Poradnik dywidendowy dla początkujących

Krzysztof Kolany, Bankier.pl
opublikowano: 04-07-2018, 22:00

Inwestowanie na rynku akcji nie musi oznaczać tylko ryzykownych spekulacji. Sugestią dla tych, którzy wybierają się na giełdę z myślą o inwestycjach w horyzoncie co najmniej 20-letnim, jest inwestowanie w spółki dywidendowe

Dla wielu inwestorów perspektywa 20 czy 30 lat jest niewyobrażalna. Mało kto planuje inwestycje w horyzoncie dłuższym niż rok. Być może jest to błąd. Według tabel dalszego trwania życia, 30-letni mężczyzna w Polsce ma przed sobą jeszcze średnio 45 lat życia. Kobieta — ponad 52 lata. 45-letniego inwestora czeka średnio 31 lat inwestycyjnej kariery. Inwestorkę — aż 38 lat.

Zobacz więcej

Fot. Fotolia

A jeśli ktoś interesuje się swoją przyszłością i czyta tekst o inwestowaniu w długiej perspektywie, to zapewne też dba o zdrowie i kondycję, więc spokojnie może do tych statystyk dołożyć jeszcze kilka lat. W tym kontekście 20- czy nawet 30-letni horyzont inwestycyjny nie powinien być traktowany jako coś nadzwyczajnego. To ważne, bo dopiero po dwóch, trzech dekadach materializuje się potęga procentu składanego, stojącego za filozofią inwestowania dywidendowego.

Nie jest to idea ani lepsza, ani gorsza od innych podejść do inwestowania. Jest po prostu inna. Niektórym będzie pasować, innych razić. Dlatego poradnik trzeba traktować jako pewną propozycję, a nie zbiór nienaruszalnych zasad czy rekomendacji. Ostatecznie każdy sam i na własną odpowiedzialność wybiera swoją inwestycyjną i życiową ścieżkę.

1. Filozofia inwestowania

Koncepcja inwestowania dywidendowego oparta jest na kilku podstawowych założeniach. Po pierwsze, strategia obliczona na przynajmniej 20-30 lat. Tak długi horyzont inwestycyjny jest nieodzowny, ponieważ nasze strategiczne założenie jest takie, że to reinwestowana dywidenda wypracuje większość zysków. Tu kłania się prosta matematyka. Odkładając 200 zł miesięcznie, przy stopie zwrotu rzędu 5 proc. w skali roku, po 20 latach będziemy posiadali 83,3 tys. zł.

Nasze wpłaty będą stanowiły 48 tys. zł, a 35,3 tys. to zakumulowane odsetki. Po kolejnych 10 latach wpłaty będą stanowiły już tylko 43 proc., a odsetki 57 proc. Po mniej więcej 25 latach to właśnie kapitalizacja odsetek odpowiada za większą część przyrostu kapitału. Tak działa siła procentu składanego. Po drugie, nie stawiamy wszystkiego na jedną kartę. Budujemy zdywersyfikowany portfel akcji spółek dywidendowych zasilany regularnymi wpłatami. Wybieramy spółki, które regularnie dzielą się zyskiem z akcjonariuszami. Otrzymane dywidendy automatycznie reinwestujemy — kupując jeszcze więcej akcji dywidendowych. Nasz portfel ma być zasilany z dwóch źródeł: regularnych wpłat własnych i strumienia gotówki z dywidend. Po trzecie, przyjmujemy postawę pasywną i cały czas jesteśmy na rynku.

Nie sprzedajemy naszych akcji tylko dlatego, że ich ceny spadają lub na giełdzie trwa bessa. Zarazem nie chcemy „bić” rynku, próbując uzyskać stopy zwrotu lepsze niż oferują giełdowe indeksy. Równocześnie strategia pasywna nie oznacza bierności — co jakiś czas (raz na kwartał albo co pół roku) musimy dokonać przeglądu i przebalansowania naszego portfela.

Po czwarte, inwestujemy raczej w „wartość”, aniżeli we „wzrost”. Wzrostowe spółki rzadko kiedy wypłacają dywidendy. Szukamy z reguły dojrzałych biznesów generujących stabilne przepływy gotówki. Do portfela dobieramy tylko akcje, które od przynajmniej kilku lat wypłacają dywidendy. To raczej eliminuje rynkowe hity (typu np. CD Projekt). Nie oznacza to, że inwestowanie w spółki wzrostowe jest czymś złym. To po prostu inne podejście, które świadomie pozostawiamy innym inwestorom. Po piąte, inwestowanie dywidendowe wymaga od inwestora, obok cierpliwości, także co najmniej umiarkowanej tolerancji na ryzyko. Jeśli nie możesz spać po nocach z powodu faktu, że twój portfel w ciągu roku stracił 20-30 proc., to znaczy, że inwestowanie po prostu nie jest dla ciebie. Nie ma się co oszukiwać — to nie jest strategia dla każdego.

2. Dywidendowa matematyka

Zanim rozpoczniemy konstrukcję portfela dywidendowego, warto poznać kilka podstawowych wskaźników finansowych. Dywidenda na akcję (DPS — dividend per share) to iloraz zadeklarowanej (lub wypłaconej) dywidendy i liczby akcji spółki. Stopa dywidendy to iloraz dywidendy przypadającej na akcję i ceny jednej akcji wyrażony w procentach. Lub też iloraz zadeklarowanej dywidendy i kapitalizacji spółki.

To jeden z najważniejszych wskaźników decydujących o doborze spółki do portfela. Zasadniczo im wyższy, tym lepiej. Ale są wyjątki! Stopa dywidendy może bazować na danych historycznych (ang. trailing) lub oczekiwanych (ang. forward) — np. na podstawie prognoz analityków. Stopa wypłaty dywidendy to iloraz dywidendy i zysku netto spółki. Określa, jaką część zysku netto spółki wypłaciła akcjonariuszom. W niektórych spółkach relacja ta jest ustalona w ramach polityki dywidendowej. Uwaga! Wysoka stopa wypłaty dywidendy wcale nie musi być dobrą informacją.

3. Jak i gdzie szukać spółek dywidendowych?

Każdy inwestor musi samemu zdefiniować zasady doboru spółek do portfela. Nie ma tu sztywnych reguł, a kryteria zależą od indywidualnej oceny i apetytu na ryzyko. Nierzadko za próg wejścia do grona spółek dywidendowych uważa się fakt wypłacania przez spółkę dywidendy nieprzerwanie przez przynajmniej pięć lat. Takie jest też kryterium doboru walorów do prowadzonego przez GPW indeksu WiGdiv, zrzeszającego dywidendowe spółki wchodzące w skład WIG20, mWIG40 i sWIG80. Obecnie (stan na lipiec 2018 r.) takich spółek jest 38.

Stopa dywidendy (historyczna!) waha się od 0,4 do przeszło 20 proc. Przy czym każdorazowo należy sprawdzić, czy wypłata z poprzedniego roku jest możliwa do powtórzenia w latach następnych. Może się na przykład zdarzyć, że spółka wypłaciła wysoką dywidendę z niepodzielonego zysku z lat ubiegłych i że było to wydarzenie jednorazowe.

Poszukując spółek dywidendowych, patrzymy zatem na historyczne dywidendy oraz oceniamy szanse na ich powtórzenie w perspektywie następnych kilku lat. Pewnym pomysłem jest posortowanie spółek malejąco, według stopy dywidendy i stopniowe, odrzucenie tych emitentów, którzy nie rokują utrzymania historycznych wyników w najbliższej przyszłości. Szukamy zatem firm zdrowych fundamentalnie, generujących dużo wolnej gotówki z działalności operacyjnej i najlepiej takich, które są jeszcze w fazie rozwoju (zwiększają przychody i zyski). Warto docenić spółki, które mają jasno określoną politykę dywidendową — tj. deklarują wypłatę akcjonariuszom co rok określonej kwoty lub określonej części zysku netto. Pamiętajmy, że giełda wycenia przyszłość. Dlatego bazowanie na historycznych stopach dywidendy bywa nie najlepszym pomysłem.

Niektórzy uważają, że wyboru spółek do portfela najlepiej dokonywać po publikacji wyników za trzeci kwartał — co w polskich warunkach następuje zwykle w październiku bądź listopadzie. W wielu wypadkach na tej podstawie można ekstrapolować całoroczne wyniki spółek i pokusić się o oszacowanie potencjalnej dywidendy za mijający rok. Wtedy, znając bieżący kurs spółki, obliczamy przyszłą oczekiwaną stopę dywidendy. Dotyczy to, rzecz jasna, tylko tych emitentów, którzy wcześniej zadeklarowali możliwość podzielenia się zyskiem z akcjonariuszami. Bardziej zachowawczy inwestor może poczekać na publikację sprawozdania rocznego. Wtedy szacunki oczekiwanej dywidendy są znacznie pewniejsze, lecz równocześnie rynek zdąży już tę informację zdyskontować. Maleją więc szanse na „upolowanie” ponadprzeciętnej stopy dywidendy.

4. Dywersyfikacja, głupcze!

Postawienie całego kapitału na jedną spółkę przypomina postawę gracza w ruletkę. Profesjonalny inwestor rzadko kiedy stawia wszystko na jedną kartę. Dlatego warto podzielić kapitał na kilka bądź kilkanaście spółek. Po co? Wyobraźmy sobie, że jedna z naszych wybranek zaliczyła biznesową porażkę i jej notowania spadły o 50 proc. Jeśli nasz portfel składa się tylko z dwóch spółek, to właśnie straciliśmy 25 proc. zainwestowanych pieniędzy. A to jest poziom strat nieakceptowalny dla większości rozsądnych inwestorów. Ale jeśli mieliśmy w portfelu 10 spółek, to straciliśmy tylko 5 proc. Taką stratę z nawiązką powinny nam odrobić pozostałe komponenty portfela (raczej nie dobieramy do niego walorów płacących mniej niż 6 proc. rocznie). Teoria portfelowa zakłada, że wraz ze wzrostem liczby posiadanych walorów ryzyko specyficzne (tj. związane z ryzykiem poszczególnych spółek) portfela zmierza do zera. Inwestor pozostawia sobie jedynie ryzyko rynkowe. W praktyce dobrze zdywersyfikowany portfel już przy około 20 komponentach powinien generować tylko ryzyko rynkowe.

Niestety, w warunkach polskich nie jest łatwo o dobrą dywersyfikację. Spora część spółek dywidendowych wywodzi się tylko z kilku branż. Na ogół są to banki, spółki deweloperskie, a w przeszłości także energetyczne. Jeśli nasz portfel dywidendowy składa się np. z akcji sześciu banków i czterech deweloperów, to w żaden sposób nie jest on dobrze zdywersyfikowany i będzie generował zbyt wysokie ryzyko inwestycyjne, specyficzne dla branży finansowej. Zdania co do optymalnej liczby spółek w portfelu inwestora indywidualnego są podzielone. Według mnie, mniej niż 10 spółek skutkuje wysoką zmiennością portfela i zbyt wysokim ryzykiem. Równocześnie więcej niż 20 spółek w portfelu zwiększa koszty transakcyjne i czas poświęcony na pracę analityczną przy niewielkich benefitach ze strony redukcji ryzyka. Za to niezmiernie ważne jest trzymanie się wyznaczonych zasad i eliminowanie z portfela spółek, które z jakichś powodów zaprzestały wypłacania dywidend. Nie ma tu miejsca na sentymenty. Brak dywidendy powinien być równoznaczny z wyrzuceniem akcji danej spółki z portfela. Niektórzy do sprawy podchodzą jeszcze bardziej restrykcyjnie — sama redukcja wypłacanej dywidendy dyskwalifikuje emitenta. Warto też pamiętać o regularnym przeglądzie naszego portfela — najlepiej nie rzadziej niż raz na kwartał, a już na pewno nie rzadziej niż dwa razy do roku.

5. Podatki, podatki

Podobno w życiu pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki. Z tych dwóch lepsza jest śmierć, ponieważ nie przychodzi po człowieka co roku. Szczególnie szkodliwe są podatki dochodowe. Wśród nich najbardziej niszczący dla dywidendowego inwestora jest tzw. podatek od zysków kapitałowych (w przypadku dywidend poprawnie powinien się nazywać „od przychodów kapitałowych”). Bez podatku, odkładając 200 zł miesięcznie, przy stopie zwrotu rzędu 5 proc. w skali roku, po 20 latach będziemy posiadali 83,3 tys. zł. Po „obelkowaniu” pozostanie nam 74,75 tys. zł, a więc o 8,6 tys. zł mniej. Przy 45-letnim horyzoncie inwestycyjnym podatek pozbawia nas 96 tys. zł.

Jest jednak sposób, aby zupełnie legalnie uciec przed tym haraczem. W ramach promocji dobrowolnych oszczędności emerytalnych ustawodawca wprowadził dwa rodzaje ulg podatkowych, zwanych indywidualnym kontem emerytalnym (IKE) oraz indywidualnym kontem zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). W obu, przy spełnieniu określonych warunków, jesteśmy zwolnieni z podatku. Konto IKE/IKZE może być prowadzone jako rachunek maklerski, co umożliwia ochronę przed pazernym fiskusem otrzymywanych dywidend z polskich spółek. Nie jest to optymalizacja podatkowa pozbawiona wad i ryzyka (wiemy już, że reguły gry zawsze mogą się zmienić na naszą niekorzyść), ale w mojej ocenie korzyści z uniknięcia podatku są tego warte.

6. Inwestowanie dywidendowe. Wady i zalety

Dobrze skonstruowany portfel spółek dywidendowych zapewnia stały i zwykle rosnący dopływ gotówki, przy stosunkowo umiarkowanym ryzyku inwestycyjnym. Spółki dywidendowe powinny się przecież charakteryzować wyższą jakością niż średnia rynkowa i przez to generować mniejsze ryzyko. Spółka wypłacająca dywidendę ma mniejszą szansę na bankructwo. Reinwestowanie dywidend w długim okresie dzięki sile procentu składanego pozwala osiągnąć całkiem przyzwoitą stopę zwrotu — wyraźnie wyższą niż w przypadku obligacji czy lokat bankowych. Strategia inwestowania dywidendowego wymusza ponadto pewien automatyzm i dyscyplinę, którą trudno osiągnąć większości inwestorom indywidualnych. Portfel spółek dywidendowych po 20-30 latach ma dobrą szansę stać się portfelem rentierskim. Nie jest to jednak strategia pozbawiona wad. Na starcie eliminujemy z portfela wiele ciekawych spółek wzrostowych, przez co nasza długoterminowa stopa zwrotu może się okazać niższa od rynkowej.

Po drugie, inwestowanie dywidendowe ma sens tylko w naprawdę długim horyzoncie czasowym. Po trzecie, mimo dywersyfikacji i dość rygorystycznych kryteriów doboru spółek do portfela, zmienność osiąganych stop zwrotu może być wysoka, co wystawia na ciężką próbę psychikę inwestora. Po czwarte, automatyczne reinwestowanie dywidend czasami sprawi, że będziemy kupować drogo — w niektórych przypadkach wręcz na szczycie hossy. Po piąte, co do zasady nie stosujemy tutaj stop-lossów, co w niektórych przypadkach narazi nas na zbyt duże i niepotrzebne straty. Są one jednak wkalkulowane w koszty. Inwestowanie dywidendowe jest podejściem wymagającym pewnej wiedzy o finansach i angażującym sporo czasu inwestora. Nie jest to strategia dla każdego, ponieważ oprócz czasu i wiedzy wymaga również pewnej tolerancji na ryzyko i sporej dawki cierpliwości, aby wytrzymać dwie lub trzy dekady rynkowych perturbacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Poradnik dywidendowy dla początkujących