Rekomendacja T: Co z tymi kredytami?

Emil Szweda
opublikowano: 24-02-2010, 15:41

Koniec z kredytami na dowód, koniec z  promowaniem kredytów walutowych, koniec z przemilczaniem ryzyka dla klientów banków – oto skutki Rekomendacji T, którą przygotowała dla banków Komisja Nadzoru Finansowego.

Jak będą wyglądały rzeczywiste skutki wdrożenia rekomendacji T w życie - przekonamy się za kilka miesięcy, kiedy przestanie obowiązywać jej vacatio legis (na część zapisów wynosi ono sześć miesięcy, na dostosowanie się do niektórych banki dostały nawet dziesięć). Już dziś można jednak spodziewać się jakościowej zmiany w podejściu banków do kredytobiorców indywidualnych.

Spadnie zdolność kredytowa

Najważniejszym zapisem Rekomendacji T jest przykazanie, aby łączna suma spłacanych co miesiąc rat kredytów nie przekraczała 50 proc. dochodów w przypadku osób zarabiających nie więcej niż wynosi średnia krajowa i maksymalnie 65 proc. dochodów w przypadku osób o dochodach powyżej średniej. Teoretycznie nie jest to zmiana istotna, ponieważ w ostatnim okresie banki bardzo zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów, zwłaszcza hipotecznych i większość z nich przestrzega tych reguł już obecnie. Jednak w Rekomendacji pojawia się także nakaz przeprowadzania stress-testów, czyli przeprowadzenia symulacji zdolności kredytowej klientów przy założeniu, że zmienią się warunki makroekonomiczne. I to zmienią się dość radykalnie – zalecane minimum dla stress-testu to założenie, że stopy procentowe wzrosną o 400 pkt bazowych (4 pkt proc.), a złoty osłabi się o 30 proc. Co to może oznaczać?

W obecnych warunkach rynkowych, 30-letni kredyt hipoteczny oprocentowany jest przeciętnie na 6,5 proc. Po dopisaniu 4 pkt proc., oprocentowanie rośnie do 10,5 proc., zaś rata kredytu aż o 45 proc. (z 632 do 915 PLN dla każdych pożyczonych 100 tys. PLN). Jeśli banki będą udzielać kredytów na podstawie wyników stress-testów, a więc zakładając, że stopy procentowe wzrosną o 4 pkt proc., rata kredytu 30-letniego de facto nie będzie mogła przekraczać 35 proc. dochodów kredytobiorcy (zarabiającego nie więcej niż średnia krajowa). Małżeństwo zarabiające dwie średnie krajowe będzie mogło uzyskać kredyt maksymalnie na ok. 200 tys. PLN (obecnie w zależności od banku 300-400 tys. PLN).

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, przy kredytach walutowych, gdzie przy przeprowadzaniu stress-testu należy założyć i wzrost stopy procentowej i osłabienie złotego o 30 proc. Po spełnieniu tych obydwu warunków rata kredytu rośnie o… 100 proc. (z 477 do 952 PLN dla każdych pożyczonych 100 tys. PLN). Oznacza to, że na ratę 30-letniego kredytu walutowego nie wolno przeznaczyć więcej niż 25 proc. obecnych dochodów, bo trzeba założyć, że w przyszłości zrealizuje się czarny scenariusz. Małżeństwo zarabiające dwie średnie krajowe będzie mogło uzyskać kredyt na ok. 240 tys. PLN (obecnie nawet 100 tys. zł więcej).

Nie jest jednak jasnym – z Rekomendacji T nie wynika to w czytelny sposób – czy wyniki stress-testów są obowiązujące dla banków. Czyli czy na podstawie stress-testów należy oszacowywać zdolność kredytową klientów, czy też należy ją szacować na podstawie bieżącej sytuacji, a stress-testy przeprowadzać tylko „na wszelki wypadek”. Komisja Nadzoru Finansowego nie udzieliła nam odpowiedzi na to pytanie, obiecując ją na jutro.

Złotowe mają pierwszeństwo

Z Rekomendacji T jasno wynika, że banki mają obowiązek przedstawiać swoim klientom przede wszystkim kredyty w walucie, w której osiągają oni przychody. Dopiero w dalszej kolejności może być proponowany kredyt walutowy i to dopiero po pisemnym oświadczeniu kredytobiorcy, że zapoznał się z warunkami kredytu złotowego. Kredytobiorcy mają otrzymywać symulację spłaty kredytów także przy założeniu zmian warunków makroekonomicznych, takich jak zmiana kursu walutowego lub zmiana stóp procentowych, by mogli przekonać się jak bardzo mogą zmieniać się raty kredytów, które zaciągają. Mają także zostawić w banku oświadczenie, że zapoznali się z kwestią ryzyka zmiany stopy procentowej i ryzyka walutowego.

Koniec z dowodami i oświadczeniami

KNF domaga się także od banków, by lepiej dbały o własne bezpieczeństwo. Rekomendacja nakazuje uzyskanie od kredytobiorcy zaświadczenia o uzyskiwanych dochodach i nakazuje sprawdzenie jego zdolności kredytowej. Oznacza to koniec udzielania kredytów na dowód osobisty tylko na podstawie ekspresowej weryfikacji klienta w Biurze Informacji Kredytowej. Oznacza to także wydłużenie procedur związanych z uzyskaniem kredytów konsumenckich.

Komentarz

Rekomendacja T nie jest rewolucją. Z pewnością wyjdzie na zdrowie mniej świadomym klientom, którzy stracą możliwość zadłużania się ponad stan bez świadomości ryzyka utraty płynności finansowej. Klienci, którzy posiadają zdolność kredytową – utrzymają ją nadal. Ci którzy jej nie mieli, nie nabędą jej dzięki Rekomendacji T, ale ustrzegą się także błędu, jakim byłoby w ich sytuacji zaciąganie zobowiązań finansowych (abstrahując od przypadków losowych etc.). W rezultacie poprawie powinna ulec jakość portfela kredytowego w bankach, a per saldo może się to okazać korzystne dla klientów banków, którzy teraz w marżach odsetkowych płacą także za tych, którzy kredytów z tych czy innych przyczyn nie spłacają. Niemniej banki mają rację obawiając się spadku liczby sprzedawanych kredytów. Ale wygląda na to, że stracą głównie tych klientów, którzy i tak nie powinni kredytów zaciągać.

Emil Szweda
Specjalista Open Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda

Polecane