Restauracja zamknięta w słoiku

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 15-10-2021, 14:30

Pandemia była wyzwaniem dla restauratorów. Wystarczył jednak pomysł i wsparcie rodziny, by przetrwać bez Magdy Gessler i „Kuchennych rewolucji”. Tak jak Winny Garaż. Wydawało się, że tylko w czasie lockdownu będzie działał jako Restauracja w Słoiku. Nic bardziej mylnego – nowy projekt okazał się strzałem w dziesiątkę i nadal się rozwija.

Szkło górą:
Szkło górą:
Zastanawialiśmy się, czy nasze potrawy zamykać puszkach czy w słoikach, ale sugestie gości sprawiły, że postawiliśmy na szkło. To trudniejsze i droższe, lecz produkt jest zdrowszy i wyższej jakości – mówią Marzena i Wojciech Henszelowie, właściciele Winnego Garażu i restauracji w Słoiku.
materiały prasowe

Być może całej historii by nie było, gdyby Marzena Olejnik nie wyszła za mąż za Wojciecha Henszela, pasjonata i znawcę win. Całe życie pracowała w turystyce. Przez lata w Australii, ponieważ szkołę skończyła w Melbourne, a potem w Polsce. Przez 19 lat szefowała jednej z europejskich organizacji turystycznych w Polsce. W międzyczasie mąż otworzył w Dobieszu pod Warszawą przydomowy sklep z winami nazwany Winnym Garażem, bo wina sprzedawane były z garażu.

– Zainteresowanie było duże, ale szybko się okazało, że klienci chcą na miejscu degustować wina, coś do tego zjeść. Mąż organizował więc winne pikniki, ale to było możliwe tylko w sezonie. W efekcie zdecydował się na budowę restauracji od podstaw i po trzech latach, w 2015 r., wystartował – opowiada Marzena Henszel.

W rodzinny biznes włączyła się jej mama, która dawniej nie garnęła się do pieczenia, lecz w czasie drugiej młodości odkryła w sobie talent i została mistrzynią ciast i deserów. Teraz jest znana jako babcia Halinka. Dołączyli też siostrzeńcy Markus i Dawid Pietrek, którzy urodzili się i mieszkali w Niemczech, lecz podjęli ryzyko przyjazdu do Polski. Dziś Dawid jest menedżerem Winnego Garażu, a Markus już własnej restauracji Garażowa 5A na warszawskim Mokotowie.

Słoikowe podróże małe i duże

Metoda:
Metoda:
Dania w słoikach są przygotowywane metodą tzw. tyndalizacji, która polega na trzykrotnej pasteryzacji w jednodniowych odstępach czasu.
materiały prasowe

Po latach również Marzena Henszel postanowiła wywrócić swoje życie do góry nogami, rozstać się z zawodem i dołączyć do rodzinnego biznesu.

– Jestem już po pięćdziesiątce, mąż też. Codziennie rano wychodziłam do pracy, wracałam wieczorem. Mąż w restauracji był sam. Zdałam sobie sprawę, że nawet śniadań razem nie jadamy, a czas przecież płynie. Wspólny biznes, wspólne życie i wspólne pasje były tego warte, mimo że przyszedł trudny okres – mówi o swojej decyzji świeżo upieczona restauratorka i śmieje się, że teraz z turystyką wiążą ją już tylko podróże z mężem.

Przyznaje jednak, że na początku pandemii zapanowała dezorientacja. Nikt przecież nie wiedział, jak sytuacja się rozwinie, co się wydarzy, kiedy będzie można normalnie funkcjonować.

– Postanowiliśmy więc z Dawidem nasze główne dania zamykać w słoikach. Tak powstał projekt Restauracji w Słoiku, która bardzo szybko się rozwija. Sprzedaż rośnie, mimo że Winny Garaż może już działać – cieszy się Marzena Henszel.

Wybór:
Wybór:
Do słoików trafiają dania z menu Winnego Garażu. Są więc zarówno potrawy wegańskie, jak i mięsne i rybne, a także zupy, sosy i dipy.
materiały prasowe

Nie żałuje rezygnacji z wcześniejszej pracy, wciąż uważa, że podjęła bardzo dobrą decyzję. Dzisiaj słoikowa restauracja nie jest już kołem ratunkowym dla Winnego Garażu – rozwija się i będzie rozwijała również po pandemii. Motorem napędowym na razie jest sprzedaż internetowa, ale słoiki trafiły już do jednego z warszawskich sklepów i trwają rozmowy z kolejnymi.

– Ostatnio zwrócił się do nas restaurator z Torunia z pytaniem, czy mógłby nasze słoiki oferować u siebie. Nasi stali goście, którzy regularnie zaopatrują się w słoiki w naszym przyrestauracyjnym sklepie, kupują je dla siebie, dla rodziców, dla swoich uczących się czy studiujących dzieci nie tylko w Polsce, ale i za granicą, bo chcą mieć pewność, że dobrze i zdrowo się odżywiają – mówi Marzena Henszel.

Latem słoiki zabierane są na wakacje, a zimą na narty do Austrii czy Szwajcarii. Teraz jadą do Anglii.

– Nasza oferta to również świetny pomysł na prezent. Ta forma cieszy się coraz większym powodzeniem wśród młodych, którzy zamawiają dania w słoikach np. jako prezent dla rodziców z okazji Dnia Matki lub Ojca, na święta czy inne okazje. Każdemu można wyprawić ucztę we własnym domu – zapewnia Marzena Henszel.

Słodka pasja babci Halinki

Coś na deser:
Coś na deser:
Halina Olejnik, mama Marzeny Henszel, zamyka w słoikach swoje desery: puszyste serniki na słonym karmelu lub spodzie toffi, czekoladową lawę z wiśniami czy ciastko bezglutenowe z pomarańczami.
materiały prasowe

Restauracja w Słoiku bazuje na produktach z okolicy, wszystko musi być takie samo jak to, co otrzymuje gość w Winnym Garażu.

– Nie ma u nas gotowych mieszanek, które są dostępne w każdym sklepie. Wszystko przygotowujemy sami. Jeżeli coś jest na bazie soku z cytryny, to świeżo wyciskanego, jeśli mascarpone, to naturalne, nie z proszku, jeśli demi-glace, to wywar gotowany na miejscu – zapewniają państwo Henszelowie.

Dania są przygotowywane metodą tzw. tyndalizacji, która polega na trzykrotnej pasteryzacji w jednodniowych odstępach czasu. Na razie wykorzystywany jest do tego piec konwekcyjny z Winnego Garażu, ale ponieważ produkcja rośnie, planowana jest inwestycja w specjalny piec do tyndalizacji.

– Zastanawialiśmy się, czy nasze potrawy zamykać puszkach czy w słoikach, ale sugestie gości sprawiły, że postawiliśmy na szkło. To trudniejsze i droższe, lecz produkt jest zdrowszy i wyższej jakości – tłumaczą restauratorzy.

Załoga:
Załoga:
W kuchni Winnego Garażu rządzą szef Artur Kowal i Olga Dobosz.
materiały prasowe

Do słoików trafiają dania z menu Winnego Garażu wybierane przez Wojciecha i Dawida. Są więc zarówno potrawy wegańskie, jak i mięsne, rybne, zupy, sosy i dipy.

– Mamy określoną liczbę słoików każdego rodzaju, a kiedy się kończą, dorabiamy kolejne, by czas oczekiwania na sprzedaż był jak najkrótszy. To gwarantuje świeżość. Na razie to typowa manufaktura. Mamy pewien asortyment, ale wszystko robimy na bieżąco – podkreśla Wojciech Henszel.

– Babcia Halinka też ma udział w tym projekcie, zamyka w słoikach swoje desery: puszyste serniki na słonym karmelu lub spodzie toffi, czekoladową lawę z wiśniami czy ciastko bezglutenowe z pomarańczami. Mama wciąż wyszukuje nowe przepisy, jeszcze tylko bezy Pavlovej nie udało się jej zamknąć w słoiku, ale pracuje nad tym – śmieje się Marzena Henszel.

Nawet Dawid Pietrek nie przypuszczał, że jego babcia, która wychowała czwórkę dzieci, lecz nie znosiła pieczenia ciast, a jeśli coś upiekła, to piaskową babkę w niedzielę, odkryła swoją pasję przed osiemdziesiątką i teraz podaje gościom rozmaite słodkości, a jej słynna Pavlova z wiśniami i kremem cytrynowym bije rekordy popularności.

Z miłości do oszczędności

Dywersyfikacja:
Dywersyfikacja:
Choć restauracja Winny Garaż może już normalnie działać, właściciele nie zrezygnowali z Restauracji w Słoiku i rozwijają oba projekty.
materiały prasowe

Winny Garaż po pierwszych lockdownach szybko się odbudował.

– Dawid pilnuje, żeby wszystko działało jak najlepiej. Stara się też taki sposób życia promować. Sezonowo, pamiętając o zasadzie: dla każdego coś miłego. Naszymi klientami restauracyjnymi są ci, którzy lubią dobrze zjeść, a mówiąc dobrze zjeść, mam na myśli restauracyjne dania z wysokiej jakości świeżych produktów, bez sztuczności, chemii i tych wszystkich ulepszaczy. Widzimy, że młode pokolenie jest już nastawione na nadawanie pewnym rzeczom drugiego życia, a nie wyrzucanie, więc np. puste słoiki często do nas wracają – mówi restauratorka.

Lokalnie:
Lokalnie:
Obie restauracje bazują na produktach z okolicy. Właściciele podkreślają, że nie korzystają z gotowych mieszanek.
materiały prasowe

Na razie wszystko się układa, choć w czasie pandemii trzeba było dokładać do biznesu.

– Ciężka praca nie jest dla nas problemem, przywykliśmy. Niepokoi tylko brak pewności, co będzie jesienią. Mamy nadzieję, że jednak nie będzie już gorzej – mówią zgodnie.

Ktoś im kiedyś powiedział, że zwariowali, planując otwarcie restauracji za miastem, bo przecież to się nie może udać.

– A jednak się udało. Mamy wysokiej klasy restaurację i wspaniałych gości, wpadających na kolację nawet z najdalszych zakątków Warszawy. Tak też się dzieje z naszym nowym projektem. To jednak dowód, że warto – podsumowuje Marzena Henszel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane