Posłowie chcą otwarcia

Mira Wszelaka
opublikowano: 2006-02-15 00:00

W ogniu związkowych protestów eurodeputowani debatowali o otwarciu rynków pracy i usług dla nowych krajów członkowskich.

Zanim posłowie Parlamentu Europejskiego przystąpili do wyciskania wszelkich liberalnych zapisów z dyrektywy usługowej, przyjęli rezolucję wzywającą kraje członkowskie do zniesienia ograniczeń w dostępie do rynków pracy. Miły, wyprzedzający trudną debatę o usługach, gest nie ma jednak mocy wiążącej.

Duch politycznej poprawności nakazał europosłom pochwalić kraje, które otworzyły swoje rynki, i wskazać związane z tym korzyści. Posłowie wyrazili nadzieję, że przed 1 maja (kiedy minie pierwsza, dwuletnia część okresu przejściowego) kolejne kraje zdecydują o otwarciu granic dla pracowników z nowych krajów UE. Do tej pory deklarują to Finlandia i Hiszpania.

Europosłowie po raz ostatni starli się w sprawie dyrektywy usługowej. Obradom towarzyszyły demonstracje ponad 30 tysięcy związkowców (w tym blisko 400 z Polski), którzy protestowali przeciw obniżeniu praw pracowniczych. Dziś odbędą się jeszcze dyskusje klubowe, zaś jutro głosowanie nad ostatecznym brzmieniem tekstu. Wiele wskazuje na to, że zniknie z niego budząca najwięcej emocji zasada kraju pochodzenia, na której zależy zwłaszcza nowym krajom UE. Miała ona umożliwić przedsiębiorcom świadczenie usług w innym kraju Unii na podstawie przepisów kraju, z którego pochodzą. W kompromisowej propozycji, którą popiera dążąca do porozumienia Komisja Europejska, jest tylko mowa o tym, że swoboda świadczenia usług może być ograniczona jedynie w sposób „niedyskryminujący, konieczny i proporcjonalny”, pozostawiając duże pole do interpretacji. Projekt nie precyzuje też, jakie prawodawstwo ma być stosowane.

W „kompromisie”, który ma być ceną za przyjęcie rozwodnionej dyrektywy, dopuszcza się wiele okoliczności pozwalających na restrykcje, wśród nich „politykę społeczną i ochronę konsumentów”. Po jutrzejszym głosowaniu tekst dyrektywy trafi do konsultacji w krajach członkowskich.