Prywatyzacja szpitali dzieli Polaków

  • Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 12-06-2016, 22:00

Sondaż IQS Rząd chce ograniczyć przekształcenia własnościowe m.in. samorządowych placówek. Ten pomysł ma niemało przeciwników

Czy rząd powinien ograniczyć samorządom możliwość przekazywania szpitali prywatnym podmiotom? Z takim pytaniem, zleconym przez „PB”, firma badawcza IQS zwróciła się do 500 dorosłych Polaków. Chwila odpowiednia, bo parlament pracuje nad zmianą ustawy o działalności leczniczej, która zakłada m.in. zakaz zbywania akcji placówek medycznych należących do jednostek samorządu terytorialnego, jeśli efektem będzie utrata większościowego pakietu akcji.

Nie pochwalam tego, ale prawnicy już wymyślają sposoby, jak obejść zapisy planowanej nowelizacji. Uważam, że nie stać nas na to, by kapitał prywatny nie wspierał samorządowej służby zdrowia — mówi Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich.
Wyświetl galerię [1/2]

POLAK POTRAFI:

Nie pochwalam tego, ale prawnicy już wymyślają sposoby, jak obejść zapisy planowanej nowelizacji. Uważam, że nie stać nas na to, by kapitał prywatny nie wspierał samorządowej służby zdrowia — mówi Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. TP

Walka z mrówką

Dokładnie połowa badanych przez IQS popiera wprowadzenie takiego ograniczenia, ale 38 proc. jest temu przeciwna. Okazuje się, że pomysł forsowany przez resort zdrowia podoba się 56 proc. mężczyzn i 44 proc. kobiet. Najbardziej popierają go osoby z wykształceniem podstawowym i zasadniczym (62 proc.), najmniej — z wyższym (41 proc.). Ba, wśród tych ostatnich największą grupę (49 proc.) stanowią zwolennicy kontynuowania prywatyzacji. Podobnie jest z mieszkańcami miast powyżej 500 tys. (43 proc. za blokadą prywatyzacji, a 48 proc. za jej utrzymaniem). Marek Wójcik, ekspert Związku Powiatów Polskich, uważa, że politycy walczą… z mrówką.

— Od 1992 r. co roku prywatyzowano zaledwie dwa szpitale. Większość pozostaje pod pełną kontrolą samorządów. Nie straszmy ludzi prywatyzacją. Głównym problemem jest nie forma własności, lecz możliwość świadczenia usług medycznych wysokiej jakości. I w tym kapitał prywatny pomaga samorządom. Nie możemy go lekceważyć tym bardziej, że jako lokalne władze nie mamy pieniędzy — podkreśla Marek Wójcik.

Nieco innego zdania jest Ministerstwo Zdrowia. W uzasadnieniu projektu ustawy napisano, że „posiadanie większościowego pakietu udziałów lub akcji zapewni podmiotom publicznym decydujący wpływ na funkcjonowanie podmiotów leczniczych, co jest niezbędne do realizacji zadań w zakresie odpowiedzialności za bezpieczeństwo zdrowotne, jakość i dostępność świadczeń socjalnych”. Według Marka Wójcika, proponowane zmiany przepisów nie zniechęciły przedsiębiorców.

— Cały czas otrzymuję sygnały, że chcą współpracować z samorządami. Na szczęście samorządom pozostaje opcja dzierżawy szpitali. To opcja na trudne lata. Dzięki takiej formule samorząd pozostawia sobie władztwo nad majątkiem, w umowie określa wymagania wobec partnera prywatnego, a ten otwiera sobie drogę do inwestycji — tłumaczy Marek Wójcik.

Przewaga przeciwników prywatyzacji nie jest dla niego zaskoczeniem.

— Musi jeszcze upłynąć dużo czasu, by to się zmieniło. Trzeba zatrzymać obłęd, polegający na tępieniu prywatyzacji — uważa Marek Wójcik.

Zaklinanie rzeczywistości

— Politycy czasami podejmują działania, które mają poprawić ich samopoczucie, ale nie zmieniają rzeczywistości. Te zmiany prawne oczywiście skomplikują przekształcenia własnościowe szpitali, ale nie poprawią sytuacji pacjentów, nie zwiększą dostępności usług, nie zmniejszą kolejek czy nierówności w dostępie do leczenia. W naszym szpitalu za modernizację bloku operacyjnego płacimy około 2 mln zł, ale są takie, które płacą za taką samą inwestycję 12 mln, zadłużają się i jeszcze są za to chwalone i usprawiedliwiane — mówi Marcin Szulwiński, prezes Grupy Nowy Szpital, skupiającej 11 placówek. Przypomina, że Polska ma ograniczone pieniądze na ochronę zdrowia.

— Jeśli chcemy zaspokoić jak najwięcej potrzeb zdrowotnych Polaków w publicznym systemie służby zdrowia, to trzeba wspierać pomysły na dobre zarządzanie publicznymi pieniędzmi bez względu na to, czy robią to instytucje prywatne, czy publiczne. Mnie te zmiany nie zniechęcają. Wręcz przeciwnie — traktuję to jako jeszcze większe wyzwanie — dodaje Marcin Szulwiński.

 

Przeczytane

Votum nieufności wobec samorządów

Związek Powiatów Polskich wyraża niepokój obserwowanym ostatnio kierunkom zmian kompetencyjnych. W sferze oświaty — możliwość kształtowania sieci szkolnej uzależniono od woli kuratora oświaty, w sferze ochrony zdrowia — planuje się ograniczenie uprawnień właścicielskich jednostek samorządu terytorialnego wobec swoich własnych jednostek, w sferze gospodarowania wodami — odbiera się kompetencje samorządowi terytorialnemu centralizując je w podmiocie rządowym, w sferze administracyjnej — planuje się pozbawienie powiatów zadań związanych z nadzorem nad stacjami kontroli pojazdów. Dla każdej z tych zmian rozpatrywanych z osobna można znaleźć argumenty za nią przemawiające; w całości stanowią one swoiste votum nieufności wobec samorządu terytorialnego jako takiego. (…) Państwo opierające się w swoim działaniu wyłącznie o podział resortowy nie jest w stanie zapewnić trwałego rozwoju i dostarczyć swoim obywatelom oczekiwanych przez nich usług publicznych. Potwierdzenia tego faktu dostarcza nam miniony ustrój Polski. Ze stanowiska Zgromadzenia Ogólnego Związku Powiatów Polskich [pisownia oryginalna — red.]

 

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 30.05.2016 r.

Z badania przeprowadzonego przez IQS wynika, że większym poparciem niż zaniechanie prywatyzacji szpitali cieszy się pomysł współfinansowania przez samorządy publicznej służby zdrowia. Przyklasnęłoby temu aż 73 proc. ankietowanych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu