Podatek od łupków, czyli jak wylać dziecko z kąpielą

  • Anna Bytniewska
opublikowano: 06-03-2012, 00:00

Jeśli fiskus będzie pazerny, firmy mogą zachować dla siebie wiedzę o bogactwach, które znajdą na polskich ziemiach

Ruszają prace legislacyjne nad ustawą dotyczącą opodatkowania węglowodorów. Niebawem należy spodziewać się założeń do projektu dokumentu.

Zdaniem Mikołaja Gossa z kancelarii Góralski & Goss, reprezentującej firmy poszukujące węglowodorów, inwestorzy zainteresowani wydobyciem gazu łupkowego w Polsce muszą liczyć się z tym, że podatek będzie dość wysoki.

— Informacje, które do nas docierają, każą przypuszczać, że stawka podatku będzie rzędu 30 proc. lub większa. Dla mniejszych inwestorów to duży balast i zaczną wycofywać się z Polski. Żeby tak się nie stało, maksymalny poziom podatku od wydobycia węglowodorów nie powinien przekroczyć 15 proc. — mówi Michał Żywiecki, wiceprezes firmy Julifield, poszukującej gazu konwencjonalnego rejonie Południowo — Wschodniej Polski.

Być może państwo chce przez drobne oka podatkowego sita wyeliminować z rynku słabych graczy.

— Mapa koncesji dotyczących poszukiwań gazu łupkowego w Polsce jest zapełniona. Jednak złoża gazu występują tylko na obszarze niektórych z nich, może na 30 proc. Jeśli mniejsze firmy wycofają się z poszukiwań, nikt nie zajmie ich koncesji i nie zbada tych terenów, a państwu powinno na tym zależeć, bo mogą się na nich znajdować inne cenne kopaliny. Na podstawie średniej wartości zobowiązań wynikających z udzielonych koncesji poszukiwawczych, koszt takich poszukiwań można szacować na co najmniej 10, a może nawet 50 mld zł — twierdzi Michał Żywiecki. Na zmianie reguł gry stracą firmy, które zainwestowały w poszukiwania.

— Nikt z inwestorów nie zakładał, że pojawi się podatek, który wydobycie gazu z łupków uczyni nieopłacalnym. Oceniając ryzyko inwestycyjne, przyjmujemy przecież racjonalne założenia. Prawo geologiczne zawiera wykaz opłat i to na ich podstawie tworzono modele biznesowe — mówi Mikołaj G. Goss. Jednak, jego zdaniem, dużo straci także państwo, bo inwestorzy mają asa w rękawie.

— Jeśli rząd naprawdę chce, by Polska stała się drugą Norwegią, powinien do swoich oczekiwań dostosować klimat podatkowy. W przeciwnym razie może się okazać, że nie będzie wpływów z wydobycia gazu łupkowego, bo koncerny wydobywcze zatrzymają dla siebie wiedzę o polskich złożach i poczekają na bardziej sprzyjające uregulowania podatkowe. Stać je na to — mówi Mikołaj G. Goss.

Choć istnieje obowiązek przekazywania administracji informacji geologicznych, jakie koncerny zdobyły, prawnik twierdzi, że inwestorzy łatwo mogą tego uniknąć, stosując własne opatentowane metody badawcze.

— Tak naprawdę nie wiemy, czy gaz w łupkach występuje w skali umożliwiającej jego wydobycie komercyjne. A jeśli tak jest, to pierwsze zyski z jego wydobycia pojawią się w najwcześniej w 2017 r. Nie ma więc powodu do pośpiechu. Konsultacje powinny być na tyle wyczerpujące, by powstał projekt, który nie spłoszy inwestorów i nie ograniczy inwestycji. Stawka podatkowa powinna rosnąć stopniowo — proporcjonalnie do wzrostu zysków z wydobycia — uważa Mikołaj G. Goss. Branża wydobywcza ma własne propozycje.

— Po co dodatkowy podatek? Można przecież koncernom wydobywającym gaz łupkowy podnieść stawkę CIT — proponuje Witold Weil, country manager z firmy San Leon.

— Przyszła struktura opodatkowania powinna uwzględniać specyfikę i różnice między branżą poszukiwawczo-wydobywczą węglowodorów niekonwencjonalnych i konwencjonalnych. Wprowadzanie wysokiej stawki podatku może odstraszyć inwestorów i spowodować zaprzestanie poszukiwań. Z decyzją o stawce opodatkowania powinno się poczekać do czasu udokumentowania i potwierdzenia występowania komercyjnych złóż — mówi Tom Maj, dyrektor zarządzający Talisman Energy.

Organizacja Przemysłu Poszukiwawczo- Wydobywczego (OPPPW) zrzeszająca firmy z branży czeka na propozycje rządowe.

— Zanim przygotujemy własne stanowisko w sprawie opodatkowania wydobycia węglowodorów, chcemy zapoznać się z projektem rządowym. Nie wiemy na razie, jaki będzie podatek i od czego konkretnie będzie naliczany. Nie wiemy więc, czy wydobycie będzie opłacalne. Jeśli nie, można spodziewać się, że firmy przeniosą się w inne rejony świata — mówi Wiesław Prugar, prezes OPPPW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane