Portugalia ratuje się przed bankructwem

Jacek Kowalczyk, BLOOMBERG
opublikowano: 12-05-2010, 00:00

Padliśmy ofiarą spekulacji rynków finansowych — przekonuje Antonio Bagao Felix, były minister finansów Portugalii.

Rynki finansowe mają już nowy kraj na widelcu

Padliśmy ofiarą spekulacji rynków finansowych — przekonuje Antonio Bagao Felix, były minister finansów Portugalii.

Według nieoficjalnych informacji, Grecja wystąpiła wczoraj do Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego o wsparcie finansowe. Rząd w Atenach poprosił o 19 mld EUR w ramach pierwszej transzy uzgodnionego na przełomie kwietnia i maja planu pomocowego wynoszącego 110 mld EUR. Grecja to czwarty kraj UE (po Węgrzech, Łotwie i Rumunii), a pierwszy ze strefy euro, który nie był w stanie samodzielnie spłacać swoich długów. Kto będzie następny? Inwestorzy stawiają na Portugalię.

Na celowniku

Świadczą o tym rynkowe koszty ubezpieczenia długu (kontrakty credit default swap — CDS). To właśnie portugalskie papiery skarbowe są uznawane za najbardziej ryzykowne po greckich. Bankructwo Portugalii jest wyceniane jako bardziej prawdopodobne niż Gwatemali czy Wietnamu.

— Portugalia została dotknięta spekulacją ze strony rynków finansowych. Wskaźniki zostały wywindowane nie tylko z powodu naszych problemów, ale też przez obawy o euro. Tymczasem największe zagrożenie płynie nie z Portugalii, ale z Hiszpanii. Jej gospodarka to 8 proc. całej gospodarki UE — twierdzi Antonio Bagao Felix, były minister finansów Portugalii.

Jego zdaniem, "świński" akronim PIIGS (od Portugal, Italy, Ireland, Greece, Spain) pokazuje, że kraje unijne są uprzedzone do Europy Południowej. Ta nieukrywana niechęć rynków sprawiła, że koszty obsługi portugalskiego długu przez kilka miesięcy wzrosły dwukrotnie, a potrzeby pożyczkowe szybko narastają. W 2010 r. rząd musi pożyczyć 25 mld EUR (4 mld EUR więcej niż w recesyjnym 2009 r.), czyli 15 proc. PKB.

— Im wyższa rentowność, tym większe problemy ma Portugalia. To samospełniająca się przepowiednia — mówi Olaf Penninga, zarządzający funduszem inwestycyjnym w Rabeco Group.

Ciągle na dnie

Dlaczego rynki tak nękają Portugalię? Wbrew pozorom, tym razem nie chodzi o rozpasanie fiskalne jak w Grecji. Wydatki publiczne i dług w Portugalii są na poziomie średniej w strefie euro. Według prognoz Komisji Europejskiej (KE), w 2010 r. wyniosą one odpowiednio 51 proc. i 85 proc. Inwestorów niepokoją jednak perspektywy gospodarcze.

— Portugalskie problemy dotyczą bardziej gospodarki niż finansów publicznych. W przeciwieństwie do całej Unii, wzrost gospodarczy Portugalii będzie bardzo słaby — uważa Antonio Bagao Felix.

Według KE, portugalska gospodarka w 2010 r. wzrośnie o 0,5 proc., a w 2011 r. o 0,7 proc. Cała strefa euro będzie rozwijać się dwa razy szybciej.

— Obawiamy się o Portugalię nie dlatego, że jej dług jest nadmiernie wysoki. Chodzi o to, że jej gospodarka tak naprawdę nie może ruszyć z miejsca — tłumaczy Kenneth Wattret, główny ekonomista strefy euro w BNP Paribas.

Koniunktura w Portugalii jest uzależniona od Hiszpanii, która też pogrążona jest w kryzysie. Do sąsiada trafia jedna czwarta eksportu.

— Mamy jeden poważny problem: duży deficyt na rachunku obrotów bieżących [więcej kapitału ucieka z kraju, niż do niego napływa — red.]. Dlatego rząd powinien wprowadzić rozwiązania wspierające eksport i poprawiające wydajność naszych firm. Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że Portugalia ma kryzys za sobą — uważa Antonio Bagao Felix.

Trudne cięcia

Niepokoje inwestorów dotyczą też polityki. Rząd Jose Socratesa nie ma większości w parlamencie, a opozycja często sprzeciwia się oszczędnościom. Dlatego zapowiedzi głębokich reform przyjmowane są przez rynek z dystansem.

Rząd jednak robi, co może. Na przełomie marca i kwietnia z powodzeniem przyjął pakiet dodatkowych cięć. Ograniczył wydatki socjalne, zlikwidował część ulg podatkowych, zamroził płace i przyspieszył prywatyzację. Ale nawet to nie uchroniło kraju od turbulencji.

— Portugalia należy do krajów, które są podejrzanie chwiejne. Nie jest wykluczone, że będzie potrzebować pomocy zewnętrznej — uważa Kenneth Rogoff, ekonomista Uniwersytetu Harvarda.

Antonio Bagao Felix sądzi , że do bankructwa nie dojdzie.

— Mamy trudności, przez które musimy przejść, ale one są mniejsze niż w przypadku Grecji. Kondycja naszych finansów publicznych jest lepsza — uważa były minister finansów Portugalii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, BLOOMBERG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy