Strefy idą po prośbie do premiera

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2007-05-17 00:00

Ośrodek decyzyjny dla stref przesunął się z Ministerstwa Gospodarki do kancelarii premiera. A to budzi kontrowersje...

Resort gospodarki powoli traci moc decyzyjną

Ośrodek decyzyjny dla stref przesunął się z Ministerstwa Gospodarki do kancelarii premiera. A to budzi kontrowersje...

Suwalska Specjalna Strefa Ekonomiczna (SSE) liczy, że po perturbacjach uda jej się wreszcie stworzyć podstrefę w Łomży, bo premier Jarosław Kaczyński jest temu przychylny. Łódzka strefa zamierza ze swoim problemem zwrócić się nie tylko do ministra gospodarki, ale też do otoczenia premiera. Prezes krakowskiej strefy zaciera ręce, bo znalazł w kancelarii ministra, który zajmuje się strefami. Sami prezesi na ten temat milczą jak zaklęci, ale osoby z zewnątrz potwierdzają, że problem jest.

— Wprowadzenie zmian w obrębie SSE, polegające np. na włączaniu do ich obszaru nowych terenów prywatnych, nawet jeśli zostało zaopiniowane pozytywnie przez Ministerstwo Gospodarki, wymaga najczęściej dodatkowo zielonego światła Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Taka praktyka obowiązuje niemal od pół roku. Dotyczy ona nie tylko zwolnień w strefach, ale także wsparcia kierowanego do inwestorów zagranicznych — mówi Magdalena Burnat-Mikosz, partner w firmie doradczej Accreo Taxand.

Pierwsze rezultaty

To kancelaria premiera, a dokładniej wicepremier Przemysław Gosiewski, jest odpowiedzialna za zaostrzenie zasad włączania do stref ekonomicznych terenów prywatnych, aby wyeliminować podejrzenia o korupcję. Ministerstwo Gospodarki od dwóch miesięcy przygotowuje wytyczne. Wersji było już kilka, przedstawiciele stref uważają, że jedna gorsza od drugiej. Co powoduje opóźnienia? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że nowe zasady konsultowane są na bieżąco z kancelarią. Kilka stref czeka od początku roku na zmianę granic. To m.in. przez te opóźnienia w pierwszym kwartale liczba wydanych przez strefy zezwoleń spadła o 25 proc.

To (na razie) działa

Ministerstwo Gospodarki bagatelizuje problem.

— Są różne zapytania i prośby z kancelarii premiera. Traktowane są też różnie. Jeśli ktoś chce, może to odbierać jako utratę wpływów przez ministra Woźniaka, ale ja bym to raczej postrzegał jako normalną współpracę między kancelarią a ministerstwem — uspokaja Marek Wróbel, szef gabinetu politycznego w Ministerstwie Gospodarki.

Nowy system na razie funkcjonuje.

— Mankamentem jest jego czasochłonność i stosunkowa nieprzewidywalność, której sprzyja brak przejrzystych reguł gry — uważa Magdalena Burnat-Mikosz.

— Na razie nic złego się nie wydarzyło, ale to oczywiście niedobry system i dziwna sytuacja. Albo premier ufa ministrowi gospodarki, albo mu nie ufa i go zmienia — dodaje jeden z posłów PiS.

Związki mają siłę

Problem jest poważniejszy.

— To pokłosie wojny na linii kancelaria premiera — Ministerstwo Gospodarki i nie dotyczy tylko specjalnych stref ekonomicznych — dodaje polityk PiS.

Gdy Paweł Poncyljusz, wiceminister gospodarki, próbował rozbić lobby związkowo-węglowe, zwróciło się ono do prezydenta, który nakłonił premiera do zmian w resorcie gospodarki. Także liderzy związkowi innych branż bezwzględnie wykorzystują nowy układ sił i załatwiają swoje interesy z pominięciem resortu. Branża turystyczna oficjalnie przeniosła konflikt z ministrem gospodarki, dotyczący wyboru prezesa, do kancelarii premiera.

Okiem eksperta

Halina Kwiatkowska

radca prawny i partner Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Wątpliwości pozostają

Z ustawy wynika, że w pewnych sprawach dotyczących funkcjonowania stref kompetencje decyzyjne zostały powierzone rządowi. Nie można zatem wyłączyć udziału poszczególnych członków rządu w podejmowaniu decyzji. Istotne jest oczywiście, aby tego rodzaju działania nie prowadziły do ograniczenia mocy decyzyjnej ministra gospodarki.

Jeśli takie praktyki się zdarzają, mogą wywoływać w odbiorze społecznym pewne wątpliwości co do standardów działania administracji. Nieformalne próby wpływania na procesy decyzyjne nie mieszczą się w standardach państwa prawa.