Polska (niestety) w światowej czołówce

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 13-08-2007, 00:00

Co ósmą złotówkę, którą wypracujemy, przeznaczamy na emerytury. Więcej od nas wydają tylko Włosi i Austriacy.

Co ósmą złotówkę, którą wypracujemy, przeznaczamy na emerytury. Więcej od nas wydają tylko Włosi i Austriacy.

Co miesiąc 4,39 mln Polaków pobiera emeryturę. Doliczając rencistów, mamy 7,22 mln osób na utrzymaniu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Rocznie na państwowe emerytury wydajemy prawie 70 mld zł, na wszystkie świadczenia łącznie 115,9 mld zł. Według wyliczeń OECD, Polska przeznacza na świadczenia 12,5 proc. PKB, przy średniej 7,7 proc. To stawia nas w niechlubnej czołówce krajów OECD: więcej od nas wydaje tylko Austria — 13,2 proc. i absolutny lider Włochy — 13,9 proc.

— Im więcej przeznaczamy na takie świadczenia, tym mniej możemy wydać na inwestycje, które sprzyjałyby rozwojowi gospodarki — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.

Będzie trudniej

Coroczne dokładanie kilkudziesięciu miliardów odbija się na tempie, w którym gonimy zachodnie gospodarki.

— W długim okresie obciążenia spowalniają rozwój gospodarczy — przyznaje Piotr Kalisz.

Nie ma co liczyć, że obciążenie zmaleją. W przyszłym roku dziura może się nagle powiększyć, bo czkawką odbije się przyjęta z entuzjazmem decyzja o obniżeniu składki rentowej. Część ekspertów twierdziła, że to błąd.

— Uszczupli wpływy do funduszu rentowego o kilkanaście miliardów. Niestety, nie ma wyliczeń, które wskazywałyby, że w zamian będą jakieś pozytywne efekty na rynku pracy — mówi Wojciech Nagel, ekspert od ubezpieczeń społecznych BCC.

— Mniejsze wpływy trzeba będzie zrekompensować z budżetu, więc tak czy inaczej podatnicy za to zapłacą. To nie zmniejszenie obciążeń, lecz zmiana struktury — mówi Marek Góra, twórca reformy emerytalnej.

Ekonomista Citibanku Handlowego widzi w tym jednak szansę.

— Obciążenie pracy mniejszymi kosztami może sprawić, że przybędzie pracujących i płacących składki — uważa Piotr Kalisz.

Aby nie doprowadziło to do katastrofy dla budżetu, należy obniżyć liczbę uprzywilejowanych, czyli takich, którzy mimo że są w pełni sprawni, przechodzą na utrzymanie państwa.

Niewiele w zamian

Za kilkanaście lat konieczność dopłaty odczujemy bardziej.

— Dziś sytuacja budżetowa nie jest tragiczna w dużej mierze dzięki pieniądzom, które dostajemy z Unii Europejskiej. Prędzej czy później zostaniemy jednak płatnikami netto i wówczas przy takim obciążeniu dla budżetu deficyt w systemie emerytalnym stanie się bardzo bolesny — przewiduje Wojciech Nagel.

Mimo że przeznaczamy na emerytury tak wiele, to polscy staruszkowie nie należą do bogaczy. Emerytura Węgra zarabiającego średnią krajową wynosi 102,2 proc. pensji, Austriak dostaje 90,9 proc., a Polak tylko 74,9 proc. Najmniej dostanie mieszkaniec Wielkiej Brytanii — 41,1 proc. ostatniej pensji. Dzięki temu wyspiarze wydają na świadczenie najmniej. Warunkiem powodzenia takiego systemu jest rozwinięty system prywatnych ubezpieczeń emerytalnych. Uczestniczy w nim prawie 43 proc. pracujących i średnio odkładają 9 proc. rocznego wynagrodzenia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Polska (niestety) w światowej czołówce