Szalony szus między bramkami z bajtów

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 01-06-2006, 00:00

O krok przed konkurencją — to motto firmy T-Matic. Dzięki niej polscy melomani pierwszy raz śledzili w internecie koncert z filharmonii.

Wojciech Winogrodzki w 1989 r. wykładał automatykę na Politechnice Białostockiej.

— Wstydziłem się wracać do domu z wynagrodzeniem adiunkta. Ponieważ akurat pojawiły się nowe szanse, postanowiłem zaryzykować, choć nie miałem pojęcia, na czym polega działalność gospodarcza — wspomina właściciel T-Matic.

Sypialnia pełna pudeł

Spółkę założył wraz z żoną i kolegą z pracy. Zajęli się głównie usługami z zakresu automatyki przemysłowej.

— Ale nie tylko. Początki były dosyć wariackie — próbowaliśmy prowadzić hurtownię papierosów, obracaliśmy sprzętem elektronicznym z Korei. Pierwszą siedzibą był mój dom. W sypialni stało pełno pudeł z telewizorami i magnetowidami — śmieje się Wojciech Winogrodzki.

Na początku lat 90. powstawało mnóstwo firm szukających fachowców od sprzętu i oprogramowania. Do T-Matic zgłaszały się też duże instytucje państwowe pogodzone z tym, że bez komputerów już sobie nie poradzą.

— Z czasem usługi informatyczne zaczęły w naszej ofercie brać górę nad związanymi z automatyką. Mogliśmy zacząć wycieczkę w prawdziwy biznes — opowiada prezes Winogrodzki.

Pomieszali im szyki

Do 1997 r. białostocka firma co roku notowała kilkadziesiąt procent wzrostu sprzedaży. Do kryzysu na Wschodzie.

— To był silny cios. Planując biznes, śledziliśmy oficjalne dokumenty rządowe i prognozy rozwoju rynku, dużo inwestowaliśmy w nowe produkty i rozwiązania. Załamanie na Wschodzie pomieszało nam szyki — przyznaje Wojciech Winogrodzki.

Dziś jednak T-Matic dostarcza klientom najnowocześniejsze rozwiązania w dziedzinie gromadzenia, przetwarzania i udostępniania informacji, danych oraz dokumentów. Korzystają z nich m.in.: PricewaterhouseCoopers, ambasada Japonii, Elektrownia Rybnik i Narodowy Bank Polski.

— Wciąż staramy się być o krok przed konkurencją. Obserwujemy trendy za granicą, by wiedzieć, czego możemy niebawem spodziewać się w Polsce i w regionie — podkreśla prezes Winogrodzki.

To nasz żywioł

T-Matic nadal zajmuje się także automatyką przemysłową. Coraz ważniejsza staje się też organizacja szkoleń.

— Prowadzimy je niemal od zawsze, także dlatego, że jesteśmy nauczycielami akademickimi i to właściwie nasz żywioł. Unia Europejska wspiera taką działalność przez swoje fundusze, więc staramy się z nich korzystać — tłumaczy Wojciech Winogrodzki.

Firma ma pięć sal szkoleniowych z 43 nowoczesnymi stanowiskami komputerowymi.

W 2002 r. powstała przy niej Policealna Szkoła Informatyki i Zarządzania.

— Przygotowuje do pracy w ciekawych i popularnych zawodach. Co ważne, jej słuchacze mogą sprawdzić umiejętności w praktyce w profesjonalnie działającej firmie. Absolwenci dostają państwowy dyplom technika — mówi prezes Winogrodzki.

Lekki niedosyt

Ostatnio T-Matic co roku zwiększa zysk o kilkanaście procent. Ale szef firmy odczuwa pewien niedosyt.

— W naszym regionie ciągle jest za mało przedsiębiorstw, które intensywnie inwestują w automatykę czy informatykę. Poza tym silna konkurencja firm z centrum kraju sprawiła, że marże poszły w dół. Kiedyś marża na sprzedaż sprzętu wynosiła nawet 25 proc., dziś pięć razy mniej — mówi właściciel.

Mimo wszystko na regionalnym rynku jego firma jest jednym z liderów. Według właściciela tajemnicą powodzenia jest zgrany zespół.

— Udało się nam zebrać osoby z różnymi osobowościami, które się uzupełniają. Z jednej strony, trzeba w biznesie być wizjonerem i fantastą, z drugiej — do bólu rzetelnym i pracowitym realizatorem, z trzeciej — skąpym księgowym. Trudno to wszystko zebrać w jednej osobie — opowiada prezes T-Matic.

Koncerty w internecie

Wojciech Winogrodzki żyje nie tylko komputerami. Od najmłodszych lat pasjonuje go też muzyka. Kiedy więc Filharmonia Białostocka poprosiła o sponsorskie wsparcie, nie odmówił. Nie skończyło się na jednorazowej pomocy — współpraca trwa już wiele lat.

— To właściwy kierunek naszych działań również dlatego, że bardzo dobrze wpływa na wizerunek firmy w regionie — mówi prezes Winogrodzki.

Jego firma przeprowadziła pierwszą w Polsce transmisję koncertu w internecie. Ostatnio filharmonia otrzymała na ten cel grant z UE i niebawem transmisje przestaną być okazjonalne.

Prezes bardzo lubi też narciarstwo.

— Ten sport kształtuje charakter i cechy potrzebne na co dzień w pracy. Jazda na nartach jest jak prowadzenie firmy — operacje biznesowe to czasem taki szalony szus, gdy trzeba szybko decydować, ryzykować i jechać dalej — śmieje się Wojciech Winogrodzki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu