Przeprowadzka Labo Printu wisi na włosku

Drukarnia wielkoformatowa, która złożyła prospekt w KNF, specyficznie spełnia kryteria płynności akcji.

W Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) czeka na zatwierdzenie prospekt emisyjny poznańskiej spółki Labo Print. Jej akcje zadebiutowały na NewConnect w marcu 2014 r., a teraz firma jak najszybciej chce się przeprowadzić na rynek główny. Krzysztof Fryc, prezes i duży akcjonariusz Labo Printu, liczy na debiut przed końcem 2015 r., choć przyznaje, że wciąż czeka na decyzję nadzorcy w sprawie prospektu.

Spółka zajmuje się drukiem wielkoformatowym. Przygotowuje m.in. reklamy naklejane na oknach i samochodach, flagi reklamowe czy też reklamy umieszczane na budynkach. Co roku poprawia wyniki.

Trudno się więc oprzeć wrażeniu, że za chęcią przeprowadzki stoi wyłącznie chęć zdjęcia ze spółki odium notowań na NewConnect, który ma fatalną opinię. Krzysztof Fryc mówi jednak, że NewConnect od samego początku traktował jako poligon doświadczalny przed debiutem na głównym rynku. Spółce jest on potrzebny, bo w ciągu 1-3 lat planuje inwestycje, których nie będzie w stanie sfinansować z kredytów. Będzie więc chciała przeprowadzić emisję akcji o wartości około 20 mln zł. Zdaniem prezesa, na NewConnect jest to niemożliwe. Na pierwszy rzut oka wygląda, że spółka spełnia kryteria notowań na rynku głównym.

Do przeprowadzki potrzebna jest kapitalizacja wysokości 48 mln zł. Labo Print jest wyceniany na 52,2 mln zł i jest to wycena stabilna. Zbliżoną wartość spółka utrzymuje od września 2014 r. Tyle że w ostatnich 52 tygodniach na akcjach spółki zawierano średnio dwie transakcje dziennie o łącznej wartości 960 zł. Niewątpliwie jest to pochodna struktury akcjonariatu.

W rękach dwóch głównych akcjonariuszy jest 91,4 proc. akcji uprawniających do 95 proc. głosów na WZA. Warunkiem dopuszczenia do notowań na rynku głównym jest posiadanie przez akcjonariuszy uprawnionych do mniej niż 5 proc. głosów na WZA co najmniej 15 proc. akcji objętych wnioskiem o dopuszczenie do obrotu giełdowego.

Labo Print znalazł na to sposób. Nie chce wprowadzać na giełdę akcji serii A, których jest najwięcej. Ten zabieg sprawia, że 8,6 proc. akcji będących w rękach drobnych akcjonariuszy stanie się 32,1 proc. akcji dopuszczonych do obrotu na rynku głównym.

Agnieszka Gontarek, dyrektor departamentu emitentów Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, podkreśla jednak, że regulamin giełdy ma też uznaniowy fragment. Zgodnie z nim dopuszczone do obrotu mogą być akcje znajdujące się w posiadaniu „takiej liczby akcjonariuszy, która stwarza podstawę dla kształtowania się płynnego obrotu giełdowego”.

— Decyzja jest zawsze podejmowana przez zarząd giełdy, a procedura rozpoczyna się po zatwierdzeniu prospektu przez KNF i złożeniu przez spółkę wniosku o dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym — twierdzi Agnieszka Gontarek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Przeprowadzka Labo Printu wisi na włosku