STRATEGIA DLA PRZEMYSŁU LEKKIEGO POWSTAJE ZA PÓŹNO

Lisowski Artur
04-03-1999, 00:00

STRATEGIA DLA PRZEMYSŁU

LEKKIEGO POWSTAJE ZA PÓŹNO

Polskie zakłady odzieżowe mogą w ciągu najbliższych pięciu lat stracić większość zagranicznych zamówień na przerób uszlachetniający

ZAMÓWIENIA JUŻ UCIEKAJĄ: Proces przesuwania zamówień na produkt o niskim stopniu przetworzenia z Polski na Wschód już dawno się zaczął. Warto także zauważyć, że przemysł odzieżowy w Europie Zachodniej pozbawiony jest właściwie własnej bazy produkcyjnej i pracuje jedynie nad procesami przerobu uszlachetniającego — uważa Tadeusz Wawrzyniak prezes zarządu Emforu. fot. ARC

Mało kto wierzy, że uda się uratować cały polski przemysł lekki. Po wielu próbach konsolidacji przedsiębiorstw, tylko firmom odzieżowym udaje się współpraca. Aż 80 proc. ich eksportu stanowi aktualnie tzw. przerób uszlachetniający. Według Ministerstwa Gospodarki, liczba tego typu zamówień może ulec gwałtownemu obniżeniu. Resort przygotowuje strategię zmierzającą do ustabilizowania sytuacji w przemyśle lekkim. Przedstawiciele firm twierdzą jednak, że jest już na to za późno.

Najlepsze prognozy rozwoju przemysłu lekkiego w Polsce zawsze wiązano z przemysłem odzieżowym. Decydowała o tym głównie niska kapitałochłonność tej branży. Przemysł włókienniczy potrzebuje nowoczesnych i wydajnych maszyn, wymaga więc dużych inwestycji. Wielkie przedsiębiorstwa, które po 1989 roku musiały zacząć funkcjonowanie w realiach gospodarki rynkowej, okazywały się jednak za słabe na samodzielną działalność. Dlatego już na początku dekady pojawiły się pierwsze projekty współpracy między firmami przemysłu lekkiego.

Wokół gigantów

Jednak dopiero w styczniu 1998 r. w Polsce powstały dwa holdingi, jeden utworzony przez Próchnik przy współpracy NFI Piast i drugi utworzony przez Telimenę. Obie firmy nigdy tak naprawdę ze sobą nie konkurowały, ponieważ głównym produktem Próchnika jest odzież męska, a Telimeny — damska. Holding Próchnika tworzy osiem spółek, podzielonych, ze względu na produkty, jakie wytwarzają, na trzy grupy. Grupa Telimeny składa się z trzech spółek. Tutaj także każdy z podmiotów tworzy produkt innego typu.

Przedsiębiorcy uważają, że po roku trudno stwierdzić, czy łączenie przedsiębiorstw jest sposobem na uratowanie przemysłu lekkiego. Faktem jednak jest, że Grupa Telimeny, jak i Holding Próchnik nie będą już się powiększać.

— Po inwestycjach, które miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat, nie widzę potrzeby, aby Grupa Telimeny nadal się powiększała. Nie ma potrzeby prowadzenia ekspansywnej polityki, ponieważ w ciągu ostatniego roku poważnie rozchwiał się system dystrybucji krajowej. Nie ukształtowała się bowiem żadna większa sieć polskiego handlu detalicznego. W Niemczech, aż 47 proc. rynku odzieży należy do sieci wielkich domów towarowych. W Polsce, o ile mi wiadomo, mamy jedną taką sieć i są nią Domy Towarowe Centrum — mówi Tadeusz Wawrzyniak prezes zarządu Emforu.

Czasami powiększanie holdingu nie jest niezbędne dla stałego zwiększania mocy produkcyjnych.

Zlecamy innym firmom odzieżowym szycie dla nas, okazało się bowiem, że jest to o wiele bardziej elastyczny sposób powiększania mocy produkcyjnych niż opieranie się na własnych zakładach produkcyjnych — tłumaczy Tadeusz Wawrzyniak.

Przykładem współpracy między przedsiębiorstwami z branży odzieżowej może być również współdziałanie Wistuli i Wólczanki. Obie firmy pracują nad wypracowaniem elementów strategii, z punktu widzenia udziałów w rynku.

