Sobolewski walczy o władzę w Rumunii

Były prezes GPW znalazł się na językach rumuńskiej finansjery po tym, jak pomimo wygaśnięcia kontraktu nie złożył broni w walce o stołek prezesa giełdy

— Dzień dobry, znajdzie pan czas, żeby porozmawiać o sytuacji na bukareszteńskiej giełdzie papierów wartościowych? — pada pytanie „PB”, gdy Ludwik Sobolewski, ostatnio prezes Bursa de Valori Bucaresti (BVB), rumuńskiej giełdy, a wcześniej wieloletni prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych odbiera telefon.

Zobacz więcej

Ludwik Sobolewski przez kilka miesięcy zabiegał o kolejne 4 lata na realizację swojej wizji rynku kapitałowego. Rumuńska finansjera  wolała jednak powrót do lokalnych stawek wynagrodzeń i tamtejszych menedżerów. ARC

— Nie mam czasu na rozmowę — pada odpowiedź i słuchawka milczy. Próby nawiązania oficjalnego kontaktu mejlowego i SMS-owego też spalają na panewce. To dziwne o tyle, że od ponad dwóch tygodni Ludwik Sobolewski powinien mieć więcej czasu. W końcu rada nadzorcza BVB do dziś nie zdecydowała o nowym kontrakcie dla polskiego menedżera. Poprzedni, czteroletni, obowiązywał do 21 sierpnia 2017 r.

Wygaszanie skandalu

Czy brak nowego kontraktu dla Ludwika Sobolewskiego oznacza, że spakował się i wrócił do Polski, gdzie zresztą często w ostatnich miesiącach bywał? Nic podobnego.

Od kilku miesięcy na bukareszteńskim parkiecie notowania Ludwika Sobolewskiego to temat z gatunku najgorętszych. Do czerwca wydawało się, że nowy, dobrze płatny kontrakt (na poziomie bliskim zarobków z Warszawy) Ludwik Sobolewski ma w kieszeni. W 9-osobowej radzie decydującej o jego przyszłości na BVB miał mieć pięciu sojuszników, jednak w czerwcu nagle zmarł jeden z nich, a miejsce po nim do dziś pozostaje nieobsadzone.

Od czerwca do końca sierpnia rada BVB kilkakrotnie próbowała przeforsować nowy kontrakt dla Polaka, zawsze z tym samym miernym skutkiem — nie zbierała większości głosów potrzebnych do podjęcia uchwały. „Kontrakt prezesa wygasł, ale jego mandat wciąż obowiązuje” — komunikat z takim stwierdzeniem wydała z siebie 21 sierpnia rano BVB. Podpisał go Ludwik Sobolewski. Na BVB zawrzało.

— Część rynku odebrała to jako skandal. Nadzór zażądał wyjaśnień wobec takich twierdzeń eksprezesa — twierdzi Adina Ardeleanu, naczelna „Bursy”, rumuńskiej gazety poświęconej tematyce finansowej, otwarcie krytykującej postawę polskiego menedżera.

Jej słowa potwierdza wieczorny komunikat BVB, ostatni podpisany przez Ludwika Sobolewskiego. Głosi on, że dla dobra spółki prezes — choć ma prawo do wykonywania mandatu — rezygnuje jednak z tego przywileju.

Wkrótce BVB ogłosiła, że jako p.o. prezesa władzę obejmuje jeden z lokalnych finansistów. Na dokładkę rada nadzorcza giełdy wkrótce poinformowała o uruchomieniu procesu rekrutacyjnego. Poszukiwany jest nowy prezes: część opinii publicznej naciska na wybór miejscowego menedżera, z niższą gażą. Jednak taki rozwój wypadków wcale nie oznacza odstawienia Ludwika Sobolewskiego na boczny tor.

Alfa w gambicie

— Jestem samcem alfa rynków kapitałowych — obwieścił Ludwik Sobolewski jeszcze w 2013 r., gdy zaczynał przygodę w świecie rumuńskiej finansjery. Dziś w Bukareszcie chyba nikt nie wątpi w jego drapieżność i energiczność, ale w Rumunii opinie co do jego sukcesów lub ich braku są podzielone. Tak jak podzielone są opinie co do kolejnego kontraktu dla polskiego menedżera. Choć nadzór komunikuje przymiarki do nowego kadrowego rozdania na BVB, to tajemnicą poliszynela jest fakt, że szef rady mocno wspiera kandydaturę eksszefa GPW i nie jest w tym odosobniony. Przez lata Ludwik Sobolewski zbudował sobie bowiem spore grono sojuszników wśród rumuńskiej wierchuszki.

Ci — jak można przeczytać w rumuńskiej prasie — gotowi są zaoferować mu nowy, niższy kontrakt na co najmniej dwa lata. Poprzedni zakładał wypłatę nawet kilkuset tysięcy euro rocznie (wraz z bonusami). To, czy frakcja bliska Polakowi będzie górą, okaże się pod koniec przyszłego tygodnia. To wówczas nadzór BVB ma zostać uzupełniony o wakującego członka. Jeśli będzie to osoba głosująca za prezesurą dla Ludwika Sobolewskiego, będzie on miał za sobą decydującą, piątą szablę. A jeśli Ludwik Sobolewski i jego giełdowy gambit zostaną zaszachowani przez wezbraną przeciwko niemu opozycję?

— Sobolewski miał świetną umowę, był traktowany jak gwiazda z zagranicy. W kontrakcie miał mieć zapis wypłaty 50 proc. podstawowego uposażenia przez dwa lata jako zapis o zakazie konkurencji. To około 9 tys. EUR miesięcznie do września 2019 r. — twierdzi jeden z bukareszteńskich analityków giełdowych, dobrze znający realia parkietu. Co jakiś czas po polskim rynku kapitałowym krąży też plotka o rychłym come backu Ludwika Sobolewskiego do świata warszawskiej finansjery. Domysły wzmogły się po niedawnym niespodziewanym odwołaniu Iwony Sroki z prezesury KDPW.

— To spekulacje. To, co jest pewne, to fakt, że rynek wciąż pamięta, w jakiej niesławie odwołano Ludwika Sobolewskiego z warszawskiej giełdy — usłyszeliśmy w Ministerstwie Rozwoju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Sobolewski walczy o władzę w Rumunii