Rząd forsuje hazardowy bubel

02-11-2017, 22:00

Zamiast ograniczenia szarej strefy zapis w pakiecie podatkowym przyniesie jej rozwój, a zamiast wzrostu przychodów budżetowych — ich spadek

Tzw. pakiet podatkowy został właśnie w ekspresowym tempie przegłosowany przez Sejm i trafił do Senatu. W jednej z czterech nowelizacji (o podatkach dochodowych) znalazł się zapis, wprowadzający 10-procentowy podatek od wygranych w kasynach i salonach gier na automatach, które przekraczają 2280 zł. To rozwiązanie niestosowane w żadnym kraju Unii Europejskiej. Przedstawiciele branży hazardowej ostrzegają, że spowoduje likwidację prywatnych kasyn i paraliż salonów gier, które chce uruchomić państwowy Totalizator Sportowy (TS). W konsekwencji skarb państwa może stracić ponad 1,2 mld zł wpływów z podatku od gier.

Wyświetl galerię [1/3]

AUTORZY ZMIANY: Odpowiedzialność za unikatowy w skali Unii Europejskiej pomysł opodatkowania graczy kasyn i salonów z automatami rozkłada się na dwóch wiceministrów finansów: zajmującego się podatkami Pawła Gruzę i nadzorującego hazard Wiesława Janczyka. Fot. WM, J.DUDEK

Grube ryby odpłyną

Wprowadzaną bez konsultacji z branżą zmianę Ministerstwo Finansów (MF) uzasadnia krótko: to „ujednolicenie sposobu obejmowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych wygranych w grach hazardowych”. Innymi słowy: klienci kasyn i salonów gier mają płacić tyle samo, ile grający w Lotto czy obstawiający mecze sportowe u bukmachera. Tyle że o ile w zakładach wzajemnych próg podatkowy przekracza zaledwie 1-2 proc. graczy, a w grach liczbowych nawet dziesięć razy mniej, o tyle w kasynach podatek płaciłaby większość klientów. W tym wszyscy, od których zależy rentowność hazardowego biznesu. Na całym świecie obowiązuje zasada, że 20 proc. klientów kasyn przynosi im co najmniej 80 proc. dochodu, a w Polsce ten wskaźnik bywa jeszcze wyższy. Właśnie tym grającym „grubo” i dobrze zorientowanym graczom, często obcokrajowcom, najbardziej dokuczy nowy podatek.

Zobacz jak zmiany dotyczące opodatkowania hazardu ocenia Grzegorz Kuś z PwC

— Żaden poważny gracz nie zaakceptuje pomniejszania o 10 proc. swojej wygranej w danym dniu, szczególnie w sytuacji, gdy przeplata się ona z przegranymi w innych dniach, które nie będą brane pod uwagę. Tak jak po zmianie ustawy w 2010 r. polscy pokerzyści przenieśli się do kasyn w krajach ościennych i szarej strefy, tak teraz zrobią zamożni klienci kasyn. Legalne kasyna mogą dość szybko przejść do historii, a ponownie rozkwitną nielegalne „rulety” rodem z PRL-u — uważa Andrzej Maj, dyrektor największego w Polsce kasyna w warszawskim Hotelu Marriott, należącego do Casinos Poland.

Analiza post factum

Wtóruje mu Jacek Sabo, reprezentujący kilku operatorów kasyn, które kontroluje grupa ZPR znanego biznesmena Zbigniewa Benbenka.

— Już obecnie kasyna są objęte są najwyższą w branży stawką podatku od gier — aż 50 proc., a nowy zapis w praktyce będzie oznaczał jej podniesienie o co najmniej 30 proc. Równocześnie drastycznie pogorszy się opłacalność gier, co spowoduje odpływ klientów i konieczność zamknięcia wszystkich kasyn w ciągu kilku miesięcy. W konsekwencji budżet państwa straci wszystkie wpływy z podatku od gier, które w tym roku wyniosą około 400 mln zł — twierdzi Jacek Sabo. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wprowadzając feralny zapis, MF podstawia nogę… państwowemu TS. Gigant szykuje się właśnie do uruchomienia sieci salonów gier na automatach, na które niedawno otrzymał monopol.

— Nie komentujemy projektów ustaw — ucina Aida Bella, rzeczniczka prasowa TS. Bardziej rozmowni są przedstawiciele grupy ZPR, która przez lata była największym operatorem salonów z automatami. Ich zdaniem, wprowadzenie opodatkowania wygranych będzie oznaczać, że z docelowej sieci 30 tys. tzw. jednorękich bandytów, które chce uruchomić TS, opłacalna będzie tylko 1/3. To oznacza, że planowane wpływy budżetowe z tego sektora hazardu, zamiast 1,25 mld zł, wyniosą nieco ponad 400 mln zł. Łączne straty fiskusa z tytułu podatku od gier (realne z kasyn i potencjalne z salonów) przekroczą więc 1,2 mld zł. Co na to resort finansów?

Czy w ogóle szacował wpływ proponowanych zmian na wyniki finansowe operatorów kasyn i salonów, a przede wszystkim — wpływy budżetowe? Te pytania nie doczekały się odpowiedzi. MF przysłało „PB” jedynie krótką informację, że rozwiązania, o które pytamy, będą… „podlegały dalszej analizie w ramach parlamentarnego procesu legislacyjnego”.

Problemy techniczne

Resort finansów nie odpowiedział też, czy pobieranie podatków od graczy jest w ogóle technicznie wykonalne. Firmy hazardowe twierdzą, że nie. W przeciwieństwie do gier liczbowych czy zakładów bukmacherskich gra w ruletkę czy na automacie jest bardzo intensywna i nie „ewidencjonowana” za pomocąjakiegokolwiek kuponu. Operatorzy kasyn mieliby duży problem z naliczaniem podatku w czasie rzeczywistym. Tym bardziej że każdy gracz może wyjść z kasyna czy salonu w każdej chwili, również z wygraną w żetonach czy na specjalnej karcie. To m.in. dlatego kasyna i salony gier przez całą III RP były wyłączone od opodatkowania wygranych, a takich rozwiązań nie stosuje się też nigdzie w Unii Europejskiej. W USA np., gdzie podatek obowiązuje, jest rozliczany w zeznaniu rocznym, w którym od wygranych można odliczyć przegrane. W praktyce więc płaci go mało kto (zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa w długiej perspektywie klient z kasynem przegrywa).

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Rząd forsuje hazardowy bubel