Pośrednictwo bezrobocia

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 11-02-2014, 00:00

Urzędy pracy nie działają. Ich skuteczność jest wielokrotnie niższa, niż pokazują to oficjalne dane

Jeśli spojrzeć na statystyki zbierane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS), można uznać, że polskie urzędy pracy mają niezłą skuteczność w wyciąganiu ludzi z bezrobocia. W latach 2010-12 efektywność aktywizacji zawodowej dla całego kraju wahała się między 54 a 61 proc. Czyli więcej niż co drugi bezrobotny objęty wsparciem urzędu pracy (np. stażem, szkoleniem czy robotami publicznymi) znalazł pracę. Sukces? Wcale nie. Faktyczna skuteczność urzędów pracy jest wielokrotnie niższa.

Magia liczb

Analiza Najwyższej Izby Kontroli (NIK) pokazuje, że oficjalna metodologia obliczania skuteczności urzędów pracy jest błędna. Statystyki biorą pod uwagę jedynie sam fakt znalezienia pracy przez bezrobotnego, a nie analizują, jakie są jego dalsze losy. Okazuje się bowiem, że zdecydowana większość osób, które podejmują pracę dzięki pomocy pośredniaków, za chwilę i tak wraca na bezrobocie. Wniosek? Urzędom pracy nie chodzi o to, by pomóc bezrobotnym, ale by na papierze poprawić sobie statystyki.

„Za stan pożądany przez urzędy pracy uważane było zawarcie przez bezrobotnego nawet krótkoterminowej umowy o pracę lub cywilnoprawnej (o dzieło lub zlecenia), często na okres kilku tygodni lub krócej, czyniąc wysoce prawdopodobnym, że taka osoba powróci do bezrobocia. Ujawniona podczas kontroli skala tego zjawiska sięga nawet do 100 proc. w niektórych urzędach” — pisze NIK w raporcie.

Izba jako przykład podaje staże (pracodawca przyjmuje bezrobotnego na okres 3-12 miesięcy, a urząd pracy płaci zatrudnionemu wynagrodzenie 913 zł brutto miesięcznie). Izba przeanalizowała losy 744 osób w wieku 50+, które skorzystały z tego narzędzia. Okazało się, że aż 45 proc. z nich uzyskało po stażu pracę, ale tylko 11 proc. wyszło z bezrobocia trwale, czyli nie wróciło do rejestru (właśnie taka, 11-procentowa była więc faktyczna skuteczność tego narzędzia).

Ponadto zaledwie 3 proc. zostało zatrudnionych na czas nieokreślony. Na przykład w urzędzie powiatowym w Łomży z 20 osób, którym sfinansowano staże, siedem znalazło zatrudnienie, ale żadna nie dostała umowy na stałe.

Kosztowna inwestycja

Jeszcze niższa jest skuteczność szkoleń finansowanych przez urzędy pracy. Z przebadanych przez NIK 500 przeszkolonychosób aż 60 proc. znalazło pracę. Problem w tym, że tylko w przypadku 8 proc. praca ta była związana z tematyką szkolenia. Reszta „zaktywizowanych” bezrobotnych nawet bez szkolenia znalazłaby pracę. Ponadto, większość z nich i tak wróciła do bezrobocia. Na przykład w Turku z 29 osób przeszkolonych aż 22 wkrótce ponownie zarejestrowały się w urzędzie pracy. Poza tym, kontrola NIK wykazała, że urzędy pracy, aby poprawiać sobie statystyki, dyskryminują dojrzałych pracowników.

Izba twierdzi, że w latach 2010-12 na aktywizację osób 50+ urzędy pracy wydawały od 7 do 10 proc. dostępnych pieniędzy, tymczasem osoby te stanowiły 21- 23 proc. ogółu bezrobotnych. Po prostu dojrzałych pracowników „nie opłaca się” aktywizować. „Osoby powyżej 50. roku życia otrzymywały zazwyczaj nisko kosztowe formy aktywizacji [np. roboty publiczne — red.], co obniżało ich szansę znalezienia stałego zatrudnienia” — zauważa NIK.

Według oficjalnych statystyk MPiPS, koszt wyciągnięcia jednej osoby z bezrobocia wynosił w latach 2010-12 średnio 9-13 tys. zł. Jeśli jednak zgodnie z wynikami analizy NIK uznać, że faktyczna skuteczność to nie około 60, ale raczej 10 proc., okazuje się, że podatnicy na aktywizację jednego bezrobotnego muszą wydać aż około 50-60 tys. zł.

Trudny rynek

Resort pracy zaznacza jednak, że NIK przeanalizowała jedynie wycinek systemu publicznych służb zatrudnienia. Skontrolowała 24 z 343 powiatowych urzędów pracy w Polsce.

— Ta kontrola prowadzona była w wielu przypadkach na obszarach, gdzie rynek pracy jest bardzo trudny — mówi Jacek Męcina, wiceminister pracy.

Idą zmiany

Warto też pamiętać, że od półtora roku MPiPS przygotowuje wielką reformę urzędów pracy. W czwartek projekt odpowiedniej ustawy uzyskał akceptację sejmowej podkomisji do spraw rynku pracy i wkrótce powinien trafić na drugie czytanie w Sejmie.

Reforma ma zwiększyć skuteczność aktywizacji, m.in. przez przypisanie bezrobotnym personalnych doradców oraz grupowanie zarejestrowanych i dopasowywanie do nich odpowiednich form pomocy. Do systemu mają być też włączone prywatne agencje zatrudnienia, których wynagrodzenie będzie uzależnione od wyników. Zmiany mają sprawić, że skuteczność aktywizacji zwiększy się realnie, a nie tylko na papierze.

— Główną ideą reformy jest to, by pieniądze przyznawane poszczególnym urzędom pracy były silnie powiązane z efektywnością tych placówek, czyli z liczbą osób trwale wyciągniętych z bezrobocia oraz ponoszonymi kosztami. Te zmiany są już bliskie wprowadzenia i wierzymy, że przyniosą znaczącą poprawę skuteczności systemu publicznego pośrednictwa pracy — mówi Jacek Męcina.

 

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Po pieczątkę, a nie pracę

PRZEMYSŁAW JASTRZĘBSKI, właściciel firmy Viki Family

Nie korzystam już z usług państwowych urzędów pracy, ponieważ mam złe doświadczenia z osobami, które w ramach takiej rekrutacji do nas trafiały. Byli to w 90 proc. przypadków ludzie, którym zupełnie nie zależało na zatrudnieniu, a zgłaszali się do nas tylko po to, żeby zachować pozory aktywności. Na rozmowie zwykle stwierdzali, że jednak nie mogą podjąć proponowanej pracy, i podsuwali do podstemplowania kartkę, która miała potwierdzić w urzędzie pracy, że to ja takiej osobie odmówiłem zatrudnienia. W ten sposób bezrobotny nie tracił zasiłku. Po tych doświadczeniach szukamy ludzi do pracy tylko poprzez zamieszczanie ogłoszenia w gazecie czy internecie. Oferty te trafiają do ludzi, którzy rzeczywiście chcą pracować.

OKIEM EKSPERTA

Pomoc będzie skuteczniejsza

ANNA KARASZEWSKA, dyrektor zarządzająca agencji zatrudnienia Ingeus

Reforma służb zatrudnienia, nad którą pracuje Sejm, to krok w dobrą stronę. Po pierwsze, wreszcie do państwowego systemu pośrednictwa pracy wprowadza obiektywne i racjonalnie skonstruowane kryterium efektywności. Pieniądze, które trafiają do urzędów, będą w części uzależnione od tego, ilu bezrobotnych uda się im trwale wyciągnąć z bezrobocia. Dotychczas wysokość funduszy, jakie dostawały urzędy pracy, zależała od liczby zarejestrowanych bezrobotnych. Po drugie, reforma włącza do systemu pośrednictwa pracy prywatne agencje zatrudnienia. To bardzo usprawni działanie systemu. Prywatni pośrednicy są wyspecjalizowani w pomocy długotrwale bezrobotnym. Mają doświadczenie pracy z takimi osobami, a wymaga to często osobistego kontaktu, wsparcia psychologów itp. Państwowe urzędy nie są w stanie tak głęboko współpracować. Ponadto publiczne placówki tracą kontakt z bezrobotnym, kiedy dostaje on pracę. My współpracujemy z nimi znacznie dłużej, bo naszym celem nie jest samo zatrudnienie, ale jego utrzymanie przez minimum 6 miesięcy. Nawet jeśli bezrobotny znalazł pracę, mamy z nim kontakt, żeby w razie kłopotów pomagać mu w utrzymaniu zatrudnienia lub znalezieniu nowej posady.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu