Sektor bankowy pod presją

opublikowano: 28-04-2016, 22:00

Jak świat długi i szeroki wszędzie nastroje są słabe. W Polsce też bywały lepsze, choć i tak nie jest najgorzej

Zysk netto BBVA, drugiego co do wielkości kredytodawcy w Hiszpanii, spadł rok do roku w I kw. 2016 r. o 54 proc. La Caixia, trzeci bank w tym kraju, odnotował 27-procentowy spadek. Z hiszpańskich banków wybronił się Santander, największy gracz bankowy w strefie euro, który mimo dużego osłabienia biznesu w Brazylii miał tylko nieznacznie gorszy wynik niż przed rokiem. W Deutsche Banku spadek wyniósł 58 proc., co inwestorzy i tak wzięli za dobrą monetę, gdyż po fatalnym IV kw. są oznaki powrotu do zdrowia największego banku w Niemczech. W Wielkiej Brytanii sezon publikacji wyników dopiero się zaczyna, ale nastroje wcale nie są lepsze niż na innych rynkach. Jako pierwszy wyniki ogłosił Standard Chartered, notując 586 mln GBP zysku. To znaczący spadek wobec 1,4 mld GBP na plusie rok wcześniej, ale inwestorzy i tak przywitali dane z zadowoleniem, bo dodatni wynik to dobra informacja po 4 mld GBP straty za 2015 r., pierwszej od 26 lat.

PONAD 1 MLD ZŁ ZYSKU:
PONAD 1 MLD ZŁ ZYSKU:
Cezary Stypułkowski, prezes mBanku, zapowiada, że zysk w tym roku wyniesie ponad 1 mld zł. W I kw. bank zarobił 307 mln zł.
Marek Wiśniewski

O sentymencie inwestorów wobec „wielkiej piątki”, jak mówi się o największych kredytodawcach na Wyspach (Barclays, HSBC, Standard Chartered, Lloyds Banking Group, Royal Bank of Scotland), świadczy cena ich akcji, która od początku roku spadła o około 11 proc., podczas gdy FTSE 100 zyskał 1,5 proc. W ostatnich dniach nastroje poprawiły się dzięki bankom Standard Chartered i Barclays. Ten ostatni też pokazał spadek zysku, ale mniejszy, niż spodziewali się analitycy, co podbiło cenę jego akcji. Niewiele lepiej jest za oceanem, gdzie I kw. 2016 r. oceniany jest jako najgorszy początek roku od kryzysu z lat 2008-09.

Wszystkie największe banki USA miały słabsze zyski niż przed rokiem. W przypadku Citi Group spadek wyniósł aż 27 proc. Gdzie nie spojrzeć na mapę, wyniki banków są albo gorsze, albo nieznacznie lepsze niż przed rokiem: od Skandynawii po Chiny i Amerykę Południową. Dramatyczne chwile przeżywają Włochy, które borykają się z gigantycznym problemem detalicznych obligacji bankowych i problemem złych kredytów. To jednak zupełnie lokalna kwestia. Zasadniczo na świecie powody wszędzie są podobne: słabość światowej gospodarki, niskie ceny surowców, co przekłada się na gorsze wyniki bankowości inwestycyjnej oraz zwiększa odpisy na spółki wydobywcze i przetwórcze, a także niskie, zerowe, a nawet ujemne stopy procentowe. Angela Merkel, kanclerz Niemiec, w bezprecedensowym przemówieniu w środę stwierdziła, że polityka ultraniskich stóp EBC potęguje niebezpieczeństwo dla wciąż słabych europejskich banków.

Nasza chata z kraja

W Polsce wyniki sektora za luty oraz publikacje kwartalnych raportów przez BZ WBK i mBank zdają się wskazywać, że gnębiąca branżą finansową światowa epidemia dotarła również do nas. Rynek znacząco osłabł w stosunku do ubiegłego roku, a banki notują gorsze wyniki niż przed rokiem. Dariusz Górski, analityk DM BZ WBK, uważa jednak, że choć symptomy są podobne, to jednostka chorobowa jest inna.

— Mamy własne, lokalne uwarunkowania, np. podatek bankowy. Stopy są rekordowo niskie, ale nominalnie znajdują się na dużo wyższym poziomie niż na Zachodzie. Sektora nie dotyczy problem rynków surowcowych, nie muszą też robić odpisów na postępowania sądowe wytaczane przez klientów i nadzór, co na innych rynkach zdarza się dość często — mówi analityk. To, co jest wspólne dla wszystkich banków, to rosnąca presja na zwiększanie kapitałów, ale także tu polskie banki są w niezłej sytuacji, choć niektóre będą musiały podwyższyć kapitały, co przełoży się na ROE.

— Trzeba jednak pożegnać się z dwucyfrowym zwrotem z kapitału. Niemniej 8-9 proc. to jest bardzo zacny wynik na tle Europy — twierdzi Dariusz Górski.

Stopniowa adaptacja

Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego, mówi natomiast, że zarówno BZ BWK, jak i mBank są dobrym przykładem dostosowania sektora do trudniejszych warunków biznesowych.

— Istotnie spadają przychody z opłat i prowizji, ale poprawia się wynik odsetkowy. W mBanku wyniósł 15 proc., co robi niezłe wrażenie. Nawet po uwzględnieniu podatku bankowego podstawowy wynik banku był o 5 proc. lepszy niż przed rokiem — mówi Andrzej Powierża.

W przeciwieństwie do kolegów po fachu, głównie z USA, którzy po czterech miesiącach dość sceptycznie zapatrują się na przyszłość branży w tym roku, jego zdaniem, krajowy rynek będzie oczywiście słabszy niż przed rokiem, ale będzie adaptował się do nowych realiów.

— Marża odsetkowa będzie się poprawiać i w ten sposób banki będą starały się odrobić podatek. Szybciej poczują to w kieszeniach deponenci, bo zmiana oprocentowania dotknie najpierw lokat. Z czasem w górę pójdzie też koszt kredytów. W tabeli opłat i prowizji można spodziewać się rozmaitych ruchów na pozycjach, które nie rzucają się w oczy, czyli zmian cenników za mniej istotne produkty i usługi, by nie narazić się na oskarżenia o podwyższanie kosztów — uważa Andrzej Powierża.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane