Organizacje przedsiębiorców coraz głośniej biją na alarm w sprawie próby jednostronnego podwyższenia składek na ubezpieczenie społeczne dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Doszło do tego, że nawet lojalni partnerzy rządu z Komisji Trójstronnej mocno trzymali kciuki, aby nowelizacja ustawy przepadła już w pierwszym sejmowym czytaniu — i z żalem przyjęli remis 209:209, dzięki któremu projekt trafił jednak do komisji.
Lejtmotywem nowelizacji jest obawa strony rządowej, że opłacając składki w dotychczasowej minimalnej wysokości — czyli od podstawy nie niższej niż 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w ostatnim kwartale poprzedniego roku, obecnie wynoszącej 1366,10 zł — przedsiębiorcy w nowym systemie po prostu nie zapracują nawet na minimalne świadczenie i do przyszłych biznesowych emerytów państwo będzie musiało dopłacać, tak jak do rolników.
Środowiska biznesowe doskonale zdają sobie sprawę, że taka sytuacja byłaby nie do przyjęcia ze względów społecznych. W związku z tym całkowicie naturalne jest ich oczekiwanie na precyzyjne wyliczenie, jaka dzisiejsza podstawa składki zagwarantowałaby przedsiębiorcom w przyszłości najniższą możliwą emeryturę. Każda osoba prowadząca działalność gospodarczą będzie mogła sobie to wszystko przekalkulować i podjąć decyzję o wysokości składki. Niestety, tygodnie mijają, a symulacji, obiecanej przez ministra polityki społecznej Krzysztofa Patera, nie widać. Widocznie ustabilizowanie chwiejnej podstawy okazuje się problemem zbyt skomplikowanym jak na możliwości przerobowe połączonych aparatów MPS i ZUS.