Pomyślmy o sobie zawczasu, bo czekają nas chude wypłaty

Rafał Kerger
opublikowano: 09-05-2006, 00:00

Za 30 lat emerytura z OFE wyniesie średnio 40 proc. ostatniej pensji. Dlatego już teraz trzeba skłonić młodych Polaków do oszczędzania.

W 2050 roku emerytów w naszym kraju będzie dwukrotnie więcej niż teraz, czyli ponad osiem milionów. Osób pracujących ubędzie o jedną czwartą. Za wcześniejsze świadczenia dla grup uprzywilejowanych zapłacimy co najmniej 90 mld zł dodatkowo, a w 2009 roku na emerytury zacznie przechodzić powojenny wyż demograficzny, co pogorszy sytuację. Niektórzy wyciągają stąd wniosek, że grozi nam bankructwo systemu emerytalnego i aby go uniknąć, proponują podniesienie wieku emerytalnego i zlikwidowanie ZUS. Inaczej dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie — zamiast zasłużonych emerytur — dostaną ledwie „zasiłek socjalny”.

I chociaż Komisja Europejska pochwaliła w lutym perspektywy naszego systemu na tle innych krajów Unii — a prawda o jego jakości może być mniej niepokojąca, niż się sądzi — to młodzi Polacy powinni się dodatkowo ubezpieczyć na wypadek niskiej emerytury z OFE i ZUS, która zaspokoi ledwie ich podstawowe potrzeby.

— Szansę daje im III filar. Pozwala uniezależnić się od systemu, przywilejów branżowych oraz niekorzystnych zmian demograficznych — mówi Hubert Kaczorek, doradca finansowy z Open Finance.

Tymczasem ponad połowa obywateli deklaruje, że nie ma oszczędności. Jak więc skłonić ich do III filara? Przyznać ulgi na emerytalne oszczędzanie, czy też rozpocząć kampanię edukacyjną o przezorności zapewniającej godziwą starość?

Ulgi po niemiecku

Peter Grudniak, prezes HMP Polska (filii niemieckiego ubezpieczyciela rozkręcającego akwizycję w Polsce), gdy wyemigrował w latach 80. z Polski do Niemiec, był zachwycony tamtejszym systemem emerytalnym. Dziś już nie jest i woli mówić o tym, jak nasi zachodni sąsiedzi próbują sobie radzić z problemami. A są one bardzo podobne do naszych. Podpowiada, by nad Wisłą zrobić to samo.

— W Niemczech pojawiły się ostatnio trzy programy mające skłonić obywateli do korzystania z tzw. III filara — wyjaśnia Peter Grudniak.

Prezesowi polonusowi, który o ubezpieczeniach uczył się na niemieckich uniwersytetach, idzie o tak zwane Riester-Rente (od nazwiska pomysłodawcy programu Waltera Riestera, ministra pracy i polityki socjalnej w rządzie Gerharda Schrödera); Eichel-Rente (od Hansa Eichela, ministra finansów u Schrödera) i Rürup-Rente (od nazwiska speca od gospodarki Berta Rürupa).

Riester-Rente to program dobrowolnych ubezpieczeń dla pracowników. Od 2005 roku mogą oni przeznaczać 2 proc. wynagrodzenia brutto z poprzedniego roku na III filar — bez konieczności opodatkowywania tej kwoty podatkiem dochodowym. Od 2006 roku odsetek wzrośnie do 3 proc., w 2008 roku — do 4 proc. Pieniądze można inwestować w ubezpieczenia na życie, lokaty bankowe lub w fundusze inwestycyjne, ale długoterminowo. Wypłata w formie emerytury nastąpi dopiero od 60. roku życia. Do 30 proc. zgromadzonych środków można wziąć jednorazowo.

— Każdy ubezpieczony w tym programie dostaje też dodatkowo kilkadziesiąt euro rocznej nagrody od państwa. Jeśli ma wielodzietną rodzinę — nawet kilkaset euro — dodaje Peter Grudniak.

Z kolei program Berta Rürupa to rozwiązanie wyłącznie dla samodzielnych przedsiębiorców, którzy w Niemczech nie mają obowiązku odprowadzania składek do tamtejszego ZUS. Żeby zachęcić ich do oszczędzania, Rürup wymyślił, że 60 proc. wpłacanych przez nich na III filar pieniędzy, ale nie więcej niż 12 tys. euro rocznie, jest wolnych od podatku.

W Eichel-Rente zaangażowani są przedsiębiorcy i pracownicy. Pracodawca, za zgodą pracownika, może co miesiąc uiszczać z jego wynagrodzenia brutto (przed odprowadzeniem zaliczek na podatek dochodowy i składek na ZUS) 4 proc. na dodatkowe zabezpieczenie emerytalne.

Niezłe. Tylko czy Polskę stać na takie zachęty do oszczędzania na dodatkową emeryturę?

— Możliwe, że nie na aż tak wysokie. Ale mamy ulgę internetową, dlaczego nie wprowadzić — chociażby w tej samej wysokości — ulgi promującej oszczędzanie? — zastanawia się Krzysztof Rosiński, wiceprezes zarządu PZU Życie.

Zdaniem Petera Grudniaka, pierwszym krokiem do rozwiązania problemu byłoby zmodyfikowanie artykułu 16 ust. 1 pkt 59 ustawy o podatku od osób prawnych, niewłączającego w koszty uzyskania przychodu ubezpieczenia rentowego.

— Czy państwo polskie ma jakiś interes, by nie rozruszać III filara? — pyta retorycznie Peter Grudniak.

Pewnie w ogóle się nad tym nie zastanawiano. Ale pomysł wprowadzenia ulg już dziś nie wszystkim się podoba.

— Nie wyobrażam sobie ulg podatkowych za oszczędzanie na dodatkową emeryturę. To czyste zło. Przecież i tak wszystkie ulgi sami sobie finansujemy, odprowadzając do budżetu podatki — mówi profesor Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej, współtwórca polskiej reformy emerytalnej z 1999 roku.

Wyjście w edukacji

Gdyby ponaddwudziestoletni absolwent wyższej uczelni rozpoczął dziś pracę z wynagrodzeniem 2 tys. zł brutto, jego kapitał zgromadzony w otwartym funduszu emerytalnym w wieku 65 lat wyniósłby nieco ponad 660 tys. zł. W tym samym czasie — gdyby ulokował odprowadzane do OFE środki w funduszach inwestycyjnych — zarobiłby orientacyjnie 1,95 mln. Wtedy też jego emerytura wyniosłaby 200 proc. ostatniej pensji, a nie ledwie ponad 60 proc. jak w OFE. Może zatem zlikwidować ZUS? To byłby niezaprzeczalny bodziec do oszczędzania w III filarze.

Jednak to proste wyliczenie dyskredytuje profesor Marek Góra. Uważa, że nie da się wprost stwierdzić, że gdybyśmy zlikwidowali ZUS i wszyscy się ubezpieczali tylko na własną rękę, emerytura byłaby wyższa.

Dlaczego? Bo — jego zdaniem — ludzie różnie by zarabiali na swoich lokatach w funduszach. A zatem w skali makro średnia wyszłaby zdecydowanie gorsza niż 1,95 mln złotych.

— Ekonomiści powinni tłumaczyć, jak to faktycznie działa. Chociaż składki już nie będziemy musieli podnosić — problemy nie znikną natychmiast. Pozostaje kwestia osób urodzonych przed 1948 rokiem, których reforma emerytalna nie objęła — wyjaśnia profesor Góra.

Mówiąc wprost: dokładać do systemu będziemy do czasu, gdy nie umrą osoby urodzone przed 1948 rokiem, których nie objęła reforma. Dlaczego musimy to robić? Oni nie mogli zakładać IKE.

Ale prawda jest też taka, że jeżeli ktoś chce otrzymać emeryturę porównywalną do swoich ostatnich zarobków, samo OFE raczej mu nie wystarczy.

— Warto więc pomyśleć o kampanii promującej dodatkowe oszczędzanie na poczet emerytury. Chętnie w takim przedsięwzięciu wziąłbym udział — mówi prof. Marek Góra.

Dobrze przygotowana kampania informacyjna o walorach dodatkowego oszczędzania rzeczywiście mogłaby pomóc.

— W przeciwieństwie do nieprzemyślanych ulg podatkowych, które grożą zamieszaniem na rynku ubezpieczeń emerytalnych. Wyższa jakość życia na emeryturze powinna być rezultatem świadomego wyboru każdego obywatela, a nie gestów państwa przenoszącego obciążenia fiskalne na kolejne pokolenia — potwierdza Piotr Szczepiórkowski, prezes Commercial Union PTE.

Jakich argumentów użyć w kampanii? Na przykład, że emerytura z OFE wyniesie od 30 do 60 proc. ostatniej pensji. I że system, który miał się samofinansować od 2014 roku, na pewno do tego czasu się nie zbilansuje.

Przy okazji można też w czasie kampanii poinformować, że do krachu systemu emerytalnego w Polsce dojść nie powinno. Dlaczego? Bo to by oznaczało, że nasze państwo nie ma z czego do niego dopłacać. A zatem zbankrutowało.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu