TFI chcą zarabiać na długach

opublikowano: 12-11-2013, 00:00

Pierwszy krajowy fundusz zdecydował się zainwestować w rumuńskie przeterminowane wierzytelności.

Inwestowanie w instrumenty dłużne to dla TFI chleb powszedni. Inwestycje w długi to rzecz stosunkowo nowa. A już kupno długów za granicą to już absolutna nowość. Kredyt Inkaso, giełdowa spółka windykacyjna, podpisała umowę z Agiofunds na przygotowanie transakcji kupna, a potem serwis portfela wierzytelności, który nabędzie w Rumunii, gdzie ma swoją spółkę. Fundusz wyłoży pieniądze na inwestycję.

— Polski rynek windykacyjny jest bardzo konkurencyjny, co przekłada się na ceny wierzytelności na przetargach i w konsekwencji na marże. W Rumunii, gdzie operuje kilku graczy, stopy zwrotu są znacznie wyższe — tłumaczy Adam Dakowicz, prezes Agiofunds.

Dla jego funduszu nie jest to pierwsza inwestycja w długi. Od ponad roku zarządza portfelem Agio Wierzytelności NSFIZ, który na krajowym rynku przeterminowanych długów zainwestował ponad 40 mln zł. Dwa miesiące temu powstał bliźniaczy Agio Wierzytelności Plus. Adam Dakowicz mówi, że do tej pory zebrał 20 mln zł i spodziewa się comiesięcznego przyrostu aktywów o 5-10 mln zł.

Wspólna inwestycja

W Rumunii, gdzie wybiera się Agiofunds, na pięciu największych windykatorów dwóch pochodzi z Polski: Kruk, lider branży oraz Kredyt Inkaso, obecny na rynku od niespełna roku.

— Rynek jest mniej konkurencyjny, a marże wyższe. Jakość wierzytelności też jest dobra, ponieważ banki sprzedają kredyty nawet z 200-dniowym okresem przeterminowania. W Polsce do sprzedaży trafiają kredyty przeterminowane 700 dni i więcej — mówi Paweł Szewczyk, prezes spółki.

Dla Kredyt Inkaso umowa z Agiofunds jest pierwszym tego typu aliansem na rynku rumuńskim, ale nie ostatnim. Spółka prowadzi też rozmowy z funduszami spoza Polski gotowymi do inwestycji w Polsce, Bułgarii i Rosji w konsorcjum z Kredyt Inkaso jako współinwestorem i asset managerem. W tym przypadku oprócz inwestycji w portfele przeterminowanych kredytów projekt zakłada inwestycje w wierzytelności hipoteczne.

— Chcemy nie tylko serwisować portfel, ale partycypować w funduszu na poziomie około 10-15 proc., w zależności od wielkości konkretnej inwestycji — mówi Paweł Szewczyk. Postrzega on fundusze nie jako konkurentów, ale partnerów.

Jego zdaniem, mogą one w przyszłości stać się kolejnym, ważnym dostawcą finansowania rynku wierzytelności. Dzisiaj możliwości pozyskiwania pieniędzy przez spółki windykacyjne ograniczają się do giełdy i obligacji.

Banki niechętnie kredytują branżę, choć bez zastrzeżeń kupują ich papiery dłużne. Paweł Szewczyk uważa, że pieniądze z funduszy mogą stać się kołem zamachowym biznesu, szczególnie mniejszych spółek. Dzięki współpracy z dostawcą finansowania mogłyby startować w przetargach na naprawdę duże portfele, do których obecnie mogą przymierzać się tylko najwięksi gracze.

— Fundusze mają pieniądze, my know-how. Na Zachodzie w wierzytelności inwestują potężne fundusze private equity. Przyglądają się Polsce, ale na naszym rynku brak jest ofert na tyle dużych jednostkowo, aby fundusze były gotowe bezpośrednio na inwestycje — mówi szef Kredyt Inkaso. Nominalna wartość długów na krajowym rynku w tym roku szacuje się na 10 mld zł. Paweł Szewczyk spodziewa się, że w kolejnych latach będzie ona rosła, ponieważ do obrotu powoli zaczną trafiać przeterminowane kredyty mieszkaniowe.

Atrakcyjny partner

Na razie w Polsce tylko trzy TFI zdecydowały się zainwestować w wierzytelności, ale kolejne przymierzają się do tego rynku.

— Zaangażowanie TFI w rynek wierzytelności traktujemy po prostu jako wyraz zainteresowania atrakcyjnym rynkiem. Fundusze są inwestorami finansowymi, którzy dla grupy Kruk mogą być konkurentami w zakupie portfeli albo partnerami, z którymi Kruk wspólnie kupuje portfele, a później je serwisuje. Nie wykluczamy żadnej formuły współpracy z TFI — mówi Michał Zasępa, członek zarządu Kruka.

Michał Handzlik, szef DT Partners, uważa, że współpraca z funduszami — czy to w roli serwisanta, czy współinwestora — jest bardzo atrakcyjna z punktu widzenia firm windykacyjnych. — Jako zarządzający nie ponoszą ryzyka i pobierają prowizję. Partycypując w inwestycji dostaje dostęp do finansowania oraz udział w marży — mówi Michał Handzlik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu