Stoczniowy pojedynek skarbu z ISD S

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 22-10-2008, 00:00

Resort skarbu twierdzi, że trwają prace nad planem naprawczym dla Stoczni Gdańsk. Bzdura — odparowuje jej inwestor.

Resort skarbu twierdzi, że trwają prace nad planem naprawczym dla Stoczni Gdańsk. Bzdura — odparowuje jej inwestor.

Posłowie Parlamentu Europejskiego podczas niedawnej debaty poprosili, by Komis- ja Europejska łaskawszym okiem zerknęła na plany restrukturyzacji polskich stoczni. Jednak Neelie Kroes, unijna komisarz ds. konkurencji, szybko wylała kubeł zimnej wody na głowy polskiej delegacji.

— Byłem przerażony. Powiedziała, że plany restrukturyzacyjne nie gwarantują rentowności w kolejnych latach. Argumentowaliśmy, że przecież przyszli inwestorzy ryzykują, inwestując własne pieniądze, i będą dążyć do osiągnięcia zwrotu z inwestycji. Pani komisarz była jednak nieugięta — mówi Zbigniew Żmijewski, szef Związku Zawodowego Stoczniowiec w Stoczni Szczecińskiej Nowej.

Spór o Gdańsk

Bruksela krzywo patrzy na plany dla Gdyni i Szczecina, ale czeka jeszcze na program dla Stoczni Gdańsk, której inwestorem jest ukraiński ISD.

— Trwają prace nad osobnym planem dla Stoczni Gdańsk — powiedział wczoraj PAP Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu.

Opinia ta zdziwiła ISD, który od tygodni nie może doprosić się o spotkanie w sprawie restrukturyzacji gdańskiej spółki. Władze ukraińskiej firmy w liście do resortu skarbu ostrzegają, że jeśli zaniecha działań zmierzających do restrukturyzacji firmy, to narazi się na kolejny konflikt z Brukselą. Obawiają się też, że i na szansę uzdrowienia Stoczni Gdańsk Bruksela zacznie krzywo spoglądać.

Śladem Częstochowy

Resort skarbu stara się spełnić nowe żądania Komisji Europejskiej dotyczące stoczni z Gdyni i Szczecina. Bruksela chce, by został sprzedany ich majątek, a stocznie wydmuszki zlikwidowane. Tyle że dobrowolnej upadłości bez wchodzenia syndyka nie przewiduje polskie prawo, więc resort szuka ścieżki, by je zmienić. Poprosił też stoczniowych menedżerów o zinwentaryzowanie majątku, który niemal w całości jest zastawiony u wierzycieli.

Przeciwko propozycji Komisji Europejskiej są jednak stoczniowcy, bo stocznie są w tak złej sytuacji, że do czasu zmiany prawa, które umożliwi sprzedaż ich majątku, oraz likwidacji firmy mogą po prostu nie dotrwać.

Jest jednak wyjście z tej sytuacji. Można skorzystać z przypadku "prywatyzacji" Huty Częstochowa. Wówczas państwowa spółka dzierżawiła jej majątek i w porozumieniu z wierzycielami został on sprzedany ISD, dzięki czemu huta mogła spłacić długi. Podobnie można postąpić ze stoczniami, tyle że dzierżawca musiałby być prywatny, a to oznacza, że byłby w uprzywilejowanej pozycji przy zakupie majątku, który będzie wystawiony na sprzedaż w nowych przetargach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu