Quercusowi stuknęło 10 lat

Prezes i współzałożyciel towarzystwa Sebastian Buczek radzi, ostrzega i żałuje

Quercus TFI powstało we wrześniu 2007 r., tuż przed szczytem WIG20 i na rok przed upadkiem Lehman Brothers. Towarzystwo w lutym 2008 r. otrzymało licencję od Komisji Nadzoru Finansowego, a pod koniec marca uruchomiło pierwsze fundusze. Niedługo potem nikt nie chciał słyszeć o inwestowaniu, najwięksi pesymiści głosili nawet kryzys jak z lat 30. XX wieku. Jednak Sebastian Buczek, Artur Paderewski i Piotr Płuska porzucili już grupę ING.

— Niewiele później, a Quercus TFI pewnie by nie powstało. We wrześniu 2008 r., gdy upadł Lehman Brothers, nikt o tworzeniu własnego biznesu pewnie by nie pomyślał — przyznaje Sebastian Buczek. A tak nie dość, że pomyśleli, to wspólnie z działającym na rynku nieruchomości Jakubem Głowackim zaczęli już rozkręcać nowy biznes. Z początkiem 2009 r. rynki akcji zaczęły odbijać. Raczkujące Quercus TFI miało małe fundusze, którymi łatwo było zarządzać. Dobre wyniki ściągały kapitał. Quercus TFI dorobiło się opinii specjalisty od funduszy akcyjnych.

Zwrot po latach

Historia firmy zaczęła być pisana na nowo z początkiem 2014 r. Rząd Donalda Tuska wprowadził wtedy w życie zapowiedzianą już wcześniej częściową nacjonalizację OFE, a Rosja rozpoczęła aneksję wschodnich terenów Ukrainy.

— Od tego czasu wiele w naszej firmie się zmieniło. Najpierw fundusze akcyjne straciły dużo aktywów, a później motorem wzrostu biznesu stał się fundusz Ochrony Kapitału. Obecnie jesteśmy firmą dużo bardziej zrównoważoną pod względem udziału aktywów w poszczególnych rodzajach funduszy — mówi Sebastian Buczek. Dodaje, że w przeciwieństwie do dawnych czasów, wysokie stopy zwrotu funduszy akcji nie przyciągają do nich klientów.

— Hossa na rynku akcji trwa 8,5 roku, a napływów do funduszy akcji nie ma. Stopy zwrotu nie robią na inwestorach wrażenia, bo ludzie są przestraszeni przez krajowych i zagranicznych polityków — zaznacza Sebastian Buczek.

Średnia wartość aktywów przypadająca na klienta Quercus TFI to 250 tys. zł. W funduszach otwartych minimalna wpłata to 20 tys. zł. Poniekąd jest to jednak pochodna funkcjonującego w Polsce systemu dystrybucji funduszy inwestycyjnych.

— Jedną z bolączek rynku jest to, że banki detaliczne mają własne TFI. Proces obniżania opłat i podnoszenia jakości usług byłby na pewno bardziej zaawansowany, gdyby banki nie miały TFI, tylko nastawiały się na sprzedaż najlepszych funduszy na rynku. W segmencie private bankingu obce TFI są przez banki dopuszczane do dystrybucji, ale typowego klienta detalicznego banki pilnie strzegą i nie sprzedają mu funduszy spoza własnej grupy kapitałowej — tłumaczy Sebastian Buczek. Również dlatego Quercus TFI nie ma i na razie nie planuje uruchamiania IKE czy IKZE.

Giełda popłaca

Poza klientami Quercus TFI musi się też liczyć z akcjonariuszami niebiorącymi udziału w codziennym funkcjonowaniu spółki. TFI już po roku działalności zadebiutowało na NewConnect, potem przeszło na rynek główny. Po sesji 15 września 2017 r. opuściło jednak indeks sWIG80.

— Debiut giełdowy wynikał głównie z tego, że byliśmy małą, prywatną firmą, a klientów chcieliśmy pozyskiwać przez największe banki i firmy ubezpieczeniowe. Dla nich ważne było, byśmy byli firmą transparentną i wiarygodną — relacjonuje Sebastian Buczek. Z dzisiejszej perspektywy uważa, że wejście na giełdę ma głęboki sens.

— Reżim przejrzystości jest dobry dla organizacji. Wiele rzeczy robi się w sposób bardziej profesjonalny, w przeciwieństwie do typowo prywatnego biznesu, gdzie często pojawia się pokusa pójścia na skróty. Sama rozpoznawalność marki jest dużym benefitem bycia spółką giełdową — wyjaśnia Sebastian Buczek. Prezes Quercus TFI podtrzymuje chęć dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami — w formie dywidendy lub skupu akcji własnych. I choć rozwój organiczny ma dalej być głównym motorem napędowym biznesu, to nie odżegnuje się od udziału w przejęciach innych TFI. Brak sukcesów na tym polu uważa za największą porażkę.

— Mogliśmy się wykazać większą odwagą w kwestii przejęć. Gdybyśmy nie byli tak konserwatywni, to skala naszej działalności mogłaby być większa. Ale z drugiej strony, odwaga popłaca, gdy jest dobrze na rynku, gdy jest gorzej — procentuje konserwatyzm. W transakcjach fuzji i przejęć chcemy uczestniczyć. Można powiedzieć, że do tej pory zawsze był ktoś bardziej zdeterminowany, gotowy do zapłacenia wyższej ceny lub podjęcia jakiegoś specyficznego ryzyka — mówi Sebastian Buczek.

Szczyt już blisko

Zdaniem prezesa Quercusa, do końca 2017 r. sytuacja na rynkach akcji powinna być dobra. Fala wzrostowa rozpoczęta po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych powinna być kontynuowana do listopada lub grudnia 2017 r. W listopadzie giełdy, w tym warszawska, powinny osiągnąć kolejne szczyty. To główne założenia strategii rynkowej, jakie przyjmuje obecnie Quercus TFI.

— WIG doczłapie się do 68 tys. pkt., czyli rekordu wszech czasów, i to będzie na razie na tyle. Może nie przyjdzie bessa rozumiana jako 20-procentowy spadek indeksów. Ale inwestowanie w akcje nie przyniesie w 2018 r. wysokich stóp zwrotu. Do łask powinien powrócić amerykański dolar. Prawdopodobnie dobrą passę będzie kontynuowało złoto, które od początku 2016 r. jest w długoterminowym trendzie wzrostowym. Na razie hossa na złocie jest we wstępnej fazie, ale z czasem powinna stać się bardziej zdecydowana. Może jeszcze nie w 2018 r., ale trochę później — prognozuje Sebastian Buczek.

Specjalista radzi więc, by w listopadzie lub grudniu realizować zyski z rynków akcji i przebudować portfel na bardziej defensywny, nawet nastawiony na spadek cen akcji. Jego zdaniem, akcjom nie będzie sprzyjało zacieśnianie polityki pieniężnej przez główne banki centralne, na czele z amerykańskim Fedem. Sebastian Buczek obawia się też wystąpienia jakiegoś nadzwyczajnego wydarzenia, które znacząco pogorszy nastroje.

— Rok 2017 był dotychczas wyjątkowo spokojny na rynkach finansowych. Nawet próby nuklearne Korei Północnej nie robią na rynkach większego wrażenia — zwraca uwagę Sebastian Buczek. Ma przy tym swojego faworyta do zainicjowania krachu. — Największa bańka napompowana została na rynku kryptowalut. Banki centralne i politycy nie dostrzegają tego problemu. Pewnie dostrzegą, gdy bańka pęknie i wielu ludzi straci pieniądze — przestrzega Sebastian Buczek. [FOT. TP]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Quercusowi stuknęło 10 lat