Większość działań konsolidacyjnych rozgrywa się wokół dużych firm, notowanych na giełdzie. Wiele mniejszych zakładów nie ma jednak możliwości stworzenia podobnych podmiotów. W Ministerstwie Gospodarki takie działania odbierane są jako jedna z dróg do poprawy istniejącego stanu.

— Konieczne są działania samych przedsiębiorstw w celu stworzenia lepszych struktur, które mogłyby funkcjonować w gospodarce rynkowej. Dobrym przykładem jest Holding Próchnika. Takie formy powinny być jednak powiązane z sieciami handlowymi. Na Zachodzie takie przedsiębiorstwa osiągają bardzo dobre wyniki — uważa wiceminister Dariusz Klimek.

Pod kierownictwem wiceministra Dariusza Klimka w Ministerstwie Gospodarki trwają pracę nad programem strategii dla przemysłu lekkiego. Oceny tego programu, mimo iż nie jest on jeszcze ukończony, są bardzo różne.

Dużo za późno

— Strategia dla przemysłu lekkiego będzie programem jego stabilizacji. Chodzi o określenie miejsca i roli tego przemysłu w gospodarce na najbliższe kilkanaście lat. Na pewno będzie to fotografia stanu przemysłu krajowego, ale także różnych uwarunkowań światowych. W programie tym będa przedstawione kierunki niezbędnych działań. Ten przemysł najbardziej potrzebuje ochrony państwa i stworzenia normalnych warunków konkurencyjności — twierdzi wiceminister Dariusz Klimek.

Wielu przedsiębiorców narzeka, że program ten powstaje w momencie, w którym przemysłu lekkiego właściwie już nie ma. Wciąż jednak część inwestorów ma nadzieję, że zawarte w nim dane pomogą podjąć im decyzję co do ewentualnych inwestycji.

— Przedsiębiorcy nie mają złudzeń, strategia dla przemysłu lekkiego nie będzie zawierała dyrektyw gospodarczych. Będzie miała znaczenie dla polityki socjalnej regionu. Oczekujemy, że pokaże prawdę. Informacja, że przemysłu lekkiego nie da się obronić, jest także pewną wskazówką. Daje przedsiębiorcom szansę na przebranżowienie się, wybranie nowej drogi rozwoju — uważa Tadeusz Wawrzyniak.

Zlecenia odpłyną

Mimo iż przemysł odzieżowy znajduje się w najlepszej kondycji spośród całego przemysłu lekkiego, on także musi liczyć się z koniecznością zmian w najbliższym czasie.

— Bardzo niepokojącym zjawiskiem jest fakt, że aż 80 proc. eksportu firm odzieżowych stanowi przerób uszlachetniający. Może się niebawem okazać, że zleceniodawcy przesuną zamówienia do krajów znajdujących się za naszą wschodnią granicą. Zjawisko to na razie przynajmniej nie występuje ponieważ jakość usług firm ukraińskich, litewskich czy białoruskich, jest wciąż jeszcze niewystarczająca. Drugim powodem był brak stabilizacji gospodarczej w tamtych rejonach. Dlatego właśnie zlecenia na przerób uszlachetniający pozostają nadal w Polsce. Uważam, że przemysł odzieżowy musi się przestawić na szycie z własnych materiałów i pod własną marką. Wydaje mi się, że takie zjawisko będzie powoli następować — uważa wiceminister Dariusz Klimek.

Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego problemu, ale uważają, że sytuacja nie jest, aż tak dramatyczna.

— Przerób uszlachetniający to przecież nic innego jak sprzedaż robocizny i umiejętności wykonania określonego produktu. Według analityków europejskich, pozycja polskiego przemysłu odzieżowego pod tym względem jest bardzo wysoka. Musi on zachować swoją konkurencyjność cenową i kosztową. Jeszcze niedawno koszt pracy polskiej szwaczki wahał się między 200 a 300 DM miesięcznie, a teraz ocenia się go na około 700 DM. Opłacalność przerobu uszlachetniającego znacznie spadła. Analitycy szacują, że ok. 2003 roku rozpocznie się proces uciekania produktów wymagających przerobu uszlachetniającego. Do roku 2005 będzie się nasilał. Nie dojdzie jednak do sytuacji, w której przerób uszlachetniający zniknie z Polski. Na pewno na naszym rynku pozostaną produkty wymagające relatywnie wysokiego stopnia przetworzenia — mówi Tadeusz Wawrzyniak.

Artur Lisowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Lisowski Artur

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / STRATEGIA DLA PRZEMYSŁU LEKKIEGO POWSTAJE ZA PÓŹNO