Rekrutacyjne pytania bez jednoznacznej odpowiedzi

opublikowano: 05-03-2012, 00:00

Podczas rozmowy trzeba się niekiedy wykazać sporą kreatywnością

Kandydatom do pracy stawia się czasem pytania, które z przyszłą posadą nie mają nic wspólnego, a co więcej — nierzadko nie ma na nie logicznej albo jednej odpowiedzi.

Na forach internetowych można znaleźć wiele przykładów dziwnych pytań, które padły podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Ulubiona bajka z dzieciństwa?

Dlaczego koło jest okrągłe?

Ile płatków ma przeciętna róża?

Ile wody przepływa w ciągu minuty pod mostem Grunwaldzkim we Wrocławiu?

Wymień 10 rzeczy, które można zrobić ze sznurówki.

To tylko niektóre. Na liście 25 najdziwniejszych pytań rekrutacyjnych portalu pracowego Glassdoor znalazły się jeszcze inne przykłady. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej w Google padło pytanie: Ile osób korzysta z Facebooka w San Francisco o godzinie 14.30 w piątek?

Z kolei w Hewlett-Packard zapytano kandydata: Gdyby Niemcy byli najwyższym narodem na świecie, to jak byś to udowodnił? Przykłady z innych firm: Ile samolotów przelatuje obecnie nad Kansas? (Best Buy), Pokój, biurko i samochód — co pierwsze wyczyścisz? (Pinkberry).

Inne spojrzenie

Jaki jest cel zadających takie pytania? I czy w ogóle należy na nie odpowiadać?

Specjaliści tłumaczą, że chodzi o sprawdzenie kreatywności kandydata. — W przypadku dziwnych pytań z reguły nie oczekuje się konkretnej odpowiedzi. Mają ukazać na przykład model logicznego myślenia kandydata lub czy jest w stanie myśleć poza schematami. Pokazują też elastyczność kandydata i umiejętność podejścia do tematu z inne perspektywy. Rekrutujący po odpowiedzi może też wywnioskować, czy była przemyślana, czy raczej ktoś odpowiada spontanicznie. Pozwala to też ocenić osobowość kandydata: czy wobec zaskakującej sytuacji przejawia postawę zamkniętą, otwartą, czy stawia czoła wyzwaniom — wyjaśnia Rafał Dąbkowski, menedżer Dywizji Sprzedaż i Marketing firmy Michael Page International.

Dodaje, że nie należy się takich pytań obawiać, bo — chociaż pomagają firmie wybrać odpowiedniego kandydata — odpowiedzi na nie nie decydują przy podejmowaniu ostatecznej decyzji o zatrudnieniu.

Zdaniem Izabeli Kielczyk, psycholog biznesu, dziwne pytania to odpowiedź pracodawców na fakt, że kandydaci podczas rozmów kwalifikacyjnych często kłamią, aby lepiej wypaść.

— Nietypowe pytanie, na które kandydat nie ma ułożonej odpowiedzi, powoduje, że pracodawca jest w stanie poznać rzeczywistą, a nie wyuczoną reakcję. Natomiast jeśli pytanie jest dla odpowiadającego w jakiś sposób niewygodne lub uwłacza jego godności, to może po prostu zapytać, czemu ma służyć. Niekiedy dla pracodawcy jest to też test asertywności: czy kandydat jest w stanie zrobić wszystko, czy też potrafi postawić pewne granice — dodaje Izabela Kielczyk.

Pytać czy nie pytać

Według Joanny Czarnockiej-Tworzyńskiej, właścicielki firmy CTER rekrutującej menedżerów, w przypadku nietypowych pytań czasem bardziej liczy się wyjście interpersonalne niż intelektualne, bo reakcja kandydata może być różna.

— Jeśli pytanie nie jest niestosowne, np. czy lubisz dzieci, ale należy do dziwnych czy nietypowych, to warto reagować. Z tym, że reakcja nie zawsze musi oznaczać odpowiedź.

Czasem warto zapytać: „Jaki jest cel tego pytania, bo wtedy będzie łatwiej odpowiedzieć” i czekać na reakcję drugiej strony. Zależnie od tego, jaka będzie ta reakcja, można poznać, jaka kultura panuje w firmie. Przede wszystkim należy dbać o własny komfort — podpowiada Joanna Czarnocka-Tworzyńska. Zaznacza, że nietypowe pytania nie zawsze muszą być pozbawione sensu.

— W pewnej firmie pytano kandydatów o znak zodiaku. Okazało się, że przeprowadzono w niej badania, z których wynikało, iż pracownicy spod czterech znaków pracowali w niej dłużej, a spod innych trzech po krótkim czasie odchodzili. Wydawałoby się, że nie ma to większego znaczenia, ale akurat ta firma — na zasadzie „nie wiemy jak i dlaczego to tak działa, ale skoro działa, to po co to psuć” — brała to pod uwagę przy rekrutacji — opowiada Joanna Czarnocka-Tworzyńska.

Jednak Izabela Kielczyk podkreśla, że nie powinny się pojawiać pytania, które nie mają żadnego wpływu na ocenę kandydata, a wywołują jedynie dobre samopoczucie pytającego.

— W takim przypadku więcej traci firma niż kandydat. Ludzie zazwyczaj wiedzą, kiedy robi się z nich idiotów, i na zasadzie pierwszego wrażenia mogą źle oceniać firmę już od początku, nawet jeśli później zostaną w niej zatrudnieni. Powoduje to podobny efekt jak w przypadku pracodawcy, który dowiaduje się, że kandydat kłamie na podczas rozmowy kwalifikacyjnej — uważa Izabela Kielczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy