POZNAŃ CHCE ZDOBYWAĆ INWESTORÓW

Gromadzki Ryszard, Erkiert Sławomir
opublikowano: 2000-05-26 00:00

POZNAŃ CHCE ZDOBYWAĆ INWESTORÓW

Miasto zamierza przeznaczyć 10 mln zł na fundację promocyjną

DOSSIER: Ryszard Grobelny — urodzony w 1963 roku w Poznaniu, jest absolwentem Akademii Ekonomicznej. Od 1990 roku w zarządzie miasta Poznania. W 1998 roku głosami radnych klubów AWS i Unii Wolności wybrany na prezydenta miasta. Żonaty, dwójka dzieci. Cieszy się opinią sprawnego administratora. fot. P. Długosz

Ryszard Grobelny, prezydent Poznania, uważa że miastu potrzebna jest intensywna promocja w kraju i za granicą. W tym celu stolica Wielkopolski zamierza utworzyć specjalną fundację. Prezydent nie wyklucza również otwarcia przedstawicielstwa Poznania w Brukseli, o ile do tej inicjatywy przyłączą się inne wielkopolskie gminy.

— Czy stereotyp gospodarnego Poznania, funkcjonujący w całej Polsce, wciąż znajduje odbicie w rzeczywistości?

— Trudno weryfikować stereotypy. Z pewnością dziedziczymy pewien etos pracy, opierający się na efektywności, terminowości, itd. Są to argumenty, które przemawiają na korzyść miasta. Przekonują inwestorów.

— A propos inwestorów, czy może Pan z czystym sumieniem powiedzieć, że miasto zrobiło wszystko, aby ich przyciągnąć?

— Poznań jest miastem otwartym dla inwestorów. Miejscem ich silnej ekspansji. W niektórych dziedzinach, np. w handlu, wyczerpują nam się tereny pod lokalizację nowych supermarketów. Miasto jest nasycone tego rodzaju obiektami. Oczywiście są dziedziny, w których chętnie widzielibyśmy inwestorów, chodzi zwłaszcza o zaplecze logistyczne miasta. Trzeba jednak pamiętać, że dzięki aktywności samorządu, w Poznaniu udało się uruchomić wiele nowych przedsięwzięć gospodarczych, np. dzięki zamówieniom miasta na nowe autobusy, na jego obrzeżach powstały dwie nowe fabryki firm Neoplan i Man.

— Mówi Pan, że miasto jest otwarte dla inwestorów, tymczasem firma Stolwerck zlokalizowała swoją fabrykę w Tarnowie Podgórnym, mimo iż pierwotnie zamierzała to zrobić w Poznaniu. Jednym z powodów tej decyzji była biurokracja panująca w poznańskim magistracie.

— Trudno mi komentować ten pojedynczy przypadek. Rzeczą naturalną jest, że wobec kurczenia się terenów inwestycyjnych w mieście, inwestorzy poszukują innych lokalizacji, w ościennych gminach. Ich atutami są niższe ceny gruntów, dobra infrastruktura komunikacyjna, bliskość dużej metropolii. Z punktu widzenia władz miasta takiego jak Poznań, to korzystny proces, bo powstające na obrzeżach aglomeracji inwestycje stanowią przecież część tego samego organizmu gospodarczego, dają miejsca pracy poznaniakom, napędzają koniunkturę gospodarczą w mieście.

— Jak inwestor może się dobrze czuć w mieście, które nie może zaoferować ani hoteli, ani lotniska z prawdziwego zdarzenia?

— To rzeczywiście trudny problem, z którym bierzemy się od dawna za bary. Jeśli chodzi o hotele, oferujemy inwestorom bardzo korzystne lokalizacje w centrum miasta, jesteśmy gotowi wnieść do spółki z potencjalnym inwestorem grunt jako aport. Negocjowaliśmy w tej sprawie z wieloma poważnymi partnerami, niestety wskaźnik wykorzystania miejsc hotelowych w Poznaniu poza okresem targowym sięga zaledwie 40 proc., to za mało, aby któraś z poważnych sieci hotelarskich zdecydowała się na inwestycje w Poznaniu. Co do lotniska, jesteśmy świadomi, że istniejący port lotniczy na Ławicy jest przestarzały i nie odpowiada ani potrzebom miasta, ani regionu. Sytuacja powinna się zmienić po przeprowadzce lotniska na Krzesiny, ale po pierwsze — to sprawa przyszłości, po drugie — gigantycznych inwestycji, których oczywiście miasto nie jest w stanie ponieść w pojedynkę. Jesteśmy natomiast w stanie zabiegać o jak największą liczbę połączeń lotniczych bezpośrednio z Poznania i to systematycznie czynimy. Co do samopoczucia inwestorów w Poznaniu, to nie jest z nim chyba najgorzej, co widać choćby po ich zaangażowaniu w przedsięwzięcia charytatywne organizowane w mieście.

— Poznań na tle innych dużych polskich miast odstaje zdecydowanie pod względem nakładów na promocję. Porównywalny rozmiarami Wrocław nie wahał się wydać 200 tys. USD na wkładkę na swój temat w prestiżowym tygodniku „Newsweek”. Dlaczego Poznań się nie promuje?

— To grube uproszczenie. W ramach magistratu funkcjonuje przecież Biuro Promocji Miasta, które zajmuje się dokładnie tym, co ma w swojej nazwie. Ale promocji nigdy dość, zwłaszcza w obecnej rzeczywistości, kiedy tak trudno przedrzeć się z informacją przez zatłoczone media. Dlatego miasto zamierza powołać w najbliższym czasie fundację, która zajęłaby się kompleksową promocją miasta oraz przygotowaniem obchodów 750 rocznicy lokacji Poznania, przypadającej w 2003 roku.

— Jaką sumę miasto zamierza przeznaczyć na ten cel? Kiedy fundacja zostanie uruchomiona?

— 10 mln zł. Co do idei fundacji, wśród klubów reprezentowanych w radzie miasta panuje pełen consensus. Wszystko wskazuje na to, że procedura rejestracyjna rozpocznie się w najbliższych tygodniach.

— Niektóre polskie miasta noszą się z zamiarem utworzenia swoich przedstawicielstw w Brukseli, przy centrach decyzyjnych Unii Europejskiej. Przedstawicielstwa takie wzorem miast zachodnich, zajmowałyby się aktywnym lobbingiem. Czy Poznań również zamierza je powołać?

— Tak, i to jak najszybciej, ponieważ korzyści wynikające z działalności tego rodzaju placówki wydają się ewidentne. Jest szansa, że jeśli tylko porozumiemy się w sprawie kosztów tego przedsięwzięcia z innymi wielkopolskimi gminami, być może będzie ono realne w perspektywie najbliższych dwóch lat.