Producenci broni na scenie w wojennym teatrze

opublikowano: 20-06-2022, 17:18
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Estonia przeznaczyła już na pomoc dla Ukrainy równowartość aż 0,8 proc. swojego PKB, Niemcy tylko 0,06 proc. — mówi Agnieszka Rogozińska, analityk z Instytutu Sobieskiego.

„PB”: Czy Ukraina dostaje tyle sprzętu wojskowego, ile potrzebuje, by skutecznie bronić się przed Rosjanami, czy za mało?

Agnieszka Rogozińska: Sytuacja na polu walki jest na tyle dynamiczna, że zmienia się też zapotrzebowanie. Obecnie Ukraina prosi o pomoc w zakresie artylerii, natomiast wcześniej chciała ciężkich wozów i czołgów. W początkowej fazie wojny pojawiały się apele o dostarczanie dronów, broni ciężkiej, wyrzutni czy tarczy przeciwrakietowych. Czy dostaje za mało? Dostawy broni są duże i nie można umniejszać ani roli wkładu Stanów Zjednoczonych, ani państw Zachodu, również Polski, natomiast wobec tego, co się dzieje, i wobec braków, które tam występują, zapewne te głosy o pomoc będą pojawiać się nadal.

Czy zachodni przemysł obronny stanął na wysokości zadania? W szczególności pytam o przemysł polski?

Uważam, że tak. Oczywiście nie można przykładać jednej miary do wszystkich państw. Stany Zjednoczone bez wątpienia znajdują się na czele tej pomocy. Jest to już równowartość 43 mld EUR. Następna jest Wielka Brytania — około 5 mld EUR. Kraje Unii Europejskiej — powyżej 4 mld EUR, w tym Polska, która w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi oczywiście wypada zdecydowanie gorzej — około 2,6 mld EUR, ale na przykład Niemcy, czyli największa gospodarka europejska, to zaledwie 2,35 mld EUR…

Mniej niż my…

Zdecydowanie mniej. Proszę wziąć pod uwagę, że mówimy tu o liczbach bezwzględnych, ale bardziej wymierna jest pomoc w odniesieniu do produktu krajowego brutto. Niemcy wyprzedziły m.in. Estonia, która na pomoc Ukrainie wydała 0,8 proc. swojego PKB, Łotwa — powyżej 0,7 proc. Na czwartym miejscu są USA — 0,2 proc., a Niemcy tylko... 0,06 proc.

Firmy zbrojeniowe już dużo zarabiają na tych dostawach, czy będą zarabiały dopiero wtedy, gdy kraje po wojnie będą uzupełniać swoje arsenały. A może te zarobki nie są w ogóle związane z obecnym teatrem wojennym?

Teatr wojenny, który obserwujemy od 24 lutego, bez wątpienia w bardzo realny, namacalny sposób przekłada się na rynek zbrojeniowy. Jest to bardzo widoczne i zauważalne, także jeżeli chodzi o polski przemysł. Dlaczego? Przede wszystkim podpisane w ostatnich miesiącach i tygodniach umowy na zakup sprzętu wskazują na to, że sytuacja wojenna wymusiła na polskim resorcie obrony niektóre decyzje zakupów, przełamując pewien marazm decyzyjny, z którym mieliśmy do czynienia od dłuższego czasu. Przemysł obronny stanął przed pewnym faktem, wobec którego musiały pójść konkretne decyzje. Ponad 2 mld zł kontraktu podpisanego przez firmę WB Electronics z podwarszawskiego Ożarowa, kontrakt w maja tego roku na dostawę systemu Gladius. Olbrzymi, bo wart 400 mln USD, kontrakt podpisany w kwietniu — umowa na pierwsze elementy systemu obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu Narew, o które zabiegaliśmy już wcześniej. To także podpisana również w kwietniu umowa międzyrządowa z USA na dostawę 250 czołgów Abrams, które mamy otrzymać do końca 2026 r. Ten kontrakt opiewa na prawie 5 mld USD. To olbrzymie kwoty.

Zarówno dla państwowych, jak też dla prywatnych polskich zakładów zajmujących się uzbrojeniem istotne są dwa elementy. Pierwszy to wprowadzana ustawa o obronie ojczyzny, zakładająca zwiększenie do co najmniej 3 proc. PKB wydatków na obronę. Według obliczeń ekspertów to 36 mld zł rocznie. Drugi to zniesienie limitów dla projektów badawczo-rozwojowych w dziedzinie obronności. To oznacza, że w najbliższych latach polski przemysł zbrojeniowy będzie mógł liczyć na zwiększenie przychodów.

Część firm zbrojeniowych była ostatnio w kryzysie. Czy obecna sytuacja to dla nich wystarczająca szansa na to, żeby z tego kryzysu wyjść?

W najbliższych kilku latach obroty polskich firm zbrojeniowych na pewno wzrosną, co jest bezpośrednio związane z obecną sytuacją w Ukrainie. Można się spodziewać nie tylko wzrostu dochodów, ale także wzrostu kompetencji firm, ich innowacyjności. Eksport polskiego przemysłu obronnego w 2020 r. nie stał na zbyt wysokim poziomie — wynosił około 500 mln USD i był w dużej mierze zasługą zakładu w Mielcu, który produkował śmigłowce i komponenty do nich. Prawdopodobnie w najbliższych latach głównym towarem eksportowym będzie produkowany przez firmę Mesko zestaw przeciwlotniczy Piorun. W dalekim horyzoncie widać jednak też pewne zagrożenia czy niebezpieczeństwa. Niepokoić może brak poważnych prac badawczo-rozwojowych, które w najbliższym czasie zlecałby choćby resort obrony. Przykładem niech będą choćby wozy bojowe dla piechoty Borsuk, nad którymi prace trwają od w 2014 r., ale działania utknęły w procedurach biurokratycznych. Teraz w związku z wydarzeniami w Ukrainie nastąpiło przyspieszenie. Podobna sytuacja jest z armatohałubicami Krab, o których teraz jest tak głośno. Mówi się, że jest to kontrakt 30-lecia, bo opiewa na 40 mln zł.

Jeżeli będzie to jednak tylko tymczasowy, związany z wojną w Ukrainie zryw i nie wyjdziemy poza to, za kilka lat polski przemysł obronny może nie mieć własnych, w miarę nowoczesnych produktów. Trzeba więc uważać, aby po realizacji podpisywanych obecnie kontraktów przemysł znowu nie popadł w kolejny marazm. Pewnym rozwiązaniem jest planowanie już kolejnych umów, pewnych zakupów czy opracowanie własnej linii technologicznej na takie nowoczesne produkty, które będą wdrażane w latach 30. tego wieku, a to przecież nie tak odległa perspektywa.

Podsumowując można powiedzieć, że mamy sporo szans i pewne zagrożenia...

Są pewne zagrożenia, które historia naszego przemysłu zbrojeniowego zdaje się, niestety, potwierdzać. Oby na tym zrywie się nie skończyło, bo wpadniemy w kolejny kryzys. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie.

Rozmawiał Bartłomiej Mayer

PB DO SŁUCHANIA

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcast, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji

Tym razem: „Zbroimy się”

Goście: Mariusz Cielma — „Nowa Technika Wojskowa”, Ireneusz Karaśkiewicz — Forum Okrętowe, dr Agnieszka Rogozińska — Instytut Sobieskiego, Remigiusz Wilk — Grupa WB, Jacek Żołnierkiewicz — Polska Grupa Zbrojeniowa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane