Restauracyjnym szlakiem: niewyraźne niebożątka

opublikowano: 15-09-2011, 23:18

Gąski lubimy do szaleństwa. Nawet te starsze, ale tylko gdy są przyjemnie przypieczone. Nie mogliśmy sobie odmówić by wpaść do restauracji Biała Gęś w Warszawie. U podnóża Belwederu. Także ambasady rosyjskiej.

Menu było wielowyznaniowe, ale ze specjalną wkładką na temat gęsiny. Była nawet pieczona gęś pod pierzynką (cała 460 zł). Po angielsku „coated goose”? My wybraliśmy skromnie pierogi nadziewane gęsiną. Ale za to w żurawinowym sosie. Pięć sztuk za 28 zł only. Spróbowaliśmy. Staraliśmy się uwierzyć na słowo, że były rzeczywiście z gęsiny.

Zobacz więcej

Pierogi z gęsi

Do sensacji wieczoru trudno je było jednak zaliczyć. Skupiliśmy się więc na winach. Wyczytaliśmy w karcie win, że układał ją trzykrotny mistrz Polski sommelierów. Poprosiliśmy obsługę o sugestię mistrza (z tych „na kieliszki”) do naszych wybrańców.

Na pierwsze Esencia Tinto Rioja (19 zł) pierogi zaczęły przewracać oczami. Na Valpolicelle (29 zł kieliszek) zaczęły już autentycznie syczeć. Zaczęliśmy poważnie się zastanawiać, że może gęsina w pierogach ma jakieś do nas osobiste uprzedzenia? Zgoda, w winach ”na butelki ” do pieczonych gęsi można było znaleźć godne propozycje. Do pierogów z gęsiny też. Doszliśmy jednak do wniosku, że kilkaset złotych za butelkę dla pięciu niewyraźnych smakowo niebożątek to raczej ekstrawagancja.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy