Sprawny organizm przeżyje upadek z klifu

opublikowano: 11-06-2021, 06:30

Zespół specjalistów poradzi sobie nawet z największym kryzysem w historii lotnictwa, chociaż bez pożyczki od państwa, którą już trzeba spłacać, by się nie udało — mówi Grzegorz Polaniecki, członek zarządu linii czarterowej Enter Air

„PB”: W Polsce zbankrutowało już co najmniej kilka linii czarterowych: OLT Express, Air Polonia, Fisher Air czy Small Planet. Jak to możliwe, że Enter Air działa od 11 lat i przeżył największy kryzys w historii branży?

Grzegorz Polaniecki: Większość ludzi, którzy zaczynają przygodę z lotnictwem, nie zdaje sobie sprawy, jak trudny jest to biznes i jak duże doświadczenie trzeba posiadać, zanim się go zacznie. To była główna przyczyna tego, że my się rozwijaliśmy, a firmy, które szły w nasze ślady, padały. Udało nam się zbudować zespół, który składa się wyłącznie z superspecjalistów w określonych częściach biznesu lotniczego.

Marek Wiśniewski

W zarządzie jest panów czterech…

Tak, każdy ma swoje funkcje. Ja zajmuję się ogólnym prowadzeniem firmy i zapewnianiem finansowania. Marcin Kubrak odpowiada za sprawy operacyjne, minimalizowanie zawirowań i opóźnień. Jest pilotem, więc świetnie zna procedury lotnicze. Andrzej Kobielski to najlepszy handlowiec, który zna rynek czarterowy w całej Europie, bo działamy nie tylko w Polsce. Mariusz Olechno, który zna na pamięć wszystkie samoloty, jest dyrektorem technicznym. Nie wiem, ile samolotów B 737, którymi latamy, przeszło już przez jego ręce. Kompetencje zarządu oszczędzają nam dużo czasu i energii. Ponadto mamy zespół specjalistów, którzy są z nami 11 lat, a wcześniej też pracowali w firmach lotniczych. Zespół pracuje jak sprawny organizm i dzięki temu nam się wszystko udaje. Firma jest zbudowana na płaskiej strukturze organizacyjnej, a zarządzanie odbywa się nie przez pokazywanie palcem, tylko dawanie przykładu.

Ale w marcu 2020 r. ten sprawny organizm spadł z klifu...

Uderzenie było bardzo mocne, w ciągu kilku dni lotnictwo stanęło całkowicie. Mieliśmy kryzysowe spotkanie, na którym każdy wymyślił, co trzeba zrobić, żeby przetrwać. Szybko zaczęliśmy restrukturyzację kosztów. Wystąpiliśmy do wszystkich leasingodawców o zmianę zasad płatności, zwróciliśmy się do banków. Skoro w Polsce zakazano nam latania, szukaliśmy kontraktów gdzie indziej. Jesteśmy niskokosztową linią, zaczęliśmy wygrywać bardzo dużo przetargów na latanie dla organizacji charytatywnych, które mimo pandemii musiały dostarczać pomoc humanitarną do Afryki. Odwiedziliśmy chyba połowę krajów tego kontynentu.

Pomogła też pożyczka płynnościowa z PFR.

To bardzo ważne, że udało nam się uzyskać wsparcie państwa, bo restrykcje związane z pandemią bardzo się przeciągnęły. Na początku wszyscy myśleli, że potrwają trzy-sześć miesięcy, a walczymy już ponad rok. Gdyby nie pomoc państwa, żadna linia na świecie by nie przetrwała, my także.

Czy pożyczka może zostać umorzona?

Tego nie wiemy. Przygotowujemy się do spłacania, zaczynamy już 30 czerwca.

Gdyby pan wiedział, że lockdown potrwa tak długo, czy zdecydowałby się pan na pożyczkę, którą trzeba spłacać teraz, chociaż rynek jeszcze nie odbił?

Tak. W projekcjach z PFR nie zakładaliśmy, że rynek zacznie bardzo szybko się rozwijać. Jest i tak lepiej, niż zakładaliśmy — spodziewaliśmy się, że poziom wykorzystania naszych samolotów będzie w tym kwartale dwukrotnie niższy, więc nie widzę zagrożenia.

Czyli są pieniądze na spłatę?

Pieniądze są. Tak zarządzamy kosztami i wpływami, że już staramy się wychodzić nad kreskę. Proszę jednak pamiętać, że jesteśmy zmuszeni do raportowania w MSSF16, międzynarodowych standardach rachunkowości, które absolutnie nie oddają rzeczywistej sytuacji spółki, bo nie uwzględniają, że ktoś może się zrestrukturyzować, zamienić koszty stałe na zmienne, mniej za coś płacić, mieć elastyczne umowy leasingu. Gdy informujemy o czymś akcjonariuszy, zawsze musimy dodać notę tłumaczącą, co zostało wypaczone przez system raportowania. Spodziewamy się, że sezon letni będzie bardzo dobry, ale prawdopodobnie nie da się odrobić wszystkich strat. Najważniejsze jednak, żeby nie zjadać gotówki.

To kiedy ceny pójdą w górę, bo straty trzeba przecież jakoś odrobić?

Nie podnosimy cen. Najważniejszą barierą wejścia, którą może stworzyć lider, jest cena. Inne linie wchodząc na rynek twierdziły, że będą latać o 10 proc. taniej niż Enter Air i bardzo szybko traciły dziesiątki milionów złotych. Dbamy, by mieć jak najniższe koszty przy jak najniższej marży, a cash generować jak największym obrotem.

Czy przez pandemię ubyło Enter Air konkurentów?

Na razie nie ubyło, ale zyskaliśmy w oczach klientów jako stabilny partner. Nasi europejscy konkurenci są w niepewnej sytuacji, nikt nie wie, czy dostaną dodatkowe wsparcie, czy będą musieli się restrukturyzować, zamykać. Klienci wolą latać z nami, bo wiedzą, że my na pewno będziemy latać.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania,

dziś: „Latanie w koronie’’

goście: Grzegorz Polaniecki — Enter Air, Krzysztof Moczulski — LOT, Juliusz Komorek — Ryanair, Sebastian Mikosz — IATA, Michał Leman — Flixbus

Wszystkie odcinki Pulsu Biznesu do słuchania znajdziecie na stronie www.pb.pl/dosluchania i w aplikacjach podcastowych, w tym na Spotify i Apple Podcasts.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane