Rewolucja cyfrowa nie jest zagrożeniem, lecz szansą

Dariusz Mioduski, właściciel i prezes Legii Warszawa
opublikowano: 03-01-2019, 22:00

Niedawno przeczytałem, że pierwszy kraj na świecie jest już w całości w zasięgu sieci 5 generacji (5G). Co prawda, mowa o liczącym zaledwie 33 tys. mieszkańców San Marino, ale liczy się fakt.

Pozornie wdrożenie testowe włoskiego operatora to tylko kolejny etap w rozwoju rynku telekomunikacyjnego, eksperci przekonują jednak, że sieć 5G ponownie zmieni sposób, w jaki żyjemy i korzystamy z technologii, umożliwiając stabilne korzystanie z mobilnego internetu o prędkościach ponad 1 GB/s. To jednak coś więcej niż tylko prędkość. To zupełnie nowe możliwości.

Dariusz Mioduski, właściciel i prezes Legii Warszawa
Zobacz więcej

Dariusz Mioduski, właściciel i prezes Legii Warszawa Fot. Marek Wiśniewski

Nie będę jednak pisał o telekomunikacji, ale pomyślałem o tej informacji, próbując odpowiedzieć na zadane przez „Puls Biznesu” pytanie: Co nas czeka? Jednym słowem, czeka nas ZMIANA. Kolejna, bo od nadejścia ery cyfrowej żyjemy w czasach największej rewolucji cywilizacyjnej. Rewolucji, która pokazuje, jak niezwykłe są zdolności ludzkiego umysłu, nie tylko do tworzenia, ale także do adaptacji. Wynalazki tworzą genialne jednostki, ale to społeczeństwa czynią je masowymi. Telefonia mobilna, internet, media społecznościowe, cyfryzacja obrazu i dźwięku to zjawiska, które całkowicie zmieniły świat, relacje społeczne, nawyki i modele biznesowe. Nie sposób sobie wyobrazić, że to wszystko wydarzyło się w ciągu zaledwie 20-25 lat. IPhone ma zaledwie 12 lat! Oznacza to, że podczas wyborów parlamentarnych w Polsce w 2005 r. nie było jeszcze smartfonów, Twittera, Facebooka, a w restauracjach i pubach paliło się papierosy (czytając gazety). Tamte wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość, pokonując Platformę Obywatelską… Widać nie wszystko się zmienia.

Nie ma jednak wątpliwości, że nadejście ery cyfrowej było przełomem, który wciąż się dokonuje i jest demonstracją możliwości nie tyle technologii, ile człowieka. William Stern, niemiecki psycholog i filozof, pionier badań nad inteligencją, który wprowadził pojęcie IQ, zdefiniował inteligencję jako „ogólną zdolność adaptacji do nowych warunków i wykonywania nowych zadań przez wykorzystanie środków myślenia”. Dziś ta zdolność do adaptacji pcha świat do przodu, zostawiając jednocześnie na marginesie tych, którzy nie są w stanie się dostosować.

Ten proces rozwoju i marginalizacji dotyczy także biznesu. Podczas ostatniego Światowego Forum Ekonomicznego przedstawiono raport, z którego wynikało, że firmy na całym świecie wydają obecnie łącznie około 2 bln USD rocznie na cyfrową transformację. Problem w tym, że wciąż uczymy się, jak robić to dobrze, dlatego zdaniem analityków Bain & Company, tylko 1 proc. z tej kwoty przyniósł lub przyniesie oczekiwane efekty. Nie zmienia to faktu, że z tej drogi nie ma już odwrotu. Wszystko, co dotychczas wiedzieliśmy lub myśleliśmy o strategii, rozwoju i sukcesie, wymaga zweryfikowania. „Digitalizacja” nie jest kwestią wyboru, ale kwestią przetrwania. Dobrze o tym wiedzą ludzie mediów. Ciekawi mnie, ile osób czyta teraz te słowa w papierowym wydaniu „Pulsu Biznesu”, a ile w telefonie, tablecie lub komputerze. To dość długi tekst, klasyczny „gazetowy”. Sam z przyjemnością czytam tego typu materiały w wersji drukowanej, ale po pierwsze to kwestia wieku, a po drugie „Puls Biznesu” to dobry przykład udanej transformacji. Jeszcze kilka lat temu powszechnie wróżono śmierć prasy drukowanej. Rynek kurczy się cały czas, sprzedaż spada, ale głosów o śmierci mediów jest coraz mniej. Powód jest prosty — wydawcy prasy trochę wcześniej niż inne branże stanęli przed wyborem — zmieniam się lub ginę. Dlatego dzisiaj gazeta i redakcja jest centrum multimedialnego ekosystemu. Powstaje tam kontent, który dystrybuowany jest przez różne platformy cyfrowe, stronę, aplikację, filmy, podcasty, media społecznościowe. Dzięki temu nawet jeśli pewnego dnia ktoś podejmie biznesową decyzję (myślę, że jeszcze nie teraz), żeby wstrzymać drukarnie i kolportaż, to „Puls Biznesu” przetrwa, bo nie jest już gazetą — jest dostawcą treści, ale przede wszystkim jest marką. Przed podobnym wyzwaniem stoi też cały świat futbolu.

Gdy pięć lat temu kupowałem Legię, wiedziałem, że czeka mnie przeprowadzenie klubu przez proces transformacji w zakresie cyfryzacji. To zresztą jedna z nielicznych rzeczy, którą udało mi się przewidzieć. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że wsiadam na diabelską kolejkę, na której znajdzie się Liga Mistrzów, Liga Europy, seria mistrzostw Polski, a jednocześnie porażki z dużo słabszymi drużynami w meczach o wysoką stawkę. Sport, co oczywiste, to najbardziej widoczna część działalności klubu, ale biznesowo jest to dużo bardziej złożona i wielowymiarowa organizacja. Produkujemy setki eventów, projektujemy ubrania, tworzymy kampanie reklamowe, ale przede wszystkim, jak wynika z badań przeprowadzonych przez Kantar Millward Brown, zarządzamy jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce marek (ponad 90 proc.) Bardzo ważną częścią naszej działalności jest produkcja szeroko pojętego kontentu, filmów, reklam, grafik, zdjęć i tekstów, co sprawia, że de facto jesteśmy w dużej mierze firmą medialną. W takich klubach jak Real Madryt czy Manchester United mówią już wprost — „zajmujemy się piłką nożną, ale w rzeczywistości jesteśmy firmami kontentowymi”. Legia na swoich kontach społecznościowych ma łącznie ponad 1,5 mln fanów, którzy każdego dnia oczekują od klubu informacji i interakcji. W 2018 r. przybyło nam około 300 tys. subskrypcji. W tym samym czasie spadła frekwencja na wszystkich stadionach w Polsce, choć w Warszawie i tak mocno podwyższamy średnią. Należy więc zadać sobie pytanie, dlaczego klub, któremu kibicowanie deklaruje 6 mln osób, nie zapełnia regularnie stadionu, na którym jest 30 tys. miejsc. Po pierwsze — jak wynika ze wspomnianych badań, wbrew powszechnym opiniom, aż 62 proc. kibiców Legii pochodzi spoza woj. mazowieckiego. Po drugie — cały czas zmienia się sposób obcowania ze sportem. Coraz więcej Polaków ma w domu nowoczesne, duże telewizory zapewniające doskonałą jakość obrazu. Spółka Ekstraklasa pokazuje mecze na światowym poziomie, a teraz dodatkowo zaczęła realizować transmisję w jakości 4K, dostarczając nową jakość. Kuszącą, by zostać w domu. Obejrzeć mecz, film, czy zagrać na konsoli. Mecz można też obejrzeć w komórce, w podróży, na imprezie — wszędzie.

