Rafał Sonik dla „PB”: Biznesmen na rajdzie Dakar (GALERIA)

Łukasz Ostruszka
opublikowano: 26-01-2010, 10:53

Jestem i przedsiębiorcą i sportowcem zarazem – mówi w wywiadzie dla „Pulsu Biznesu” Rafał Sonik. Jako przedsiębiorca sprowadził do Polski takie marki jak McDonald’s czy BP. Jako sportowiec osiągnął najlepszy w historii naszego kraju wynik w morderczym Rajdzie Dakar – trzecie miejsce w klasyfikacji quadów w 2009 roku. Tegoroczny Dakar też ukończył wysoko, bo na piątym miejscu. -

Puls Biznesu: Kolejny rajd ukończony, kolejna sportowa przygoda za panem. Czy czuje się pan wobec tego już takim rasowym sportowcem, czy ciągle jeszcze biznesmenem?

Rafał Sonik: Sportowcem jestem od dawna, bo wyczynowy sport uprawiam całe życie, a ostatnie 10 lat to praktycznie uprawianie sportu non stop. Przedsiębiorcą jestem też od najmłodszych lat. Moja mama twierdzi, że pierwszy interes ubiłem zamieniając mały zabawkowy samochodzik na notes, który moim zdaniem był bardziej praktyczny. Jestem i przedsiębiorcą i sportowcem zarazem. Życie przedsiębiorcy to w większy wysiłek intelektualny, a mniejszy fizyczny, choć bywają długie i męczące negocjacje. W przypadku sportowca dużo większe znaczenie ma wysiłek fizyczny. Takie starty to olbrzymie przedsięwzięcie organizacyjne.

W tym roku na Dakarze doświadczył pan wielu nieczystych zagrywek ze strony rywali (przyp. red. skracanie drogi, niedozwolone serwisy). Czy zatem ma pan wrażenie, że brudy są zarówno w biznesie, jak i sporcie? Prysł jakiś mit czystego sportu?

Śledzę sport od lat i nigdy nie było we mnie mitu, że sport jest czysty. Raczej jest wiara w to, że on może być czysty, czy wręcz powinien taki być. Wymienianie nazwisk w kontekście nieuczciwości na tegorocznym Dakarze to nie moja rola. To organizatorzy mają poszukiwać tych, którzy łamią przepisy i oszukują.

Ilu startujących w klasyfikacji quadów zajmuje się biznesem jak pan?

Nie wiem, my jesteśmy zwartą grupą, ale nie aż do tego stopnia, żeby znać swoje życiorysy. Wiem natomiast, że na przykład Christophe Declerck długo szukał sponsora żeby móc wystartować. Pewnie gdyby był dużym przedsiębiorcą mógłby sobie pozwolić na start za własne pieniądze.

Jak doświadczenia z Dakaru przydają się w biznesie, i jak biznes przydaje się na Dakarze?

Dakar uczy cierpliwości, pokory i tego, że nie jesteśmy wszechmocni. Zawsze może się zdarzyć coś, czego nie można przewidzieć, co zaskakuje.

Jak przygotowuje się pan fizycznie do startu?

W zasadzie przygotowania trwają cały czas. Robię sobie obozy kondycyjne, podczas których pracuję zawodowo na przykład tylko po kilka godzin dziennie, a nie kilkanaście jak zazwyczaj, poświęcam wtedy więcej czasu na trening. Są okresy, w których ćwiczę więcej, są okresy, w których biegam więcej i są też takie, w których jeżdżę więcej. Na Dakarze nie miałem problemów z kondycją.

A jak reagują partnerzy podczas rozmów biznesowych? Zdają sobie przecież sprawę, że spotykają tego Rafała Sonika, który startuje w Dakarze.

Wyczuwam oczywiście podziw, a czasem wręcz zazdrość, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. To jednak nie powoduje, że warunki handlowe są inne, że dostaję coś za darmo albo taniej. Nie jestem jednak lekceważony.

Spotykał się pan na zawodowej drodze z Michałem Sołowowem, który jest pasjonatem rajdów samochodowych i nawet wicemistrzem Europy?

Osobiście nie mieliśmy okazji. Jest to na tyle znaczący inwestor giełdowy, że znam ludzi z jego bezpośredniego otoczenia. Spośród wielu polskich inwestorów i przedsiębiorców, których znam, jest niewielu mających taką pasję jak on. No może wymieniłbym Leszka Czarneckiego, którego określiłbym jako sportowca ekstremalnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane