Rentowność papierów high yield wzrosła w tym samym czasie także o 1 pkt proc. Panika zakupów łączy się z paniką wyprzedaży. Gdzie jest dno? Poziom, na którym zatrzyma się spadek rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, trudno wskazać, skoro z każdym dniem nabiera on tempa. Tylko w piątek rentowność 30-letnich papierów spadła o 30 pkt baz. do 1,25 proc. i tracąc połowę rentowności w czasie zaledwie miesiąca. Inwestorzy na całym świecie szukają możliwości ochrony dla swoich pieniędzy przed potencjalnymi skutkami epidemii koronawirusa. W takich chwilach wyobraźnia podpowiada najczarniejsze scenariusze, a choć wszyscy wiemy, że kupować (w tym wypadku sprzedawać) należy, gdy leje się krew, śmiałkowie, którzy próbowali wcielić tę zasadę w życie w ostatnich dniach, liczą straty. Czy jest się czego bać?
Globalny rynek długu osiągnął wartość 253 bln USD (322 proc. PKB), z czego ponad 70 bln przypada na finansowe zobowiązania przedsiębiorstw, których wartość więcej niż potroiła się w ciągu dekady. Jak wskazał ostatni raport OECD, tylko w ubiegłym roku wartość emisji obligacji korporacyjnych (bez firm finansowych) wzrosła o 2,1 bln USD do 13,5 bln USD. Jednocześnie wzrósł udział emisji papierów high yield (poniżej ratingu inwestycyjnego) z 20 proc. do 25 proc. (tylko w ubiegłym roku), a emisji z ratingiem BBB– (najniższą oceną inwestycyjną) do 51 proc. (w ciągu trzech lat) z 39 proc. (średnia dla wcześniejszych okresów).
Długu korporacyjnego nie tylko przybywa, ale jest on coraz niższej jakości (bardziej ryzykowny) i był przy tym rekordowo nisko oprocentowany. To ostatnie zmieniło się, ponieważ efektywna rentowność papierów high yield w ostatnim tygodniu lutego wzrosła z 5 proc. (rekordowo niska) do 6 proc., a obecnie jest to 5,8 proc. Spread między papierami skarbowymi i korporacyjnymi high yield rozszerzył się o 2 pkt proc, a jak podaje FT Adviser, więcej niż połowa obligacji high yield notowana jest poniżej wartości najbliższego terminu wykupu (tj. wezwania do wykupu). Inwestorzy panikują i zaczynają się zastanawiać, czy papiery, które z takim zacięciem kupowali jeszcze kilka tygodni temu, zostaną zrefinansowane, bo o wykupie z operacyjnego cash flow trudno nawet myśleć. Choć najbardziej dynamiczne zmiany kursów i indeksów obserwujemy jak zwykle na giełdach, to na rynku obligacji znajduje się odpowiedź, czy groźba recesji się urzeczywistni i jak wiele przedsiębiorstw zabierze ze sobą.
Nasz rynek jak zwykle niewiele sobie z tego wszystkiego robi. Oczywiście papiery skarbowetakże zyskują, ale — podobnie jak niemieckie — rentowności nie spadły jeszcze poniżej minimów. Znając polskie realia i założenia ustawy budżetowej, trudno doszukać się w tym logiki, ale owczy pęd jej nie potrzebuje. Ważniejsze jest to, że nasz rynek obligacji korporacyjnych znajdował się przez ostatnie dwa lata w opozycji do wydarzeń na świecie. Tam rentowność spadała, a na rynek wychodziły coraz słabsze podmioty. U nas oprocentowanie obligacji rosło, inwestorzy uważnie przyglądali się każdej kolejnej emisji, wiele z nich wprowadziło dawno zapomniane zabezpieczenia i obowiązkową czasową amortyzację, zaś firmy o słabszych bilansach zostały z rynku po prostu wyrzucone, choć kosztem inwestorów indywidualnych, którym możliwości inwestycji poważnie zredukowano. Zamiast tego zwrócili się oni w stronę obligacji skarbowych indeksowanych inflacją, co — przynajmniej z dzisiejszej perspektywy — wydaje się najrozsądniejszym posunięciem, jakie można było wykonać.