Pokrętne zasady kampanii dopuszczają każde głupstwo

opublikowano: 15-09-2019, 22:00

Rozlosowanie numerów list kandydatów do Sejmu naturalnie wywołało prężenie muskułów przez partie.

Prawo i Sprawiedliwość (PiS) oznajmiło, że jego dwójka to zapowiedź drugiej kadencji, zaś piątka Koalicji Obywatelskiej (KO) — jej piątego roku w opozycji. KO wystawiła szkolne stopnie, w dawnym systemie — wiadomo, kto zasługuje na piątkę, a kto na dwóję. Polskie Stronnictwo Ludowe oczywiście nagłaśnia wylosowaną jedynkę. Cała propagandowa gra w techniczne numerki jest lipą, ponieważ listy zostaną wydrukowane na białej płachcie obok siebie, zatem dla stawiającego krzyżyk wyborcy ich kolejność będzie miała znaczenie zerowe.

Do głosowania w niedzielę 13 października pozostały cztery tygodnie. Kampania się intensyfikuje, ale trudno już spodziewać się nowych hitów programowych. Ekipa tzw. dobrej zmiany bezwzględnie wykorzystuje naturalną przewagę, wynikającą z zajmowania decyzyjnych stanowisk. Za przykładem premiera kandydujący ministrowie, ich zastępcy i pomniejsi funkcjonariusze aktywizują się w przypisanych im okręgach, obiecując zainwestowanie budżetowych pieniędzy. Stricte kampanijne eventy weekendowe PiS potrwają do 6 października, a potem w poniedziałek-wtorek 7-8 października wykonane zostanie finałowe, gigantyczne uderzenie za pieniądze spółek skarbu państwa — Kongres 590 w podrzeszowskiej Jasionce. Dyrektywa „Dobry czas dla Polski” wypełniana jest tzw. polskim modelem państwa dobrobytu, tworzonego nie mechanizmami ekonomicznymi,lecz nakazami administracyjnymi. Komitety opozycyjne podążają zdecydowanie za rządzącymi, starając się wchodzić w nisze z przesłaniem „Jutro może być lepsze” (to hasło KO, ale można je uogólnić).

Partyjne zbiórki wyborcze gromadzą dawno przekonanych swojaków. Absolutna większość głosujących 13 października będzie opierała się tylko na przekazach medialnych oraz własnych przekonaniach. W tym kontekście ciekawy staje się wątek wiarygodności oraz spójności wizerunków polityków z hasłami. Np. Jarosław Kaczyński podkreśla wartości rodzinne, narodową konieczność rodzenia się dzieci etc. To tezy bezwzględnie słuszne, ale akurat w ustach życiowego singla, którego własne gospodarstwo domowe obejmuje wyłącznie koty — brzmią kabaretowo. Oczywiście słuchający partyjny aktyw i tak ogarnia uniesienie.

Pozytywnym wątkiem kampanii jest wysoka pozycja kwestii dochodów Polaków. Na logikę to właśnie realne perspektywy życiowe powinny decydować o głosach. Kością niezgody stała się tzw. płaca minimalna, która na rozkaz prezesa została podwyższona (i będzie nadal) przez rząd Mateusza Morawieckiego skokowo, bez konsultacji z Radą Dialogu Społecznego, znacznie powyżej… postulatów związkowców. Wobec szoku mikro i małych przedsiębiorców, którzy z własnych kieszeni sfinansują chciejstwo władców, rządowy aparat nagłaśnia działania osłonowe, które biznesowemu planktonowi ponoć mają zrównoważyć haracz. Chodzi głównie o zróżnicowanie składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Na propagandowym froncie władzy akcentowana jest także obniżka… CIT. A przecież podatek korporacyjny w ogóle nie dotyczy drobnych firm, stanowiących podstawę polskiej gospodarki. To przykład absurdu w pełni uzasadniający wniosek zapisany w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu