kolejności. Najpierw były karty z paskiem, potem z chipem EMV, a potem zbliżeniowe.

Sam kiedyś nie widziałem sensu zamiany kart chipowych na bezkontaktowe. Teraz przyznaję, że operacja miała sens jako etap przejściowy między kartą płatniczą a płatnością mobilną. W Polsce sami sprzedawcy, pomimo mitycznego już interchange, pytają, czy chcę zapłacić zbliżeniowo, bo dla nich to też wygoda.

Grunt pod płatności mobilne jest już przygotowany. Teraz piłka jest po stronie banków. Uważam, że pomimo wciąż niewielkiej liczby smartfonów z NFC ten, który pierwszy na rynek wejdzie z usługą komercyjną, ma szanse zyskać niebagatelną przewagę konkurencyjną nad resztą. Ja na pewno mój rachunek podepnę pod komórkę, jeśli tylko taka oferta się pojawi.

I żeby była jasność — nie jestem gadżeciarzem, nie ekscytują mnie nowinki technologiczne. Jestem zwolennikiem NFC, bo to zwyczajnie działa, jest użyteczne, bardzo wygodne i proste w obsłudze. Kiedy idziesz na spacer, na rower, do kina, do znajomych, nie musisz za każdym razem zabierać ze sobą portfela, bo masz go przy sobie.

Blog Eugeniusza Twaroga „Obiektywnie o finansach” znajdziesz na stronie http://www.pb.pl/blog/eugeniusz-twarog

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Płacenie komórką to hit na miarę bankowości online