Prawda czasu, prawda ekranu

opublikowano: 22-08-2021, 20:00

Na Wschodzie bez zmian. Przeorientowany kierunkowo tytuł słynnej powieści Ericha Marii Remarque’a pasuje do opisu napiętej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej przy wiosce Usnarz Górny koło Sokółki.

Koczowisko imigrantów wcale nie z Afganistanu, lecz głównie z Iraku, przepychanych z rozkazu satrapy Aleksandra Łukaszenki do Unii Europejskiej, nieco stopniało, ale jego męskie jądro trwa. I może trwać co najmniej do wrześniowych manewrów białorusko-rosyjskich Zachód 2021 tuż przy naszej granicy. Trzeba pamiętać, że na Bugu kończy się obszar nie tylko UE i strefy Schengen, lecz również Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Na drugim brzegu zaczyna się zaś obszar nie tylko politycznego Związku Białorusi i Rosji (ZBiR), lecz również militarnej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), czyli odpowiednika NATO. Układ umożliwia operowanie armii Rosji na terenie kilku wasalnych republik poradzieckich, w tym oczywiście Białorusi.

Konflikt graniczny może stać się idealnym pretekstem do pozostania po manewrach wojsk rosyjskich na stałe. Aleksander Łukaszenko przez lata nie ważył się na taki krok, chociaż o nim myślał. Teraz trafia się idealna okazja, zaś pretekstem strategicznym może być stacjonowanie – teoretycznie rotacyjne, ale realnie stałe – wojsk amerykańskich w Polsce. Podobny status wojsk rosyjskich na Białorusi byłby zgodny z zasadą retorsji, czyli symetryczności i proporcjonalności odwetowej odpowiedzi. A zatem w całkiem realnej perspektywie mogą stanąć naprzeciwko siebie amerykańskie czołgi M1 Abrams z polskiej 18. dywizji (jeśli po skandalu z lex TVN w ogóle zostaną nam sprzedane) oraz rosyjskie T-14 Armata. Może nie lufa w lufę, ale rozdzieli je symbolicznie jedynie Puszcza Białowieska. Notabene 13 sierpnia Berlin obchodził 60. rocznicę wzniesienia muru, przy czym przez jedną noc w 1961 r. stanęły tylko zasieki (naturalne skojarzenie z obecną granicą polsko-białoruską), później budowa i rozbudowa muru trwała latami. 60 lat temu na przeciętej Friedrichstraße przy Checkpoint C (Charlie) amerykańskie czołgi M48 Patton z gwiazdami białymi stanęły dosłownie lufa w lufę naprzeciwko radzieckich T-55 z czerwonymi. Na szczęście gwiazdy tylko się postraszyły, po pewnym czasie obie strony uznały bezsens takiej demonstracji.

Obecny stan granicznej konfrontacji polsko-białoruskiej oczywiście jest daleki od przypomnianej na tym berlińskim zdjęciu z 1961 r., ale perspektywy jej ewolucji nie są optymistyczne.
USAMHI

Patowa sytuacja na granicy naturalnie ma ważny kontekst propagandowy. Imigranci utknęli na terytorium Białorusi podczas marszu ku UE, rzecz jasna nie do nas, lecz docelowo do Niemiec. Te same kadry mogą mieć jednak biegunowo różny podpis i przekaz. Zajrzałem do reżimowej telewizji Białoruś 1 i według niej to… strona polska przywiozła imigrantów na granicę i ich przerzuciła, dlatego białoruscy pogranicznicy bohatersko bronią republiki. Odwrócenie faktów o 180 stopni jest polityczno-propagandową normą, w dziejach konfliktów stosowane było już tysiące razy, zatem chwytowi Aleksandra Łukaszenki na użytek wewnętrzny i rosyjski nawet trudno się dziwić.

Na krajowym podwórku podobne odwracanie kota stosowane jest przecież bez przerwy. Przykład najświeższy to zmasowana kampania władców, której celem jest rozproszenie odpowiedzialności marszałek Elżbiety Witek za skandal tzw. reasumpcji głosowania Sejmu z 11 sierpnia. A przecież sama sprawczyni w przebłysku uczciwości przyznała z marszałkowskiego fotela „wina jest ewidentnie moja, bo ja wprowadziłam w błąd posłów, mówiąc do pana Kosiniaka-Kamysza, że to ja zdecyduję, do kiedy odroczę posiedzenie”. O honorowej rezygnacji ze stanowiska po tak samokrytycznie ocenionej gigantycznej wpadce jednak nie słychać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane