Ratyfikowanie to oczywistość

opublikowano: 03-05-2021, 18:00

Piątkowy komentarz „Finalna wersja KPO nie może być skrywana” zakończyłem zdaniem „…rząd musi pokazać wysłaną do Brukseli wersję natychmiast”. I trzeba przyznać, że to oczekiwanie stało się faktem.

30 kwietnia około godziny 22 Rada Ministrów przyjęła w tzw. trybie obiegowym uchwałę o ustanowieniu Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (dla uproszczenia przyjęto skrót KPO) oraz zdążyła rzutem na taśmę przesłać dokument elektronicznie do Komisji Europejskiej (KE). Po niewielu minutach został opublikowany przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej również dla wszystkich interesariuszy krajowych. W poniedziałek 3 maja rząd potwierdził i uzgodnił z KE, że ta wersja z piątku jest już ostateczna. Zdumiewa objętość KPO – wersja przedłożona w lutym do konsultacji obejmowała 232 strony i już wtedy wydawała się ogromna, tymczasem wysłana do KE spęczniała do… 498! Rozbudowane zostało głównie ideowe uzasadnienie KPO. Zarówno KE, jak też krajowi szczęśliwcy oraz zawiedzeni pominięciem mogą poczytać, czemu właśnie taki sposób wydania 58,1 mld EUR (23,9 mld EUR grantów oraz do 34,2 mld EUR pożyczek) władcy uważają za najbardziej optymalny.

Posłowie, którzy dzisiaj będą debatowali nad ustawą o ratyfikowaniu sfinansowania KPO, nie mogą podnieść zarzutu, że dokumentu nie znają. Podczas majówki mieli dość czasu, by przysiąść nad wersją przesłaną do KE. Z drugiej jednak strony – kluby nie miały absolutnie czasu na merytoryczne wypracowanie stanowisk, przeforsowanie przez PiS posiedzenia Sejmu już w poświąteczny wtorek to nieuczciwość. Powinno się odbyć np. w najbliższy czwartek, ale władcy wykombinowali, że klub Lewicy podczas świąt na pewno nie zerwie kompromisu i dołoży 47 głosów gwarantujących uchwalenie ustawy. Finalny efekt starcia zapisałem w powyższym tytule, ale czy na pewno już 4 maja…? Kluby KO/PO oraz PSL zawnioskują o odłożenie głosowania, Lewica się zastanowi, zatem zakładając, że PiS nie może liczyć na 19 szabel ziobrystów z Solidarnej Polski – odsunięcie głosowania nie jest bez szans.

Nie została także rozstrzygnięta alternatywa, którą zarysowałem już 11 marca w tytule „Większość zwykła czy kwalifikowana?”. Art. 90 Konstytucji RP ustala, że na podstawie umowy międzynarodowej Polska może przekazywać na zewnątrz państwowe kompetencje „w niektórych sprawach”, ale ratyfikowanie takiej umowy wymaga w Sejmie oraz w Senacie większości 2/3 głosów. Kryterium „niektórości” jest całkowicie względne, historia III RP dowodzi, że partyjny punkt widzenia zależy wyłącznie od punktu siedzenia. Gdy w 2013 r. parlament ratyfikował przystąpienie Polski do stabilizującego walutę euro tzw. paktu fiskalnego, to ówczesna opozycja, czyli głównie PiS, żarliwie walczyła o kwalifikowaną większość 2/3 głosów, której rząd PO-PSL w Sejmie nie miał. Marszałek Ewa Kopacz arbitralnie zarządziła większość zwyczajną, argumentując, że… tak uważają konstytucjonaliści. Za ratyfikacją głosowało znacznie więcej posłów, niż wynosiła większość bezwzględna, ale na próg 2/3 pakt szans nie miał. Konstytucyjny spór proceduralny w 2021 r. może zakończyć się podobnie, z jedną drobniutką różnicą – w stosunku do relacji z 2013 r. skonfliktowane partie zamieniły się miejscami.

Wicemarszałek Piotr Zgorzelski i prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz są absolutnie przekonani, że ratyfikacja unijnych zasobów własnych wymaga w Sejmie większości 2/3 głosów. Fot. KS / Łukasz Błasikiewicz
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane