Scenariusz pierwszy: Niemal przesądzony

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 14-11-2005, 00:00

Rządowi Kazimierza Marcinkiewicza bliżej będzie do gospodarczych koncepcji populistów niż do wizji PO — mówią ekonomiści.

Prawdopodobieństwo, że kolejne decyzje ekipy rządzącej w sferze polityki gospodarczej zbliżać ją będą do prosocjalnej koncepcji państwa, ekonomiści oceniają na 75-80 proc.

— Temu scenariuszowi daję 80 proc. Wygląda na to, że rząd Kazimierza Marcinkiewicza będzie realizował część postulatów LPR i Samoobrony — uważa Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.

Dla każdego coś miłego

Jacek Wiśniewski, ekonomista Raiffeisen Banku, ocenia realność tego scenariusza na 75 proc. Jego zdaniem, taki układ rządzący może się utrzymać przez 2-3 lata.

— Spodziewam się kłopotów z utrzymaniem dyscypliny fiskalnej. Mimo że premier będzie zapewniał o ograniczaniu deficytu, Sejm będzie robił swoje. Poza tym minister finansów już pokazała, jakim będzie strażnikiem finansów publicznych — mówi ekonomista.

Jego zdaniem, rząd chciałby zaoferować dla każdego coś miłego: dla rynków — niski deficyt, dla społeczeństwa — wyższe wydatki, dla przedsiębiorców — niższe podatki.

— Tyle że wszystkiego naraz zrobić się nie da — dodaje Jacek Wiśniewski.

Według Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, głównej ekonomistki Banku Handlowego, nie będzie stałej koalicji, a rząd będzie próbował doraźnie szukać poparcia dla poszczególnych projektów. Prawdopodobieństwo tego scenariusza ocenia na 75 proc.

— A to zwiększy niepewność na rynkach. Inwestorzy tego nie lubią — dodaje ekonomistka.

Stabilizacji nie będzie...

Zdaniem Richarda Mbewe, głównego ekonomisty WGI DM, ten scenariusz sprawdzi się na 80 proc.

— Już dziś Zachód z dużymi obawami przyjmuje wypowiedzi członków nowego rządu. W Londynie, gdzie teraz jestem, wypowiedzi Teresy Lubińskiej, minister finansów, odbierane są bardzo źle — mówi ekonomista WGI DM.

Realizacja takiego scenariusza da się we znaki także firmom.

— Przedsiębiorcy będą musieli przygotować się na dużą zmienność kursu złotego, a w przyszłości na wyższe podatki. Jeśli dziś rząd coś rozdaje, jutro będzie chciał to odebrać — ostrzega Jacek Wiśniewski.

Według Richarda Mbewe, złoty osłabnie i przez pewien czas utrzyma się powyżej 4-4,15 za euro. Jeśli jednak gospodarcza polityka rządu nie będzie odpowiedzialna, euro może kosztować nawet 4,5-4,7 zł.

Osłabienie złotego, choć korzystne dla eksporterów, gospodarce zaszkodzi.

— Przedsiębiorcy zostaną zmuszeni do liczenia się z droższymi kredytami. Nie tylko walutowymi.

Kiedy RPP dostrzeże zagrożenie wzrostem inflacji, zacznie podnosić stopy procentowe — tłumaczy ekonomista WGI DM.

...ale firmy wytrzymają

Katarzyna Zajdel-Kurowska jest jednak przekonana, że przedsiębiorcy sobie poradzą. Nie będzie też tragedii gospodarczej.

— Gospodarka jest jak lokomotywa, niełatwo ją zatrzymać. Można nasypać do niej gorszego węgla i też pojedzie. Tyle że wolniej — tłumaczy ekonomistka.

Jej zdaniem, gospodarka będzie się rozwijała, gdyż ma dobre fundamenty: niski deficyt, dość niskie stopy procentowe, nie ma problemów z rachunkiem bieżącym.

— Gdyby jednak zrealizowano zapowiadaną przed wyborami reformę finansów i obniżono podatki, PKB mógłby rosnąć dwa razy szybciej, nawet w tempie 6-7 proc. A tak w najbliższych latach czeka nas wzrost o 3,5-4 proc. — uważa ekonomistka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu