Polskie fundusze zaczęły zarabiać w Turcji

opublikowano: 11-09-2017, 22:00

Po wielu kiepskich miesiącach lokowanie pieniędzy nad Bosforem znów ma sens. Jednak TFI przestrzegają przed hurraoptymizmem

Jeszcze na początku lutego 2017 r. inwestujący w funduszach akcji tureckich mogli przecierać oczy ze zdumienia.

Indeks giełdy w Istambule wzrósł w ciągu 12 miesięcy niemal o 30 proc., a polskie fundusze operujące na Bosforem ledwo co wychodziły na zero. W ostatnim półroczu sytuacja uległa jednak radykalnej zmianie. Licząc od początku roku Quercus Turcja jest już 26-procentowym na plusie. Innym krajowym TFI idzie gorzej, ale licząc od początku 2017 r. ich tureckie fundusze też są na około 20-procentowym plusie. Wyjątkiem jest Caspar Akcji Tureckich, którego zysk siągnął blisko 12 proc. Zarządzający funduszem Błażej Bogdziewicz tłumaczy to strukturą portfela.

— Byliśmy trochę za bardzo defensywni. Mieliśmy więcej akcji eksporterów niż banków. Tureccy eksporterzy stracili na tym, że osłabił się amerykański dolar. Banki na tym zyskały — mówi Błażej Bogdziewicz. Dla wyników funduszy inwestujących na giełdzie Istambule kurs walut ma niebagatelne znaczenie. W przeciwieństwie do innych kierunków geograficznych fundusze tureckie nie zabezpieczają pozycji walutowych. Koszt hedgingu to różnica między stopami procentowymi.

W Turcji wynoszą one około 10 proc., w Polsce poniżej 2 proc. W przypadku flauty na giełdzie samo zabezpieczenie mogłoby więc zepchnąć fundusz na minus. Z drugiej strony przy umiarkowanym wzroście mogłoby zjeść większość zysków. Sama Turcja nie była w ostatnich latach krajem stabilnym politycznie, co przekładało się na obniżkę ratingów i osłabianie liry. Jeszcze na początku listopada 2016 r. amerykański dolar kosztował 3,10 liry. W styczniu 2017 r. już ponad 3,80. Na to trzeba nałożyć kurs złotego do dolara. W efekcie 2016 r. zakończył się lirą wartą 1,19 zł. Na początku lutego 2017 r. była warta 1,09 zł. To wszystko powodowało, że choć giełda w Istambule rosła, polski inwestor nic z tego nie miał. Co się zmieniło, że TFI zaczęły w Turcji zarabiać?

— Początek 2017 r. był słaby dla liry. Turecka waluta straciła wtedy około 10 proc., ale od tamtego czasu już niewiele. Tegoroczna stopa zwrotu funduszy jest wysoka, bo giełda w Turcji urosła od początku roku o około 40 proc. Nawet po odjęciu strat na walucie, wynikających z osłabienia liry, zyski pozostają spore — tłumaczy Robert Burdach, zarządzający UniAkcje: Turcja.

Spojrzenie w przyszłość

Czy dobra passa funduszy tureckich będzie kontynuowana? Zarządzający mają na ten temat rozbieżne opinie. — W dłużej perspektywie Turcja może być ciekawą alternatywą, ale perspektywy są niepewne i mocno zależne od tego, jak ułoży się sytuacja polityczna. Po kwietniowym referendum konstytucyjnym sytuacja polityczna uspokoiła się. Turcji sprzyja też słaby dolar, bo jest mocno uzależniona od dolarowego finansowania zewnętrznego. Czy te czynniki nadal będą wspierać turecki rynek i czy pozytywny sentyment do rynków wschodzących będzie kontynuowany? Turcja jest nadal rynkiem obarczonym relatywnie dużym ryzykiem i inwestycja w tym kraju powinnabyć raczej elementem zdywersyfikowanego portfela. W krótszym terminie w segmencie akcji rynków wschodzących jest ciekawsza alternatywa, a okazji najlepiej szukać na rynkach rozwiniętych — komentuje Mikołaj Stępniewski, zarządzający funduszem Investor Turcja.

— Turcja jest tańsza od innych rynków, ale niedużo tańsza od rynków Europejskich czy Ameryki Północnej. Pozorna taniość tureckiego indeksu wynika z udziału, jaki ma w nim sektor finansowy — uważa Błażej Bogdziewicz. To, co dla jednych jest ryzykiem, dla innych jest zaletą.

— Perspektywy akcji tureckich sukcesywnie się poprawiają. Wyceny nie się wysokie, zwłaszcza banki są tanie. Ich wskaźnik cena /zysk to 7-8, a więc mniej niż na innych rynkach. Inflacja jest dwucyfrowa, ale powinna spadać. PKB powinien wzrosnąć w tym roku o 5, a w 2018 r. o 4 proc. Potencjał do osłabienia liry jest wiec bardzo mały. Sytuacja na rynkach wschodzących jest dość dobra i jeśli to się utrzyma, to Turcja będzie miejscem preferowanym. Jest rynkiem bardzo płynnym, więc jeśli fundusz akcji rynków wschodzących albo po prostu akcji globalny chciałby zainwestować, to w Turcji jest to łatwiejsze niż np. w Polsce — twierdzi Marek Buczak, zarządzający Quercus Turcja. Jego zdaniem, w najbliższych miesiącach lira może stracić 5 proc. Akcje powinny zdrożeć o 15-20 proc. Różnica stanowi potencjalny zysk z funduszy.

— Ostatnie 2-3 lata były dla inwestujących w Turcji bardzo słabe, ale nic nie trwa wiecznie. Patrząc na potencjał tamtejszych spółek, można wierzyć, że będzie lepiej. Wyceny są na średnim poziomie, a potencjał gospodarki duży — twierdzi Robert Burdach.

Tylko bez przeasady

Nawet optymiści co do rozwoju sytuacji w Turcji i na jej giełdzie przestrzegają jednak przed zbytnim zapatrzeniem się klientów w potencjalne zyski. — Gdy rozmawiamy z klientami lub pośrednikami o UniAkcje: Turcja, zawsze podkreślamy, że jest to najbardziej ryzykowny fundusz w naszej ofercie. Powinien stanowić 5-10, maksymalnie 15 proc. portfela akcyjnego. Nie powinien stanowić jego dużej części, a tym bardziej całości. To zbyt ryzykowne — podkreśla Robert Burdach. W podobnym tonie wypowiada się Marek Buczak, choć dla niego maksymalny próg zaangażowania w Turcji to 20 proc.

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 13 lutego 2017 r.

Gdy indeks giełdy w Istambule rósł niemal o 30 proc., inwestujące tam fundusze miały problem, by wyjść nad kreskę. To specyficzne zachowanie było pochodną kursów walut. Wpływały na niego m.in. próba zamachu stanu czy obniżenie ratingu poniżej poziomu inwestycyjnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Polskie fundusze zaczęły zarabiać w Turcji