Poszukiwani sprawcy zwycięskiego f iaska

Jacek Zalewski
15-12-2003, 00:00

Media we wszystkich unijnych państwach dochodzą, kto jest winien porażki szczytu Rady Europejskiej, której nie udało się zwieńczyć Konferencji Międzyrządowej i uzgodnić tekstu Konstytucji UE. Według powszechnej opinii tymi winnymi są oczywiście Polska i Hiszpania, która jednak sprytnie schowała się za nas. Konstytucyjny pat jest pewnym szokiem, ponieważ dotychczas unijne szczyty udawało się kończyć sukcesami. Bywało, że politycy obradowali nawet do rana, ale w ostatniej chwili się dogadywali. Kiedy jednak odespali i przyjrzeli się własnemu dziełu — to czasem sami zwątpili. W szczególności dotyczy to... Traktatu Nicejskiego, który został poddany generalnej krytyce dosłownie następnego dnia po jego wynegocjowaniu.

Klasa polityczna zachowuje się po Brukseli zupełnie inaczej niż media. Górę bierze jej międzynarodowa solidarność i w związku z tym zarządzono hasło „nie ma zwycięzców, nie ma zwyciężonych”. Przecież żaden szef rządu nie mógł ze szczytu powrócić na tarczy! Tym bardziej, że większość spośród nich ma poważne problemy wewnętrzne. Z punktu widzenia formalnego oczywiście wygrały Polska z Hiszpanią, albowiem brak Konstytucji nie oznacza pustki prawnej — bezterminowo obowiązują dotychczasowe wspólnotowe dokumenty, w tym Traktat Nicejski oraz Traktat Akcesyjny z Aten.

O tym, że na uzgodnienie Konstytucji w tym roku nie ma szans, pisaliśmy wielokrotnie. Osobiście nabrałem takiej pewności po wysłuchaniu premiera Silvio Berlusconiego 21 listopada, po jego smakowitej kolacji w Warszawie (patrz wydzierka poniżej). Półroczna włoska prezydencja była w zasadzie włoskim strajkiem i wypada jedynie odetchnąć — jakie to szczęście, iż rok temu finał negocjacji akcesyjnych przypadł na Duńczyków i premiera Andersa Rasmussena. Gdyby wtedy trafiło na Berlusconiego, to mielibyśmy figę z makiem, a nie Polskę w Unii Europejskiej!

Skoro Traktat Nicejski tak bardzo przestał się podobać jego sygnatariuszom (nas przy uchwalaniu nie było!), to bez przerwy należy przypominać, kto kon-kretnie go Unii wcisnął — otóż osobiście prezydent Jacques Chirac! Przeforsował system głosów ważonych, który bezzasadnie zrównał zakompleksioną Francję (a przy okazji także Wielką Brytanię i Włochy) ze zjednoczonymi, potężnymi Niemcami. Z kolei kanclerz Gerhard Schröder popełnił wówczas fatalny błąd, kapitulując przed zadufanymi Francuzami. Notabene my powinniśmy być mu dozgonnie wdzięczni, ponieważ nikt inny jak właśnie kanclerz wywalczył zrównanie głosów Polski i Hiszpanii na poziomie 27 (Chirac kombinował 26:28).

Przypomnienie nicejskich okoliczności uświadamia nam, jak chwiejne i interesowne są unijne sojusze. Wczorajsi sojusznicy dzisiaj stają się antagonistami i na odwrót. Co się wydarzyło w tzw. międzyczasie? Jeden taki drobiazg — wojna iracka. Stosunek do niej przewartościował europejską politykę. Obecnie największym złem dla Polski byłoby trwalsze ochłodzenie stosunków z Niemcami, naszym głównym partnerem gospodarczym, a zarazem największym płatnikiem netto do unijnego budżetu. Pomost przerzucony z Polski do Hiszpanii jest dzisiaj potrzebny, ale tak kruchy, że może się rozlecieć już przy debacie budżetowej na lata 2006-2012, rozpoczynającej się niebawem, za prezydencji irlandzkiej.

Budżet skutecznie wypchnie pechową Konstytucję z pierwszej linii unijnych potyczek zdecydowanie poza rok 2004. Dla Polski to wiadomość doskonała — nie będzie na razie żadnych problemów ratyfikacyjnych! Jeśli jednak finansowo wyjdziemy na tym zwycięstwie niczym król Pyrrus z Epiru — to na własne życzenie...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Poszukiwani sprawcy zwycięskiego f iaska