Po uruchomieniu sieci 5G transmisje online nie będą już miały żadnych technologicznych ograniczeń. Nie bez powodu wartość sfinalizowanego w ostatnich tygodniach kontraktu medialnego wzrosła o 60 proc. (500 mln zł za dwa lata). Gdzie zatem tkwi problem? Z pewnością jednym z powodów jest to, że wciąż za mało wiemy o swoich kibicach i w związku z tym nie potrafimy wystarczająco dobrze przygotować dla nich oferty. Żyjemy w czasach zbierania danych, analizy i personalizacji. Do tego służy technologia. Od kilku lat uczestniczę w spotkaniach przedstawicieli największych europejskich klubów i biorę udział w setkach rozmów. O czym? Zazwyczaj o pieniądzach, bo wielka piłka to dzisiaj wielkie pieniądze. Wszystkie ważne kluby mają już świadomość, że zbudowały potężne marki, mają gigantyczną i zaangażowaną bazę fanów, ale wciąż za mało o nich wiedzą, aby to odpowiednio skomercjalizować. Dlatego czołowe kluby wydają dziesiątki, a nawet setki milionów euro na transformację cyfrową, która pozwoli dowiedzieć się jak najwięcej o oczekiwaniach kibiców i stworzyć dla nich sprofilowaną ofertę. W przypadku dużych klubów kategoryzowanie kibiców według sektorów stadionowych nie ma dzisiaj nic wspólnego z rzeczywistością, zarówno w Polsce, jak też na całym świecie. Real Madryt ma łącznie ponad 200 mln fanów na mediach społecznościowych, ale tylko 3 proc. z nich pochodzi z Hiszpanii. Dlatego jednym z najważniejszych celów klubu jest produkcja i dostarczanie unikatowego, angażującego kontentu. W tym kierunku idą wszystkie liczące się kluby, szczególnie że te największe, jak Real Madryt, Barcelona, Juventus czy Bayern, są dziś markami globalnymi, z tej samem półki, co Apple, Google czy Coca-Cola, mimo że jako przedsiębiorstwa są nieporównywalnie mniejsze. Oczywiście niezmiennym elementem tej siły są gwiazdy. Bardzo dużo się mówi o tym, że wartości transferów piłkarskich są abstrakcyjne. To prawda, ale z drugiej strony…

Pierwszy z brzegu przykład — Ronaldo ma około 400 mln fanów na swoich mediach społecznościowych. Czy da się to przeliczyć na zysk dla Juventusu? Kilka dni temu klub z Turynu podpisał nową, dużo atrakcyjniejszą od poprzedniej, umowę sponsorską z Adidasem. 9-letnią, o minimalnej wartości 408 mln EUR (bez bonusów za sukcesy sportowe). Komentatorzy nie mają wątpliwości, że to efekt Ronaldo. Ja też. Ale Ronaldo jako marki, jej medialności i zasięgów z nią związanych. Takich przykładów jest wiele, bo każda wielka gwiazda piłkarska musi być dziś gwiazdą mediów społecznościowych. To element jego rynkowej wartości. Liczby mówią same za siebie: Leo Messi i Neymar — 100 mln fanów na samym Instagramie, James Rodriquez — 40 mln, Robert Lewandowski — 14 mln.

Zacząłem ten tekst od rewolucji technologicznej, a skończyłem na piłce. Jak zwykle. Technologia zmienia jednak cały świat, także świat futbolu, dlatego w Legii poświęcamy jej tak dużo uwagi i czasu. Analogia między rynkiem prasy a klubami piłkarskimi też wydaje mi się trafna. Stadiony są trochę jak tradycyjne redakcje. Tam bije serce tego, czym się zajmujemy, ale rewolucja cyfrowa sprawia, że zasięg i siła oddziaływania, a co za tym idzie — możliwości komercjalizacji, są wielokrotnie większe. Jeżeli się to zrozumie, to digitalizacja przestaje być zagrożeniem, a staje się szansą. Wykorzystania tej szansy i wielu sukcesów serdecznie państwu życzę w nowym roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Mioduski, właściciel i prezes Legii Warszawa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rewolucja cyfrowa nie jest zagrożeniem, lecz szansą